MOSKWA SADOWA

Wpisy

  • środa, 25 czerwca 2014
    • Monolog Chamleta

      Redakcja „Wprost” ujawnia nowe nagrania - po Sienkiewiczu: Szekspir!

       

      Oświadczenie Sylwestra Latkowskiego:

      Ujawniamy pierwotną wersję sztuki pod tytułem „Hamlet” niejakiego Williama Shakespeare'a, do tej pory uważanego za największego dramaturga cywilizacji europejskiej. Czy słusznie? Przekonacie się Państwo sami. Osobiści nie chcę niczego sugerować, ale moim zdaniem dla osób posługujących się takim językiem nie powinno być miejsca w kulturze, a wystawianie tych sztuczydeł w teatrach państwowych to skandal.

      Nagranie, którego autentyczność potwierdziliśmy razem z redaktorem Nisztorem u kolegi redaktora Gmyza, jasno pokazuje, że Hamlet to nie żaden duński książę, ale zwykły cham i prostak.

       

      Taśmę otrzymaliśmy od „patrioty języka angielskiego”, przy tłumaczeniu korzystaliśmy z wersji Stanisława Barańczaka, któremu powinno być wstyd, że się takim rzeczami zajmuje.

       

       

      Akt III, scena pierwsza

       

      Być, kurwa, albo, kurwa, nie być - oto jest pytanie jak chuj.
      Kto postępuje godniej: ten, kto jak kutas
      Stoi pod gradem popierdolonych strzał losu,
      Czy ten, kto stawia opór morzu chujowizny
      I w walce kładzie jej kres? Umrzeć – usnąć, bladź -
      I nic poza tym - i przyjąć, że sen
      Uśmierza boleść dupy i tysiące
      Tych hemoroidów, które dostają się ciału
      W spadku natury. O tak, taki koniec
      Byłby czymś upragnionym. Umrzeć - usnąć -
      Spać - i śnić może? Ha, tu się pojawia
      Przeszkoda jak skurwysyn: jakie mogą nas nawiedzić
      Sny pojebane w drzemce śmierci, gdy ścichnie za nami
      Doczesny burdel? Niepewni, wolimy
      Wstrzymać się chwilę. I z tych chwil urasta
      Długie, potulnie przejebane życie.
      Bo gdyby nie ten wzgląd, któż by chciał znosić
      To, czym nas chłoszcze i znieważa czas:
      Gwałty ciemiężców, nadętość pyszałków,
      Męki wzgardzonych uczuć, opieszałość
      Prawa, bezczelność władzy i kopniaki,
      Którymi byle zero upokarza
      Cierpliwą wartość? Któż by się z tym godził,
      Gdyby był w stanie przekreślić rachunki

      Z mordowni życiem zwanej

      Gołym jak pyta Hofmana sztyletem? Kto by dźwigał brzemię
      Życia, stękając i spływając potem,
      Gdyby nam woli nie zbijała z tropu
      Obawa przed tym, co będzie po śmierci,
      Przed nieobecną w atlasach krainą,
      Skąd żaden jeszcze popierdoleniec nie wrócił,
      I gdyby lęk ten nie kazał nam raczej
      Znosić zło znane niż rzucać się w nowe?
      Tak to świadomość czyni nas tchórzami
      I naturalne rumieńce porywu

      Namysł rozcieńcza w onanisty bladość,
      A naszym ważkim i szczytnym zamiarom
      Refleksja plącze szyki, zanim któryś
      Zdąży przerodzić się w czyn. - Ale cicho,
      Zajebista Ofelia! - Nunia, w swoich modłach
      Wspomnij koniecznie każdy z moich grzechów


       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (81) Pokaż komentarze do wpisu „Monolog Chamleta”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      środa, 25 czerwca 2014 15:12
  • poniedziałek, 23 czerwca 2014
  • piątek, 20 czerwca 2014
    • Bumażnyj sołdatik

       

      Teatrzyk „Czerwona Gęś” ma zaszczyt przedstawić sztukę pod tytułem „Komuniści z Sadowej” w Bóg wie ilu aktach z podejrzaną obsadą oraz nieczystymi intencjami

       

      W rolach głównych:

       

      Bumażnyj sołdatik - nieślubne dziecko poczęte Okudżawy, Osieckiej, Tuwima, Gałczyńskiego i Ich Troje: nie tylko, że nie ma keine grenzen, ale i jest łatwopalny, a mordę ma po dziadku reakcjoniście żydowskim, krewny osiołka Porfiriona na dodatek, in vitro wcielony!

       

      Autor – znany ubek, cham i bydlę (osobiście pluł na ekran telewizora, gdy wybrano Lecha K. prezydentem), zdemoralizowany członek partii komunistycznej, który przyznaje się do tego, że jest członkiem i to wcale nie korespondentem! Żyd (w dodatku udaje!)

       

      Behemot – sługus Bieruta i Stalina, obecnie na garnuszku ww. Autora, który mu skąpi oraz go korumpuje!

       

      Mysza – Naród Polski, który jest wspaniały, ale jest żadnym społeczeństwem!

       

       

      Oraz sporo osób, które wpychają się w sztukę samowolnie, więc nawet Behemot nie ogrania tej kuwety!

       

      (Dla słabszych) – zarys intrygi: chuj wie o co chodzi, na scenie bałagan, pełna liberalna demokracja, więc nawet nie wiadomo kogo rozstrzeliwać w pierwszej kolejności, ani tym bardziej za co... Kędy pałała dzięcielina, gnije Jarzyna zagraniczna.

       

       

       

      Akt I

      Na scenie Polnische Wirtschaft, czyli kostka na rynku plus trzy ukradzione z Niemiec auta, na które udało się wydębić dotacje z UE.

       

      Zaczyna nie wiedzieć czemu Józef Piłsudski, którego nikt nie prosił o zdanie:

       

       

      J.P.:

       

      Powiedziałbym wam coś, Polacy, ze Słowackiego, ale ludzie to kurwy! Kury wam szczać prowadzać, a nie poezji słuchać!

       

      Mysza:

       

      Pi, pi! O wielki jesteś, marszałku, zatem spierdalaj do podręczników! Na pomniku doczekasz się lepszych wyników!

       

      Bumażnyj sołdatik:

       

      Przepraszam państwa, gdzie ja tu mogę „zgoriet' ni za grosz”?

       

       

      Behemot (do sołdatika):

       

      Pan się usunie!

       

       

      Autor (do Behemota):

       

      Zamknij się! Daj im mówić.

       

      Sylwester Latkowski:

       

      Monika, ach, Monika!

       

      Seweryn Blumsztajn:

       

      Nie wzywaj Michnika nadaremno!

       

       

      Michnik Adam:

       

      Sewek, wyluzuj!

       

      Mysza:

       

      Nie jestem Żydem!

       

      Bumażnyj sołdatik:

       

      To gdzie ja mam się podpalić?

       

      Mysza:

       

      We, the People...

       

      Autor:

       

      W dupie, kochany, w dupie!

       

      Akt II

       

      Jarosław Kaczyński:

       

       

       

      P.S.

      (redakcja „Wprost” :

      Nagrało się, że Piłsudski mówi „kurwa”?)

       

      P.P.S.

       

      tekst usiłuję umieścić od 2 godzin - wiszę na linii z TM - nikt nie odbiera

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (225) Pokaż komentarze do wpisu „Bumażnyj sołdatik”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      piątek, 20 czerwca 2014 21:11
  • czwartek, 19 czerwca 2014
    • Tajemnica Moniki

       

       

      Pogoda była piękna, czas wakacyjny, więc oglądalność „Kropki nad i” była stosunkowo niewielka, mimo że w programie miał wystąpić sam prezes. Wszystko szło utartym torem do 7 minuty 45 sekundy, kiedy to redaktor Olejnik zapytała: Dlaczego pan na każde pytanie odpowiada, że Tusk musi odejść? Czy naprawdę sądzi pan, że premier Tusk jest odpowiedzialny za to, że Hiszpanie odpadli z Mundialu?

       

      No i się zaczęło. Komuś, kto akurat mrugnął oczami, mógł umknąć tygrysi skok prezesa przez stolik. Jednak w ułamek sekundy później Kaczyński na oczach widzów odgryzł sparaliżowanej pani redaktor ucho (lewe) i wypluł je na podłogę. Następnie spojrzał wzrokiem szaleńca w obiektyw kamery i powiedział: Kęsim, kęsim, Stokrotko! Z kącika zakrwawionych ust zwisał mu jakoś nieprzyzwoicie kolczyk, który najwyraźniej zaczepił się o zęby. Olejnik zemdlała, transmisję przerwano. Wszystko trwało nie dłużej niż 15 sekund – na wizji nikt nie zdążył nawet krzyknąć.

       

      Widzowie przed ekranami telewizorów oniemieli, a pracownicy stacji wpadli w panikę. W chaosie, który zapanował w studiu, Adam Hofman chwycił zalanego krwią prezesa i wyprowadził z budynku. Nikt im nie przeszkodził, bo część ludzi uciekła, a najodważniejszy kamerzysta rzucił się na pomoc pogryzionej dziennikarce.

       

      Hofman wepchnął prezesa do samochodu i rzucił do ochroniarzy: Był zamach na szefa, trzeba go wywieźć go w bezpieczne miejsce! Prezes toczył krwawą pianę z ust, przewracał oczami i bełkotał coś rodzaju „Donald, nu pogodi!”. Rzecznik PiS ostrożnym i szybkim ruchem wyciągnął mu z zębów kolczyk, żeby Kaczyński się nim nie zadławił. Postanowił zawieźć przełożonego wprost do profesora Chazana, żeby dał mu coś na uspokojenie i doprowadził do ładu. Czule głaskał głowę prezesa, który położył mu ją na kolanach i już tylko cicho popłakiwał. Wydał dyspozycję szoferowi, a sam chwycił za telefon i zadzwonił do braci Karnowskich po pomoc.

       

      Dochodzenie w sprawie

       

      Gdy limuzyna prezesa mknęła w siną dal, ktoś z TVN-u zadzwonił wreszcie po pogotowie i policję. Karetka zabrała nieprzytomną Olejnik do szpitala, a jeden z sanitariuszy włożył znalezione na podłodze ucho do pojemnika z lodem. Policja weszła do redakcji dopiero po dwóch godzinach, bo funkcjonariusze tyle grzecznie czekali aż ktoś zaprosi ich do środka, gdyż nie chcieli być posądzeni o naciski na wolne media. Kiedy wreszcie mogli przystąpić do działania, nikt im nie był w stanie wytłumaczyć, co się właściwie stało. Ci, którzy podczas programu byli w studiu, twierdzili, że coś się wydarzyło, ale akurat byli odwróceni tyłem, właśnie kichali lub patrzyli w zupełnie innym kierunku. Kamerzysta twierdził, że mu coś wpadło do oka i dopiero po chwili zobaczył, że Olejnik leży na podłodze. Nie potrafił w dodatku powiedzieć, dlaczego tak się stało.

       

      Gdy policjanci poprosili o nagranie programu, okazało się, że ktoś przypadkiem wylał na konsolę kawę z kubka i nic się nie zapisało.

      Udało się bezspornie ustalić jedynie to, że ktoś odgryzł ucho Monice Olejnik w trakcie programu na żywo z udziałem prezesa Kaczyńskiego, ale nikt nie jest w stanie powiedzieć, kto ją zaatakował, mimo że w studiu było kilkanaście osób.

       

      - Wszyscy jesteście podejrzani – oświadczył zgromadzonym pracownikom stacji aspirant, który prowadził dochodzenie. Zrozumiał, że jedynie zeznania ofiary mogą coś wyjaśnić, więc udał się do szpitala. Jednak tam został poinformowany, że trwa właśnie operacja przyszywania ucha, więc z pacjentką będzie można porozmawiać dopiero za kilkanaście godzin.

       

      Tymczasem w mediach

       

      Pech chciał, że żaden z dyżurnych redaktorów największych portali informacyjnych nie oglądał akurat tego fragmentu dzisiejszej „Kropki nad i”, w którym prezes odgryzał ucho redaktor Olejnik (wszystkich ogarnęło ziewanie już w trzeciej minucie, kiedy Kaczyński obarczył Tuska odpowiedzialnością za wysokie ceny szparagów), zatem minęło sporo czasu, zanim zaczęły do nich napływać jakieś informacje o tym dziwnym wydarzeniu od czytelników. Problem w tym, że okazało się, że nikt nie nagrywał programu, bo każdy myślał, że w razie czego odtworzy go sobie w sieci, a tam żadnego materiału nie było. Rzecznik TVN nie odbierał telefonu, a molestowani pracownicy stacji zasłaniali się niewiedzą lub tym, że toczy się śledztwo.

       

      Dopiero po czterech godzinach Onet napisał krótką notkę, w której mowa była o tym, że podczas programu Monika Olejnik uległa wypadkowi i znalazła się w szpitalu. Wyborcza dodała jedynie, że w programie brał udział prezes Kaczyński. Autor informacji nie napisał nic więcej, chociaż jego własna żona twierdziła, że ich syn na własne oczy widział, jak Kaczyński rzucił się na Olejnik i było mnóstwo krwi.

      - Franek ma bujną wyobraźnię! Ma szlaban na gry komputerowe! - skomentował redaktor, który nawet nie pomyślał, żeby zweryfikować informację od swojego 7-letniego dziecka.

       

      Na fejsie pojawiały się wprawdzie dzikie plotki i fantastyczne opisy zachowania prezesa, ale nigdzie nie było nagrania, które mogłoby stanowić jakiś dowód.

       

      Bracia K. odetchnęli z ulgą i wypuścili tekst, nad którym pracowali od chwili, kiedy zadzwonił do nich Hofman.

       

      wSumie donosi:

       

      Oszalała „Stokrotka”?

       

      Z wiarygodnych źródeł dowiedzieliśmy się, że podczas dzisiejszego programu „Kropka nad i” redaktor Monika Olejnik wpadła w szał i zaatakowała prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Najpierw podrapała mu paznokciami wargi, usiłowała udławić go własnym kolczykiem, a potem sama odgryzła sobie ucho. Prezes został uratowany dzięki bohaterskiej postawie Adama Hofmana, który wyrwał go z rąk furiatki.

       

      - Obrażenia pana premiera Kaczyńskiego okazały się niegroźne, jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – poinformował nas profesor Chazan, pod którego fachową opieką przebywa ranna ofiara „resortowego dziecka”.

       

      Sprawczyni została przewieziona do szpitala, gdzie pilnuje jej policja.

       

      - Osobiście dostarczyłem śledczym kolczyk, którym Olejnik usiłowała zabić prezesa – powiedział nam Adam Hofman, który zażądał przy tym ochrony BOR dla Kaczyńskiego, ponieważ na razie Olejnik nie została formalnie aresztowana i nadal może stwarzać zagrożenie.

       

      - Jak długo jeszcze rząd będzie tolerował lewacki terroryzm dzieci ubeków? - pytają zaniepokojone środowiska niepodległościowe.

       

      - Tusk powinien natychmiast podać się do dymisji – komentuje dobitnie wstrząśnięty poseł Antoni Macierewicz.

       

      Nam, skromnym bojownikom o wolność słowa i demokrację, pozostaje zgodzić się z wyważoną opinią wiceprezesa PiS.

       

      The day after

       

      Następnego dnia pod szpitalem, gdzie przebywała Monika Olejnik, której szczęśliwie przyszyto odgryzione ucho, kłębił się tłum dziennikarzy, nie można było przejść przez parking, żeby nie potknąć się o statyw kamery czy kable. Pacjenci klęli, policjanci starali się utrzymać jakiś porządek, reporterzy nadawali relacje na żywo. Krótko mówiąc: burdel.

       

      Od tyłu zajechało czarne terenowe auto ABW (wybrano takie specjalnie na wypadek, gdyby jednak ktoś je sfilmował, żeby wyglądało poważnie i po amerykańsku), z którego wysiadło trzech agentów i prokurator prowadzący sprawę zamachu na Jarosława Kaczyńskiego. Szybko weszli do środka i udali się do ordynatora właściwego oddziału. Dowiedzieli się, że pacjentka jest już przytomna i mogą ją przesłuchać.

       

      Gdy weszli do pokoju, rekonwalescentka trzymała w dłoni lusterko i patrzyła z niepokojem na opatrunek, który skrywał efekt pracy chirurgów.

       

      - No, pani Moniko, ciąży na pani poważny zarzut napaści na prezesa Jarosława Kaczyńskiego – przywitał się bez ceregieli prokurator.

       

      - Ale o co chodzi, kim pan jest? - zapytała zdumiona dziennikarka, która cierpiała na amnezję pourazową i nie pamiętała nic a nic z dramatycznych wydarzeń poprzedniego dnia.

       

      - Bujać to my, a nie nas – roześmiał się drwiąco prokurator. - To jak będzie, zeznaje pani czy chce pani powołać się na tajemnicę dziennikarską?

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (81) Pokaż komentarze do wpisu „Tajemnica Moniki”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 czerwca 2014 22:13
  • środa, 18 czerwca 2014
    • Podsłuchuje.pl

       

      Prokuratura robi to, co powinna była zrobić w ubiegłym tygodniu, czyli zabezpiecza dowody w sprawie afery taśmowej. Latkowski dostał czas i szansę, żeby zachować się jak obywatel, ale wybrał los “męczennika za wolność słowa” i występuje w roli zgwałconej przez ABW dziewicy. Zanim jeszcze zaczęli drzeć się w jego obronie koledzy po fachu, prezes Kaczyński stwierdził, że “rząd Tuska nie cofnie się przed niczym, żeby utrzymać się przy władzy”. Histeria sięga zenitu.

       

      Akcja promocyjna “Wprost”

       

      Wizytę 3 funkcjonariuszy ABW z pismem prokuratury żądającym dobrowolnego wydania nośników, na których znajdują się bezprawnie dokonane nagrania (dowód w sprawie, pochodzący w dodatku z przestępstwa), Latkowski potraktował jako “niedopuszczalny nacisk”, a odmowę przekazania tych dowodów usprawiedliwił tym, że “mogłoby to doprowadzić do ujawnienia informatora”.

      Postawę redaktora naczelnego “Wprost” skomentował trzeźwo były minister sprawiedliwości Z.Ćwiąkalski, który zauważył, że jedno z drugim nie ma nic wspólnego i że prokurator może w takiej sytuacji podjąć decyzję o zabezpieczeniu dowodów zgodnie z prawem bez zgody ich właściciela.

      To jest wiedza powszechna, w dodatku “Wprost” zdawał sobie sprawę, że trzeba będzie przekazać dowody prokuraturze, ale redakcja postanowiła z tego zrobić cyrk, w którym zostanie przedstawiona jako “ofiara”. To nie redakcja “Wprost” zastraszana jest przez państwo, ale państwo polskie szantażowane jest przez “Wprost”. To ta redakcja, bez sprawdzenia nawet, czy nagrania są autentyczne i czy nie były montowane (dziennikarze ocenili “na ucho”, że wszystko jest w porządku), uważa, że ma prawo decydować, kiedy i jakie dowody pochodzące z przestępstwa ujawni publicznie, czyli pan Latkowski jest prokuratorem, sędzią i biegłym jednocześnie. Tak, proszę pana redaktora, nie działa państwo prawa. Media nie stoją ponad prawem.

       

      Redaktor naczelny sam prowokuje kolejny “najazd” służb, choć dobrze wie, że i tak będzie musiał te dowody przekazać (wiedział to już w momencie, gdy zdecydował się na pierwszą publikację). Robi to tylko po to, żeby normalna czynność prawna odbyła się w świetle kamer, a logo “Wprost” znalazło się we wszystkich telewizjach.

      Dzieje się to w dodatku w dniu, gdy puszcza następną godzinę nagrań, w których tym razem nie ma nic, co nawet ocierałoby się o interes społeczny, bo chyba nie jest nim to, że poznajemy opinie Belki i Sienkiewicza o koniakach.

       

      Obrona wolnych mediów”

       

      Natychmiast odzywa się chór oburzonych dziennikarzy, którzy kompletnie nie mają pojęcia o co chodzi, ale jak psy Pawłowa reagują na hasło “ABW wchodzi do redakcji”. Nie zdają sobie sprawy z tego, że bezpłatnie biorą udział w reklamie “Wprost”? Być może, ale powodowani są przede wszystkim fałszywie pojmowaną solidarnością korporacyjną, która każe im stawać po stronie kolegów bez sprawdzenia nawet, czym jest “tajemnica dziennikarska” rzekomo broniona przez “Wprost”. Zresztą nawet nie o to chodzi: z tej bezmyślnej gadaniny wynika tylko tyle, że w ogóle nie mają pojęcia o prawie i podzielają przekonanie, że dziennikarzom wolno wszystko. Ciekaw jestem, czy w środowisku znajdzie się choć jedna przyzwoita osoba, która odważy się nazwać całą sytuację po imieniu? Postępowanie dziennikarzy w aferze taśmowej kompromituje przede wszystkim ich samych.

      Przekazanie nośników z nagraniami ma się nijak do ujawnienia informatora, ale to nie koniec: jeśli dziennikarz popełnił przestępstwo publikując coś, to może oczywiście nie zdradzać swoich źródeł, ale i tak ponosi odpowiedzialność karną za publikację. W dodatku sąd może zwolnić go z zachowania tajemnicy, jeśli uzna, że nie ma innej możliwości ujęcia sprawcy. Żeby było śmieszniej: “Wprost” sam tytułuje swoją publikację “Zamach stanu”, a właśnie przy okazji tego przestępstwa nie można powoływać się na tajemnicę dziennikarską (jak i przy szpiegostwie, o którym mówi się w kontekście tej sprawy). Nawiasem – prokuratura powinna jak najszybciej zmienić artykuł, w związku z którym toczy się postępowanie, co skutecznie pozbawiłoby usprawiedliwienia Latkowskiego i jego podwładnych. Moralnie postępowanie “Wprost” jest nie do obrony, ale jeśli okaże się, że przy okazji dziennikarze byli wykorzystani przez służby specjalne polskie bądź obce, powinni ponieść odpowiedzialność karną. To leży w interesie nie tylko Polski, ale i samych mediów, które mylą wolność słowa z wolnością kłamania i uzurpują sobie prawo do zastępowania konstytucyjnych organów państwa.

       

      Słowo o prezesie: Jarosław Kaczyński uznał za niedopuszczalne, żeby funkcjonariusze wchodzili do redakcji “Wprost”. To oczywiście bzdura.Warto jednak przypomnieć panu prezesowi, że do Barbary Blidy też można było wysłać wezwanie do prokuratury, a nie napuszczać na nią ABW z kamerą.

      P.S. Redaktor Czuchnowski z "GW" ruszył również na odsiecz Latkowskiemu, usprawiedliwiając jego wymysły i myląc w dodatku przepisy w Kodeksie Karnym (przy szpiegostwie tajemnica nie obowiązuje w ogóle, więc sąd z niej nie musi zwalniać). Rozumowanie Cz. prowadzi do wniosku, że dziennikarz może odmówić wydania dowodów przestępstwa, jeśli się powoła na tajemnicę dziennikarską - takiego zapisu w prawie nie ma. W dodatku prowadzi to do sytuacji, w której dziennikarz mógłby sam popełniać przestępstwa i na przykład obarczać nimi mitycznych informatorów. To absurd i farsa. 

      Redakcja "Wprost" wiedziała, jakie będą skutki publikacji - mogła jej odmówić lub dostarczyć samemu materiały pierwotne prokuraturze, to w żaden sposób nie byłoby złamanie tajemnicy dziennikarskiej. Dziennikarze mogli też po prostu gromadzić materiały na jednym czy dwóch komputerach tylko do tego tematu. Mogli też postąpić jak "Guardian" - skopiować dane na serwerze poza polską jurysdykcją. Problem w tym, że oni od początku dążyli właśnie do tego, żeby odbył się dzisiejszy spektakl. Prezes wzywa do obrony redakcji (czyli do walki z policją), poseł Wipler już na miejscu, krótko mówiąc: show must go on.

      Tu nie chodzi o żadną wolność słowa - chodzi właśnie o zamach stanu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (119) Pokaż komentarze do wpisu „Podsłuchuje.pl”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      środa, 18 czerwca 2014 19:44
  • wtorek, 17 czerwca 2014
    • Patrz, Bismarcku, na nas z nieba

       

      Nic a nic nie straciła na aktualności i trafności konstatacja Bismarcka: Dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą. Dodam: z zapałem i na wyścigi. Polacy są bezapelacyjnie mistrzami świata w rżnięciu gałęzi, na której siedzą.

       

      Człek w miarę dojrzały musi się zgodzić z prostym faktem, że idiotów jest więcej niż mądrych. Tak ten świat jest urządzony i kropka. Bywają jednak chwile dziejowe, gdy nadreprezentacja idiotów bywa szczególnie bolesna. Obezwładniająca większość radosnych kretynów w obecnej Polsce właśnie postanowiła popełnić zbiorowe samobójstwo polityczne i cywilizacyjne. Gdybyż dotyczyło to tylko tej grupy –, proszę uprzejmie, idźcie z Bogiem (przez zboże, we wsi Moskal stoi), ale kretyni niestety uważają, że z godnie z regułami demokracji większościowej powinniśmy powiesić się wszyscy razem, bez wyjątków. A ja stanowczo odmawiam.

       

      Polskie paradoksy

       

      Najgorsze, że oprócz zasadniczej grupy idiotów, istnieją także idioci sezonowi. Ot, po prostu idiotą zdarza się bywać, co tu kryć, każdemu. Ale tylko dureń brnie z premedytacją w idiotyzm i dorabia mu gębę cnoty. Tymczasem u nas sytuacja wygląda tak:

      Były szef policji politycznej PiS zostaje oskarżony (słusznie zresztą – to wynika choćby z wyroków sądowych w sprawach, które rozpętał) o ewidentne nadużycie władzy i bezprawne działania. Głosowanie nad odebraniem mu immunitetu jest ostatnią szansą, żeby poniósł odpowiedzialność za swoje czyny (toczą się inne sprawy, ale powoli). Wykorzystuje tę sytuację do tego, żeby powtarzać stare oskarżenia wobec Kwaśniewskich, które prokuratura wyśmiała przed laty (wtedy jakoś PiS nie żądał żadnej komisji do spraw majątku b. prezydenta). Na posiedzeniu komisji prokuratorzy ponownie miażdżą propagandę Kamińskiego. Ale jedynie 10 posłów zapoznaje się z uzasadnieniem wniosku prokuratury i nie ma wśród nich nawet posła sprawozdawcy, który ten wniosek sejmowi przedstawia. Znajduje się więc kilku idiotów (w tym urzędujący wiceminister sprawiedliwości!) zapewniających bezkarność człowiekowi, którego metody sąd trafnie porównał do stalinowskich.

      W rezultacie przez kilka dni w Polsce trwa atak na Kwaśniewskich, którym wiele lat temu po długoletnim śledztwie nie postawiono zarzutów (a prokuratorzy wcale nie byli m “przychylni”) i są w tej sprawie ofiarami, a sprawca mianowany zostaje bohaterem. Kamiński natychmiast zaczyna pouczać wszystkich innych w kwestiach prawa i moralności, choć gdyby nie idiotyzm posłów, mógłby doradzać jedynie kolegom z celi. W ten sposób stalinowskie metody IV RP zostały zaakceptowane przez sejm i media, które zajęły się “rozliczaniem” Kwaśniewskich, a nie tym, że człowiek, którego prokuratura uważa za przestępcę, uszedł sprawiedliwości.



      Kilka dni później wybucha “afera podsłuchowa”. Okazuje się, że ktoś od lat podsłuchuje m.in. członków rządu, szefów NBP i NIK. Z rozmowy Sienkiewicza i Belki ledwo co uwolniony cudem od politycznego stryczka Kamiński z PiS usiłuje zrobić zmach na Konstytucję i grozi Trybunałem Stanu. A opozycja żąda dymisji rządu – oczywiście wtórują jej media od lewa do prawa. Nawet rzekomo przytomni komentatorzy raczą być oburzeni “rynsztokowym językiem”, a “opinia publiczna” krzyczy, że “Polską rządzi mafia”. Najbardziej zawiedziona jest redaktor Kolenda-Zaleska, która wcześniej narzekała, że na kanonizacji Jana Pawła II w Rzymie było za mało baloników czy coś w tym guście. Spodziewała się pewnie, że Bartek S. będzie leciał prozą z Trylogii, a tu “chuj, dupa i kamieni kupa”. Szok, proszę państwa, i pąs na dziewiczym liczku.

      W wypadku Sienkiewicza i Belki w ogóle nie ma się czego czepić, bo rozmowa ich dotyczyła tego, co dozwolone jest prawem i w dodatku w interesie Polski, a nie obu panów. Natomiast forma tej rozmowy jest ich prywatną sprawą, nie występowali publicznie, więc mówili jak mówili. Przyznam się, że nie razi mnie osobiście kilka chujów, bardziej rażą mnie kłamstwa prezesa, Macierewicza czy Kamińskiego, wypowiadane bez wulgaryzmów, ale z wulgarną i bandycką intencją zastraszenia przeciwników i budzenia nienawiści do “wrogów” wśród zwolenników. Pieprzenie Balcerowicza o naruszonym “ładzie konstytucyjnym” jest trafne, o ile uznamy, że zamachem na Konstytucję jest na przykład każdy projekt jej nowelizacji. Z kolei sam pan B. publicznie, a nie prywatnie w knajpie, sugeruje, że sejm i rząd w sprawie OFE to złodzieje. Na starość Balcerowicza z Kaczyńskim zaczyna łączyć poczucie nieomylności, bezczelność oraz pogarda dla polskiej racji stanu.

      W sprawie Nowak-Parafianowicz pierwszy z panów trzęsie się przed kontrolą skarbową, jak każdy zresztą, i pewnie dostanie z żoną jakąś karę za niezgłoszone dochody, a pan P. chwali się, że “trzepanie zablokował” (o co go Nowak nie prosił ani nie prosi) - niech więc prokuratura sprawdzi, czy rzeczywiście tak było, a jeśli tak, niech go oskarży. W każdym razie gadanie o mafii w kontekście tego, że żona byłego ministra nie ujawniła 50 tysięcy z własnej działalności gospodarczej jest farsą. Nowak to wprawdzie idiota, ale przeciętny, jego skala jest wzruszająco prowincjonalna. Czynienie z niego demona to kpina.

      Histeryczny wrzask demagogów i dąsy zniesmaczonych cioć i ciotków nie mają nic wspólnego z istotą konfliktu. Politycy i komentatorzy patrzą na przedstawienie, które diabli wiedzą kto reżyseruje (ale wiadomo komu na rękę) i krytykują język aktorów oraz marne dekoracje, podczas gdy Otello naprawdę a nie na niby dusi Desdemonę.

       

      Ponad głowami idiotów

       

      Rozgrywa się bitwa o przyszłość Polski. O jej ustrój i pozycję międzynarodową. O to, czy osuniemy się za moment w scenariusz węgierski z fasadową demokracją i dominacją nacjonalistów oraz quasi faszystowskim prawem (ustawa o bestiach to przedsmak), czy pozostaniemy chwiejną wyznaniową demokracją z resztką przyzwoitości i szansą na westernizację. O to wreszcie, czy zostaniemy w Europie, czy wrócimy do pozycji z czasów rządów Kaczyńskich, czyli awanturników z wieczną sraczką. I to w obliczu szaleństw Putina. Powtórka z rządów PiS to marzenie Rosji. Polska słaba i samotna, skłócona ze wszystkimi i wygrażająca piąstką.

      Polska jest krajem terroryzowanym przez mniejszość katolickich fundamentalistów, obecnych we wszystkich liczących się partiach politycznych. Paradoksalnie: im społeczeństwo jest mniej religijne, tym mniejszość ta ma większe wpływy. I mniejszość ta chce narzucać swoje poglądy większości przy pomocy prawa. Katolicki fundamentalizm wyszedł poza Radio Maryja i zyskał wpływowych zwolenników wśród młodej kadry urzędniczej i menadżerskiej, mają już swojego wiceministra sprawiedliwości i ministra finansów. Oni gardzą w gruncie rzeczy “moherami”, ale z powodów “klasowych”, a nie ideologicznych. Nie zmienia to faktu, że to właśnie oni w Polsce mają największe szanse choćby na wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji, co babciom od Rydzyka nie uda się na pewno.

       

      Tak się składa jednak, że jedyną tamą przed zwycięstwem tych ludzi i przerobieniem Polski na drugie Węgry plus wyższość “prawa bożego” nad świeckim jest obecnie rząd PO i PSL (lub np. SLD, ale to na razie abstrakcja i to wcale nie taka ciekawa). Istnienie tego rządu nie jest gwarancją tego, że Polska będzie zmieniać się na lepsze, ale tego, że będzie psuć się wolniej i nie do tego stopnia, żeby tego nie dało się cofnąć.

      Wybory i prawdopodobne rozbicie wystraszonej PO gwarantują dziś sejm, w którym nawet konstytucyjną większość osiągnie czarnosecinna prawica, koniunkturalnie poparta przez zawsze chcący współrządzić PSL. Zwornikiem PO jest Tusk u władzy, Tusk który będzie wycofywał się coraz bardziej z pozycji liberalnych i centrowych, ale nigdy nie stanie się oszołomem z PiS.

      Bismarck powiada również, że tylko głupiec uczy się na własnych błędach, bo mądry uczy się na cudzych - polską racją stanu w obliczu zagrożenia przerobienia kraju na Katolickie Państwo Narodu Polskiego jest wybieranie mniejszego zła, nawet jeśli to zło robi się większe niż pół roku temu (i to nie z powodu “afery” taśmowej, ale krzepnięcia pozycji “konserwy” w PO). Nie ma obecnie żadnych szans na modernizację obyczajową kraju i nie będzie ich co najmniej przez lat 5. Należy jednak nie dopuścić do tego, że po wyborach obudzimy się w kraju Chazanów i Kamińskich. Szczególnie polecam tę myśl tym, którym wydaje się, że wybory to “kwestia smaku”. Nie, czasem trzeba zjeść krowi placek, żeby nie utonąć w gnoju. W obecnej sytuacji nie można sobie pozwolić na luksus niegłosowania i twierdzenia, że “nie ma na kogo”. Ja też nie mam na kogo, ale wiem, kogo do władzy nie można dopuścić za wszelką ceną.


      Sang-froid

       

      Dziś pan prezes dał popis swojej demagogii, gdy z trybuny sejmowej szantażował prezydenta żądaniem, aby wezwał rząd do dymisji, bo inaczej oznaczać to będzie poparcie dla “sitwy”. Brakowało tylko groźby, że postawi Komorowskiego przed Trybunałem Stanu za to, że żona Nowaka poleciała uregulować rachunki do skarbówki.

      Jasno też powiedział mediom, że gra na rozbicie PO według pęknięcia “konserwatywnego”, czyli na to, o czym mówiłem.

      Tuskowi pozostaje modlić się o to, że szybko uda się wykryć prawdziwych autorów nagrań i ich motywy. A także o to, żeby idioci z jego własnej partii głosowali tym razem na PO a nie PiS.

      Wszystkim nam potrzebna jest teraz sang-froid, czyli zimna krew, żeby przetrzymać atak połączonych sił idiotów, FSB, opozycji pisowskiej i samobójczej (Palikot i SLD) oraz być może kelnerów z “Sowy”, którzy zdają się być prawdziwymi rozgrywającymi w tym kraju.




      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (56) Pokaż komentarze do wpisu „Patrz, Bismarcku, na nas z nieba”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 czerwca 2014 21:02
  • poniedziałek, 16 czerwca 2014
    • Kupa kamieni na wycieraczce



      W każdym normalnym państwie, gdyby jakieś medium opublikowało nagrania członków rządu, prokuratura od razu wszczęłaby śledztwo, a w redakcji zaroiłoby się od funkcjonariuszy, którzy natychmiast zabezpieczyliby dowody i uniemożliwili publikację dalszych materiałów. Do tego nie trzeba szukać żadnych prawnych kruczków, wystarczy wziąć do ręki Kodeks Karny. W krajach typu USA czy Wielka Brytania nikt specjalnie nie patyczkuje się z mediami w takich sytuacjach (weźmy sprawę Snowdena, czy też aferę podsłuchową, w której to dziennikarze podsłuchiwali bezprawnie w UK). Poza kwestią samego podsłuchu i ujawnienia materiałów bez zgody zainteresowanych, w grę wchodzi również bezpieczeństwo narodowe. Od oceny autentyczności i tym samym zawartości prawno-karnej nagrań są odpowiednie instytucje.

      Zresztą odpowiedzialne medium nigdy nie opublikowałoby takich nagrań bez chociażby próby ich weryfikacji. Gdyby “Wprost” przynajmniej przeprowadził badania techniczne nagrań, byłby miał cokolwiek na swoje usprawiedliwienie. Tymczasem jakaś dziennikarka stamtąd tłumaczy w telewizji, że “słychać, że nagrania są autentyczne”. Jeśli ktoś używa takich argumentów, nie powinien być dziennikarzem.

      Gdyby “Wprost” był odpowiedzialnym pismem, zawiadomiłby o całej sprawie prokuraturę już wcześniej, ponieważ nie można było z góry wykluczyć, że mamy do czynienia z prowokacją obcego wywiadu lub spiskiem służb specjalnych, ew. szantażem. Jednak redaktor naczelny uznał arbitralnie, że to on jest ostateczną instancją sądową w Polsce i decyduje o tym, kto jest winien i co jest autentyczne. Jako jedyny człowiek w polskich mediach (inni podobno odmówili) przyjął propozycję od osób, które dysponują tymi nagraniami i upublicznił je bez żadnej weryfikacji. Kupił szambo i wrzucił do niego granat. Gadanie o tym, że robił to w “interesie społecznym” jest kłamstwem. To zasłona dymna dla tygodnika, który sprzedaje się w swoim segmencie najgorzej, a pod obecnym przywództwem zasłynął z publikacji co najmniej tabloidowych. Tygodnik ten reklamuje się hasłem “najczęściej cytowany w Polsce”, co ma wartość konstatacji, że najczęściej używanym w Polsce słowem jest “kurwa”, a najbardziej znanym Niemcem na świecie jest Adolf Hitler – wszystko prawda, tylko czy to powód do dumy?

       

      Jako wieloletni dziennikarz, który pracował w latach 90. w największych gazetach w tym kraju i przeszedł od reportera do sekretarza redakcji, uważam, że media nie mogą stać ponad prawem i przedkładać własnego interesu nad interes państwa. Dlatego należało przekazać materiały prokuraturze (zrobić jak Guardian z materiałami Snowdena choćby) i naciskać na jak największą jawność postępowania, żeby opinia publiczna była o śledztwie obszernie informowana. Sam zawierałem podobne “układy” z prokuraturą – to codzienność. Gdyby zaś zachodziły okoliczności, w których jasno byłoby widać, że państwowe służby chcą zamieść sprawę pod dywan – wtedy publikować, nawet narażając się na zemstę prokuratury w postaci zarzutów karnych, bo wtedy rzeczywiście byłby to interes społeczny.

       

      Rząd i prokuratura zachowują się również niedopuszczalnie, pozwalając sprawie eskalować i dając pole do popisu histerycznej i kłamliwej jak zwykle opozycji. Na razie z ujawnionych nagrań dałoby się wyprowadzić jedno postępowanie karne i to wcale nie ewidentne – mam na myśli Nowaka. Wszyscy “czekają na ujawnienie dalszych nagrań”. To jest dopiero paranoja, w której dziennikarze “Wprost” pławią się z radochą: trzymają w swoim mniemaniu rząd za jaja i sami zdecydują, kiedy i jak je urwą. To nie jest wolność słowa, to jest pycha i nieodpowiedzialność, interes skalkulowany na długie trzęsienie opinią publiczną i sytuacją polityczną w kraju.

       

      Tchórzostwo organów państwa, polegające na tym, że czekają jak barany na rzeź, zamiast egzekwować prawo i działać w obronie racji stanu, świadczy o tym, że rządzący nie dorośli do swoich stanowisk.

       

      Możemy założyć, że w innych nagraniach nie ma nic szczególnego, bo inaczej by je już ujawniono. Ot, w zależności od humoru i biznesplanu Latkowskiego będziemy się dowiadywać, że kolejna osoba mówi “kurwa”, “chuj” czy “pizda”, co jest takim szokiem, że na dźwięk tych słów mdleją z wrażenia znani kurwiarze, przestępcy skarbowi, kłamcy, a także niewiniątka typu Wipler. To farsa.

       

      Każda minuta zwłoki przy podjęciu decyzji o konfiskacie dowodów w tej sprawie powodować będzie to, że farsa będzie zmieniać się w dramat. Należy po prostu uniemożliwić mediom grę dowodami w tej sprawie, czyli zakazać ich publikacji do czasu ich weryfikacji.

      Wrzask, jaki podniósłby się “w obronie wolności mediów”, jest niczym w porównaniu z zamachem stanu. Opozycja i tak będzie żądać dymisji Tuska, natomiast straci dostęp do paliwa, jakim są dla niej kolejne “sensacyjne” nagrania (dowiemy się np., kogo Bieńkowska ma za idiotę – mogę tę listę sporządzić za drobną opłatą i bez nagrań, bo typy mamy pewnie podobne). Ujawnianie materiałów z śledztwa z kolei niesie ze sobą ryzyko sprawy karnej.

      Zresztą państwo może prowadzić tę sprawę przy otwartej kurtynie, nie zasłaniając się przy byle gównie “tajemnicą postępowania”. Ale to państwo powinno prowadzić to postępowanie, a nie pani z “Wprost”, która “słyszy, że nagrania są autentyczne”.

      Klasa mediów i opozycji w Polsce wyznaczona została przez deklaracje, że nie obchodzi ich to, kto nagrał i po co, ale “co tam jest”. Tam nic szczególnego nie ma. Natomiast gadanie, że nieważne kto i po co, świadczy o tym, że pan Sienkiewicz (dający się wodzić służbom za nos), mówiąc “chuj, dupa i kamieni kupa”, trafnie postrzega stan państwa, którego nieodłączną częścią są media i opozycja.

      P.S.

      PiS, niezależenie od tego, kto nagrywał, dąży do powtórki z Budapesztu, czyli afery taśmowej z premierem socjalistów, po której Fidesz doszedł do władzy. Histeria w sprawie polskich taśm jest absolutnie niewspółmierna do ich zawartości, w dodatku PiS i media idą ręka w rękę z FSB.



       

      P.P.S. Uprzejmie przepraszam za nieplanowany “urlop”. Nie dość, że miałem terminową płatną robotę (w przeciwieństwie do bloga, a z czegoś żyć trzeba, żeby po “Sowach” chodzić:-))), to jeszcze dostaję doła na widok tego, co się wyprawia w grajdole.




      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (55) Pokaż komentarze do wpisu „Kupa kamieni na wycieraczce ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 czerwca 2014 12:09
  • czwartek, 12 czerwca 2014
    • Finis Kempae, finis gender :-)

       

      Polecam zabawę w wyciągnięcie wniosków z wizji Ray'a Kurzweila, bo oprócz tego, że to dobra rozrywka intelektualna, to czynność ta może przynieść ulgę tym, którzy mają dosyć przyglądania się naszej krajowej polityce, tkwiącej w sporach ciemnogrodzkich, które z lat niewiele – zdaniem K. - przejdą do lamusa, a my staniemy przed o wiele poważniejszymi “wyzwaniami”.

       

      Najogólniej Ray K. to jeden z pionierów badań nad sztuczną inteligencją,biznesmen i “naczelny futurolog” firmy Google, która raczej nie zatrudnia osób pokroju “ekspertów zespołu Macierewicza”, lecz osoby poważne. Zaliczany jest do “transhumanistów”, czyli – w uproszczeniu – ludzi, którzy postulują wykorzystanie osiągnięć techniki w ewolucji człowieka, co zresztą dzieje się na naszych oczach (choćby implanty, sztuczne narządy, etc.). Jego sposób myślenia doskonale obrazuje to, co powiedział na temat słynnego filmu “Łowca Androidów”:

       

      Scenariusz, w którym ludzie ścigają cyborgi, nie trzyma się kupy, ponieważ w przyszłości nie da się oddzielić jednych od drugich. Dziś leczymy chorobę Parkinsona za pomocą implantów mózgowych wielkości fasolki. Zwiększcie możliwości tego urządzenia jakiś miliard razy i zmniejszcie jego rozmiar o jakieś sto tysięcy, a będziecie mieli jako takie pojęcie, co będzie się działo za 25 lat. To nie będzie coś w rodzaju: „Dobra, cyborgi na lewo, ludzie na prawo”. Jedni i drudzy będą całkiem nierozdzielni ( Ian Sample, Frankensteins’s Mycoplasma, „The Guardian”, 8 czerwca 2007).

      Kurzweila odróżnia od innych to, że wyznacza konkretne i bliskie terminy wydarzeń takich, jak na przykład osiągnięcie przez człowieka faktycznej nieśmiertelności nie tylko poprzez postęp genetyki i medycyny, ale i możliwość przenoszenia ludzkiej świadomości na nośniki techniczne (zatem i z powrotem). Ma to się stać w ciągu najbliższych 20 lat. Oczywiście transhumaniści mają swoich zaprzysięgłych przeciwników, choćby słynnego Fukuyamę, ale rzecz nie w przedstawianiu racji jednych i drugich, ale w prostej konstatacji: jeśli coś jest naprawdę technicznie możliwe, to człowiek to zrobi. Mogą zatem sobie Fukuyama z papieżem i uczonymi znawcami Koranu oraz Tomaszem Terlikowskim stawać na głowie, a postępu technologicznego nie zatrzymają. Ludzie, którzy będą mieli dostatecznie dużo pieniędzy i władzy, będą chcieli skorzystać z „furtki do wieczności”, a prędzej czy później zaczną się tego domagać zwykli szaraczkowie.

      Koszmar Kempy

      Awatary” tak dobrze znane nam z dzieł science fiction w porównaniu z przewidywaniami Kurzweila to prymityw – skoro ludzka świadomość będzie przenośna, nic nie stanie na przeszkodzie (prócz kosztów i prawa, które zawsze da się obejść), żeby pojedyncza świadomość istniała w wielu egzemplarzach, czyli również była transpłciowa i transrasowa.

      Posłanka Kempa polegnie, bo sama, jako katoliczka, musi zrezygnować z nieśmiertelności i multiplikacji, natomiast wokół zaroi się od świadomości mających absolutnie różne „gendery”. Taki Palikot będzie mógł być Murzynką, blondynką w typie skandynawskim i przystojniakiem w typie Hofmana jednocześnie, co może prowadzić do tego, że będzie mógł sam za siebie wyjść za mąż i mieć ze sobą dzieci, ale także zdradzać się sam ze sobą. Ogolone Conchity w wraz z wersjami z różnym zarostem zdominują konkursy Eurowizji, wysyłając na siebie sms-y i występując jednocześnie jako solistki i chórki czy całe orkiestry.

      Bigamia stanie się czymś naturalnym, bo jak tu odmawiać poszczególnym wcieleniom prawa do szczęścia? Chyba że kościoły lub urzędy stanu cywilnego zaczną dzielić ludzi na „pierwotnych” i „wtórnych”, co nie ma sensu o tyle, że jeśli pierwotnego Palikota podda się kremacji, a wszczepiać się będzie jego świadomość w ciała będące produktem inżynierii genetycznej, to wyjdzie na to, że ożenić się może jedynie pendrive z Palikotem, a nie Palikot wcielony.

      Posłanka Pawłowicz ma szansę dożyć tych strasznych czasów i spotkać się oko w oko z całą grupą męsko-damską, w której wszyscy będą posłanką Grodzką, co może ją wykończyć nerwowo.

      W ogóle fundamentaliści religijni skazani zostaną na wyginięcie, gdyż nawet taki Terlikowski nie jest w stanie rozmnażać się w tempie przemysłowym, w dodatku jego potomstwo potencjalnie może związać się Grodzką lub Palikotem wcielonymi w jakieś przystojne „awatary” i zrobić Terlikowi kuku.

      Koszmar ludzkości

      Z drugiej strony strachem może napawać wizja tych, którzy mimo swej szczerej wiary boskość i niepowtarzalność człowieka, nie zważając na czekające ich wieczne potępienie, będą chcieli uratować „dla dobra ludzkości” jednostki ich zdaniem niepowtarzalne i niezbędne dla społeczeństwa. Grupa spiskowców z PiS może więc przekonać 90-letniego prezesa, żeby dał się wgrać w 200 młodych kopii swego pięknego ciała i wybrać do parlamentu, co wreszcie zapewni tej partii upragnioną jednomyślność i całkowitą lojalność wobec prezesa, choć jak z dwustu Kaczyńskich wybrać tego jedynego?

      Nie mówiąc już o tym, że różni „żartownisie” mogą kraść cudze tożsamości i na przykład wszczepić Janusza Korwin-Mikkego w ciało stuprocentowej Żydówki, co może być dla niego prawdziwą torturą, a budzić rechot gawiedzi (zwłaszcza w chwilach, gdy przemawiałaby o odebraniu praw wyborczych kobietom) i dezorientację pana Michalkiewicza.

      W ogóle wizja Kurzweila stawia pod znakiem zapytania sens demokracji w jej obecnym rozumieniu, bowiem bogacz mający do dyspozycji kilkaset ciał na pewno chciałby głosować każdym z nich, a nie jedynie własną (?) osobą i jednoosobowy bezrobotny lub zwyczajnie ubogi czułby się pokrzywdzony.

      Jedyna właściwie nadzieja w tym, że jeśli dojdzie do spełnienia się tych ponurych proroctw, człowiek zachowa zdolność do buntu nawet przeciwko samemu sobie. Co jest o tyle prawdopodobne, że niektórzy nie mogą wytrzymać sami ze sobą w jednym egzemplarzu, a co dopiero w małżeństwie, że o partii politycznej nie wspomnę.


       

      ( http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/212554,1,kurzweil-ray.read )

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (158) Pokaż komentarze do wpisu „ Finis Kempae, finis gender :-)”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 czerwca 2014 14:08
  • środa, 11 czerwca 2014
    • Pan autor był chory

       

      I leżał w łóżeczku. Ale nie wezwał lekarza, bo bał się, że przyjedzie jakiś profesor Chazan i zgodnie ze swoim sumieniem skieruje go do hospicjum.

       

      Gorączkował zatem i miał majaki.

       

      Najpierw zwidziało mu się, że Mariuszowi Kamińskiemu nie odebrano immunitetu, a potem zobaczył, że jakiś poseł mówi, że ów Kamiński jest najuczciwszym człowiekiem w Polsce.

       

      Autor poprosił o zimny kompres i krople na serce. Nic nie pomogło.

       

      Zaraz ukazał się mu halun, który przybrał postać Maryli Rodowicz śpiewającej discopolowe „Ona tańczy dla mnie” na festiwalu w Opolu.

       

      Oczy autora zaczęły błyszczeć niezdrowo.

       

      Wtedy pojawiła się w jego płonącej głowie informacja, że sąd w Lublinie odmówił statusu organizacji pożytku publicznego Fundacji Wolności od Religii, bo nie działa ona na korzyść społeczeństwa „lub grupy ludzi w szczególnie trudnej sytuacji życiowej bądź materialnej”. W amoku autor sprawdził, że na tej liście znajduje się między innymi Miejski Klub Szachowy Rybnik z Rybnika (widać szachiści w Rybniku nie dojadają lub są dyskryminowani).

       

      Autor przestał odbierać telefony ze strachu, że może zacząć zarażać halucynacjami.

       

      Tymczasem Joanna Szczepkowska podrzuciła mu swój felieton z „Do Rzeczy”, gdzie pisze, że odeszła z „Wyborczej”, bo przeszkadzała różnym kręgom robić biznes na legendzie Solidarności. Porażony wizją Michnika opychającego na ulicy baloniki z logo „S” autor padł na kanapę. „To on stoi za tym lobby homoseksualistów w teatrze" – pomyślał i stracił na chwilę przytomność.

       

      Po jej odzyskaniu (?) dostał cios poniżej pasa, gdyż przeczytał rozmowę Redbada Klinjstry (taki aktor) ze Stanisławem Żarynem na temat „Kto napisze dramat o Smoleńsku?”.

       

      - Andrzej Rosiewicz – wyrwało się choremu.

       

      Potem autor doznała wizji, w której pani Łosiewicz z „w Sieci” apelowała: Do wszystkich, którzy próbują zaszczuć tę młodą dziewczynę, która odważyła się powiedzieć co myśli o władzy i rządzie głośno piszę: łapy precz od Marysi!

       

      - Co ona się tak czepia Karnowskich, którzy Marysię obłapiają w celach patriotycznych? - myślał w malignie.

       

      Białko w mózgu autora zaczęło się ścinać.

       

      I wtedy Behemot dostał sraczki, bo zeżarł coś na podwórku. Smród był tak okropny, że autor zrozumiał, że do tej pory przebywał w Nibylandii, gdzie dzieją się jakieś niestworzone historie, a nasz wpływ na rzeczywistość sprowadza się do możliwości sprzątania gówna znajdującego się w naszym zasięgu.

       

      Autor zaczął wracać do zdrowia.

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (17) Pokaż komentarze do wpisu „Pan autor był chory”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      środa, 11 czerwca 2014 22:17
  • poniedziałek, 09 czerwca 2014
    • Pedofile w Sieci



      Pierwszy raz w życiu kupiłem sobie tygodnik Karnowszczaków „wSieci”, czym wzbudziłem sensację w moim przydomowym sklepiku. Kupuję tam różne rzeczy, ale z hardkorów ograniczam się do „Wyborczej” i „Polityki” (kiedy chce kupić „NIE”, jadę do miasta). Sprzedawczyni, na co dzień terroryzowana przez osiedlowe patrole radiomaryjnych hunwejbinek w wieku postemerytalnym (mam wrażenie, że Bauman wynalazł płynną postrzeczywistość właśnie dzięki nim), żeby wykładać „niepokornych” na wierzch, popatrzyła na mnie z rozpaczą. Czułem się w obowiązku wytłumaczyć, że nabywam w celach badawczych. Ale pani Basia miała minę typu „I ty, Brutusie!”. Ja natomiast z wypiekami poleciałem do domu, gdzie przy zasłoniętych roletach z wypiekami na twarzy oddałem się lekturze „Manifestu Marysi Sokołowskiej z Gorzowa”.

       

      Pedofilna pornografia polityczna

      W środku nieletnia blondynka z szeroko otwartą buzią i wielkim czerwonym megafonem w dłoni tłumaczy, czemu Tusk jest zdrajcą (na okładce Marysia ma przynajmniej zamkniętą buzię). Zdjęcia prima sort – trafione w gust prawicowego erektoratu (to nie literówka). Mała Miss polskich faszystów, antysemitów i rasistów, która na blogu i fejsie mówi kalkami z „niepokornych” pism, nie zawodzi. Jej „Manifest” został dawno napisany. To żywcem cytaty z tych, którzy ją wielbią. Tekst w tygodniku Karnowskich nie został napisany przez Marysię, to plagiat. Z tym że nie można mówić o kradzieży wartości intelektualnych. To jakby czepiać się, że Horst Wessel zapamiętał coś z Hitlera, a Pawka Morozow cytuje Lenina.

      Dlaczego w ogóle poświęcam jeszcze jeden wpis tej gówniarze? Właśnie dlatego, żeby istniała pamiątka tego, że ona nie jest żadną patriotką, lecz młodą idiotką, której duszę zgwałcono, jak tym z Hitlerjugend i pionierów CCCP. W dodatku „niepokorni” poprzez „abstrahowanie” od jej kłamstw antysemickich udowodnili kim są – spadkobiercami nazistów. Nie ma mnie krzty litości dla Marysi. Ani jej wielbicieli. To są ludzie niebezpieczni. Wrogowie ładu i porządku. Prawa i sprawiedliwości. Marysia jest jak dziecię zawodzące w filmie Kabaret „Tomorrow belongs to me” ( http://www.youtube.com/watch?v=Sv7kbtQChJA ). To ten sam „gender”.

       

      Wyciek z pióra Marysi

       

      Każdy z punktów „Manifestu Marysi” jest kłamstwem i oszustwem:

      1.„Pan premier odebrał mi perspektywy”

      Marysia narzeka na to, że młodzi ludzie uciekają z kraju, a woleliby w nim zostać.

      Marysiu, emigracja (polityczna, zarobkowa, kulturalna) istniała zawsze i jest zjawiskiem pożytecznym – przynosi zysk zarówno ojczyźnie, jak i krajowi docelowemu. Polska to naród emigrantów, a największe imperium nowożytne właśnie z nich powstało. Polacy masowo emigrowali od dawna, a ostatnia fala nastąpiła po wejściu do UE, wtedy premierem nie był Tusk i nie mówiono, że to "zdrada". ale dziękowano za tę możliwość.


      2.„Jako patriotkę oburzają mnie wypowiedzi Donalda Tuska”

      To już żeśmy przerabiali – powołuje się Marysia na publikację w „Znaku” z 1987 roku – nie tylko Marysia nie pojęła manifestu patriotyzmu Tuska, ale i Karnowscy kłamią, że „czarne nie jest czarne” wzorem Kaczyńskiego. Marysia jest głupia, Karnowscy podli.


      3.„Przez Pana Premiera mam długi”

      Marysiu, Mary z USA ma większe, a nie nazywa Obamy zdrajcą – Polska pod względem zadłużenia plasuje się poniżej Niemiec, Grecji, Włoch, Francji, Irlandii, etc. - jesteśmy jednym z mniej zadłużonych państw Europy.


      4.”Pan premier nie dba o rodziny”

      Rząd Tuska wręcz wyróżnia się in plus na tle gównianego becikowego made by PiS. Natomiast dzietność nie wynika wprost z działalności rządu ani ze stopnia zamożności ludzi. Wzrost liczby urodzeń nie jest żadną wartością samą w sobie.

      5.”Pan premier pozwala na propagowanie idei gender”

      Pan premier, Marysiu, boi się „gendera” jeszcze bardziej od ciebie. Ta „ideologia” zakłada, że ludzie są równi i dlatego tylko, że jesteś głupią blondynką, niekoniecznie twój mąż/partner ma prawo lać cię po ryju i kazać ci siedzieć w domu.

      6.„Wyraźnie widać, że polskie państwo nie dość mocno dba o interes narodowy”

      Tu „Marysia” wyrzuca Tuskowi, że wybudowano Nord Stream. Otóż, Marysiu, Polska nie miała żadnej realnej możliwości zapobieżenia temu. Właśnie dzięki temu m.in., że PiS opóźnia integrację w ramach UE.

      7.„Pan premier wspiera zakłamywanie historii”

      Pan premier nie jest od historii, a historia nie powstaje w IPN, „historią” w normalnym kraju zajmują się historycy, a nie prokuratorzy.

       

      8.„Premier nie chce wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej”

      Smoleńsk jest dawno wyjaśniony, Marysiu, pieprzenie o nim jest kolejną formą gwałtu na tobie.


      9.„Pan premier udaremnił potrzebne odwierty”

      To wyrzut, że Rydzyk nie dostał kasy na wiercenia geotermalne. Dziecko, tam nie ma wystarczająco ciepłej wody, to nie spisek – to geologia. Rydzyk modlitwą wody nie ogrzeje.

       

      10.„Kultura osobista Pana Premiera pozostawia wiele do życzenia”

      Tu następuje zarzut, że Tusk mówił ze śmiechem o „moherach”.

      Pan premier i tak jest święty, że nie reaguje na obelgi i plwociny ze strony „rodziny Radia Maryja” i tobie podobnych.

      Kultura, drogie dziecko, nie polega na tym, że gówno nazywa się kwiatkiem. A także na tym, że na na podstawie bredni i kłamstw nazywa się kogoś zdrajcą. A staruszka z kamieniem w dłoni nie jest damą, lecz chuliganem.




      Marysia jest ofiarą gwałtu – politycznego. Od ofiar prawdziwego gwałtu i pań z wyobrażeń J.K.M. odróżnia ją to, że jej się to podoba. Nastał czas pedofilów politycznych, którzy stręczą dzieci swoim klientom. Na plus trzeba zaznaczyć, ze nikt Marysi nie pcha na barykady, gdzie mogłaby zginąć, a jedynie do prawicowego burdelu, gdzie będzie niewolnicą seksualnych marzeń patriotów, oblewaną na fejsie narodowym ejakulatem. Smacznego, panie i panowie.






      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (129) Pokaż komentarze do wpisu „Pedofile w Sieci”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 czerwca 2014 18:22