MOSKWA SADOWA

Wpisy

  • poniedziałek, 30 listopada 2015
    • Flagi na maszt*

       

      Na widok tego, co PiS wyprawia z polską demokracją, na wieść o kolejnych Bogu ducha winnych imigrantach pobitych przez „prawdziwych Polaków”, zobaczywszy symboliczne usunięcie flagi UE z przestrzeni publicznej przez premier Szydło... wobec tego wszystkiego czuję jakąś wściekłą bezsilność. Pewnie nie ja jeden. Możemy przeciwko temu wszystkiemu zaprotestować bez agresji, tanio i nawet bez wychodzenia z domu: wywieszając do 13 grudnia z okien dwie flagi, których niech nikt nie nie waży się rozdzielać rzekomo w naszym imieniu: unijną i biało-czerwoną.

       

      Wstąpienie Polski do UE było symbolicznym końcem wszystkich rozbiorów, początkiem niebywałego rozwoju i gwarancją na to, że nie będziemy nie tylko sami, ale i w gronie państw cywilizowanych, demokratycznych i praworządnych.

      To wszystko obecnie chce nam zabrać i zniszczyć PiS i jego sojusznicy, demolując TK, łamiąc konstytucję, monopolizując media publiczne, grożąc wolności nauki i kultury, a w sferze symbolicznej – właśnie usuwając flagę Unii, bo luba mu wizja „suwerennej demokracji” Putina i Orbana. Nie ma żadnej „suwerennej” demokracji, jak nie było i „ludowej”. Albo jest demokracja bezprzymiotnikowa, albo dyktatura.

       

      Wejście do UE popiera 89% Polaków, na PiS głosowało 19% - nie ma więc ta partia żadnego mandatu do tego, żeby zabierać nam cokolwiek, nie popiera jej żadna większość, to oni są mniejszością, która wrzaskiem usiłuje nam wmówić, że jest odwrotnie.

      Nie musimy iść w zawody z bojówkami wrzeszczących hunwejbinów, możemy im pokazać dwie flagi: symbol polskiej niepodległości i najlepszego w historii okresu naszego kraju.

       

      Czytelnicy bloga wiedzą, że pomysł takiej akcji wałkujemy tu od zeszłego tygodnia, że usiłowaliśmy nim zainteresować na razie bez powodzenia nowo powstały Komitet Obrony Demokracji, że są za i przeciw, ale powiem Wam jedno: ostatecznie do pisku na niszowym blogu w tej sprawie przekonało mnie to, co się stało na forum „Gazety Wyborczej” pod tekstem Seweryna Blumsztajna, który sam wpadł na to, żeby flagę UE wywiesić. Otóż posłałem tam krótki komentarz w sprawie akcji flagowej i prosiłem o jej upowszechnienie, bo my tu na Sadowej mało jesteśmy „ufejsowieni”, a akcje tego typu wymagają w naszych czasach portali społecznościowych, jeśli mają być skuteczne. Wieczorem komentarze popierające Blumsztajna i także nasz pomysł miały poparcie wielu setek internautów, nocą zaś, kiedy normalni ludzie śpią, nastąpił najazd pisowskich trolli (PiS wszystko nocą robi:), wobec których moderacja niestety zawsze jest bezsilna, no i rankiem najlepiej ocenianym komentarzem była brednia jakiegoś skończonego idioty, który napisał, że mu się flaga Unii kojarzy z homoseksualizmem i islamizacją. Tak się temu pisowskiemu ignorantowi kojarzy sztandar, na którym 12 gwiazd - jak 12 apostołów - pochodzi z woalu Matki Boskiej, poświęcony w 1955 w dniu święta Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w obecności Adenauera i Schumana w katedrze w Strasburgu.

       

      Takie ciemniaki rządzą polskim internetem i... krajem. No tego się na spokojnie znieść nie da. Wydaje mi się, że te dwie flagi są nawet lepszym symbolem sprzeciwu wobec, jak Kisiel mawiał, dyktaturze ciemniaków od opornika, bo ich znaczenie dla wszystkich jest oczywiste.

       

      I dlatego właśnie tekst Blumsztajna i zawarte pod nim pozytywne komentarze wzbudziły taką furię internetowych brygad „ciemnej strony mocy”, oni się boją, że protest przeciwko ich rzekomej przewadze liczebnej może być widoczny na każdym polskim domu. A przecież wszystkich okien nie wybiją, niektóre są dla nich zwyczajnie za wysoko.

       

      Dlatego proszę Was, jeśli ta myśl Wam się spodobała, podajcie ją dalej (podobno już ktoś na fejsie to upowszechnia, nie wiem, bo nie jestem tam zarejestrowany).

      Pamiętajcie jednak o ostrożności – mieszkający nisko naprawdę muszą uważać, to nie żarty, we Wrocławiu obrzucono już jajkami i pomidorami dom matki dyrektora teatru, gdzie wystawiono sztukę, która nie spodobała się ciemnogrodowi. Ja tam nie zamierzam obrzucać niczym kin, gdzie ktoś wyświetlać będzie zapowiadający się na ponurą farsę „Smoleńsk” Krauzego, mogę najwyżej nie kupić na to biletu. Ale jedni protestują tak, inni nazistowskimi okrzykami:„Jeb... ( tu wstawiamy jakieś nielubiane przez nich słowo) maczetami!”, to jest różnica nas dzieląca.

       

      Osobiście kupiłem już sobie flagę UE i ustrojstwo do zawieszenia dwóch flag (polską już mam) jednocześnie. Poszła na to stówa, ale może przez internet jest taniej, poza tym można kupić dwie małe chorągiewki, to już naprawdę nie kosztuje za dużo.

       

      Ponieważ jestem leń, także techniczny, montażu uchwytu do flag dokona goszczący u mnie przyjaciel z Ukrainy, który marzy, żeby i jego ojczyzna znalazła się kiedyś w UE. I to będzie mój dodatkowy, prywatny akt symboliczny w całej tej historii:)

       

       

      Tekst Seweryna Blumsztajna:

      http://wyborcza.pl/1,75968,19265627,blumsztajn-prosze-mi-sztandaru-nie-wyprowadzac.html#BoxGWImg

       

      Polacy popierają UE:

      http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Sondaz-CBOS-89-proc-Polakow-popiera-czlonkostwo-Polski-w-UE,wid,16563749,wiadomosc.html?ticaid=11608c

       

      * „Flagi na maszt” są nawiązaniem do uroczej piosenki „Rower” Lecha Janerki, gdzie on pokpiwał między innymi z naszego „podboju Iraku”, ja używam tego serio, bo się kontekst zmienił bardzo, ale piosenka świetna:

       

      https://www.youtube.com/watch?v=0lYUrZdHx10

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (276) Pokaż komentarze do wpisu „Flagi na maszt*”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 listopada 2015 12:52
  • piątek, 27 listopada 2015
    • Ale o co „kodzi”?

       

       

      Mija tydzień od chwili, gdy zaczął się tworzyć Komitet Obrony Demokracji, powitany przeze mnie entuzjastycznie już w dniu narodzin wpisem „KOD do jutra”. Szczerze jednak wyznam, że mój entuzjazm stygnie w miarę upływu czasu. Rzecz nawet nie w mojej przyrodzonej niecierpliwości, ale w czymś znacznie poważniejszym.

       

      Mój entuzjazm zatem stygł, a niepokój rósł, poziom krytyczny, czyli taki, w którym muszę z całą życzliwością dać wyraz mojemu zdaniu, osiągnąłem po ukazaniu się na stronie KOD-u dwóch publikacji:

       

      pierwsza to „List Obywateli Państwa Prawa do Prezydenta Andrzeja Dudy”:

       

      http://www.komitetobronydemokracji.pl/

       

      druga to tekst redaktora Bogdana Misia:

       

      http://www.komitetobronydemokracji.pl/bogdan-mis-co-z-tym-kod-em/

       

      Adres do Najjaśniejszego Pana

       

      Po kolei: „List...” jest dla mnie tekstem zdumiewającym, przy czym mnie osobiście zadziwiają nie tylko forma i treść, ale i sam pomysł napisania go i wysłania go pod adres, pod który został wysłany. „Adres” zresztą jest tu słowem wyjątkowo na miejscu, gdyż list brzmi właśnie jak „adres do Najjaśniejszego Pana”.

       

      Rzecz tyczy zmian, jakie PiS przeprowadza w Trybunale Konstytucyjnym i zaczyna się tak: Pragniemy wyrazić najgłębszy szacunek dla Osoby Pana Prezydenta.

      Potem autorzy wyjaśniają, czym jest Konstytucja i że jest im ona droga i bliska, następnie tłumaczą (chyba prezydentowi), że powinien być tej Konstytucji strażnikiem, a na koniec wyrażają nadzieję, że pan prezydent rozumie o co chodzi i że będzie grzeczny, na wszelki wypadek powołując się przy tym na Jana Pawła II (czy on też się zapisał do KOD-u? pytam, bo różni się już zapisywali, a potem okazywało się, że coś nie halo):

      Wyrażamy nadzieję, że – jak powiedział to Jan Paweł II – „dziedzictwo wolności” nie zostanie przez Pana narażone na niebezpieczeństwo i – jako Prezydent wszystkich Polaków – będzie chronił Pan Konstytucję poprzez realizację zawartych w niej norm.

      Jest tam i taki kwiatek: ... walki Nas i Naszych Przodków o stworzenie systemu opartego na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości. Na widok tej frazy przerzuciło mnie automatycznie na stronę Wikipedii z hasłem ZBOWiD.

       

      Śmiać się czy płakać? Autorzy tego tekstu piszą do prezydenta, jakby zapomnieli, że on sam uczestniczy w ataku PiS na Trybunał Konstytucyjny poprzez to, że nie przyjął ślubowania wybranych wcześniej sędziów, że ułaskawił wcześniej Marusza Kamińskiego i jego ferajnę z CBA, a forma tego również wedle wielu konstytucję łamie. Wydają się abstrahować od tego, że pan prezydent w żaden sposób nie potępił obrzydliwych metod, jakie w kampanii prezydenckiej  używane były – i są nadal - przez jego zwolenników i współpracowników wobec prezydenta Komorowskiego i w ogóle konkurentów politycznych, nie pamiętają układu tanecznego, jaki wykonał prezydent, żeby tylko nie podać ręki premier Kopacz. Dla najbardziej wstrzemięźliwych nawet publicystów byłego już (byłego, bo zaraz znajdzie się w narożniku, lany bez litości przez pisopokornych) mainstreamu nie ulega już od dawna kwestii, że pan prezydent jest po prostu delegatem PiS na najwyższy urząd RP mającym żyrować plany partii, spotykającym się nocami z panem prezesem, a nie żadnym „strażnikiem konstytucji”. Byli prezesi TK mówią o zamachu stanu, obecny wychodzi demonstracyjnie z Sejmu, a autorzy piszą takie rzeczy? Chcą bronić demokracji? Czym? Hipokryzją?

       

      Po co ta sztuczna grzeczność? Kogo ona ma przekonać i do czego zmobilizować? Letnie to jak flaki z olejem na imieninach u cioci, gdzie jest i „ą”, i „pardą”, ale nuda, że zasnąć można. Dla śpiącego przy stole towarzystwa wzajemnego powstrzymywania się przed puszczeniem bąka może to coś wnosi, ale na pewno nie dla tych, którzy oczekują działania i prawdy o tym, co się w Polsce właśnie dzieje. Oczywiście jest to jedynie moja prywatna opinia, być może akurat ja nie zrozumiałem intencji tych, którzy KOD zaczęli tworzyć i po prostu wymagam od kodka, żeby miał jakiś pazur, a nie przycięte pazurki.

       

      Przyznaję jednak, że absolutnie nie rozumiem sensu tego listu, choć wiem, że są na świecie osoby zamieszczające w prasie ogłoszenia kierowane do "uczciwego znalazcy" w sprawie ukradzionego portfela. 

       

      Rzeczywistość jest jedna

       

      Pewne dowody na to, że to wszystko moja wina, bo ja źle rozumiem coraz bardziej otaczającą mnie rzeczywistość cyfrową, odnajduję w tekście Bogdana Misia, którego zdalnie bardzo lubię za teksty ze „Studia Opinii”, ale mniej za ten ze strony KOD-u. Otóż pan redaktor raczył przedstawić koncepcję podziału ludzkości popierającej KOD na „analogową” i „cyfrową” w związku z głosami, że fejs fejsem, a real realem i może by warto w nim pogadać, poznać się itp. Analogi to malkontenci marudzący, a Lary Croft (Conchity?) na cyfrowych harleyach to jest przyszłość świetlana. Tylko Bogu i Misiowi wiadomo, czemu M. rozmowę przez telefon ma za przejaw staroświecczyzny, a skoro tak, to na kawie pewnie jego zdaniem spotykają się jaskiniowcy (czego dowodzi choćby to, że w Krakowie jest „Jama Michalika”). Nadmieniam, że nawet Obama z Putinem nadal gadają przez telefon, a ONZ to do tej pory nie grupa na Facebooku.

      Moja, w intencji ciepła, drwina ma pokazać, że są i mieszańcy, czyli kundle analogowo-cyfrowe, do których nie tylko ja się zaliczam, a które na fejsie być nie chcą z różnych przyczyn, natomiast wszyscy żyjemy w jednej rzeczywistości i łączy nas chyba jedna sprawa.

       

      Kluczowe jest słowo „chyba”, bo po lekturze „Co z tym KOD-em” wcale nie jestem już tego taki pewien.

       

      Co bowiem właściwie autor rozumie przez KOD? Pytanie o tyle istotne, że zadaję je w kontekście wyżej opisanego listu. Czytam oto w tekście B. Misia:

      Teraz KOD czeka proces opracowania statutu, rejestracji i rozpoczęcie działania – najzupełniej legalnego, praworządnego, nie mającego w sobie nic a nic z jakiejś zadymy czy „rewolucyjności”, od czego się to gremium starannie odcina.

      (..)

      Pytani o poglądy – KOD-owcy odpowiadają: naszym poglądem jest w tej chwili Konstytucja; ta, która jest, przy wszystkich jej niedoskonałościach. Sprawy sojuszów międzynarodowych, problemy socjalno-bytowe czy spory światopoglądowe uważamy w tej chwili za nieistotne; wobec tego, co się w kraju dzieje, a co coraz bardziej nabiera znamion zamachu stanu – są to naprawdę drobiazgi.

       

      Pojmuję, że Miś ma uraz do słowa „rewolucja”, też mu nie ufam, ale rewolucje są różne, bywają i obywatelskie, a takiej chyba właśnie trzeba Polsce, która popada na naszych oczach w łapy totalistów, tworzących w Polsce właśnie demokrację fasadową, gdzie z definicji opozycja nigdy nie może zwyciężyć w wyborach. Vide Rosja, Węgry.

       

      Z kim i jak KOD chce bronić demokracji, skoro sprawy podstawowe dla ludzi ma w tyle, a liczy się dlań jedynie konstytucja? Konstytucja to wartość rozumiana przez nielicznych, demokracja również – dopiero powiązanie tych haseł-pojęć z interesami poszczególnych środowisk i grup może je aktywizować do ich obrony, inne stawianie sprawy skazuje KOD na klęskę. Pamiętajmy, że KOR, na który KOD się powołuje, miał nazwę dwuczłonową, pierwsza część brzmiała: Komitet Samoobrony Społecznej i jego działalność polegała na obronie konkretnych ludzi i niesieniu im konkretnej pomocy, a nie tylko na pisaniu apeli. Właśnie dlatego zyskał wdzięczność robotników Ursusa czy Radomia, którzy nie protestowali przeciwko zmianom w konstytucji, lecz temu, że im się żyje fatalnie.

      W moim marzeniu KOD widziałem jako coś, co będzie zmieniało Polskę w kraj rzeczywistej solidarności, wzajemnego szacunku i lepszych stosunków społecznych. Jako platformę spotkań i porozumienia dla tych wszystkich, którzy teraz pojedynczo protestują przeciwko rządom PiS i ich próbie cofnięcia Polski o 100 lat, a nie grupkę piszącą jakieś niesłychane listy do namiestnika PiS. Jeśli już macie pisać takie rzeczy, piszcie je do Kaczyńskiego, bo to on ma realną władzę. Może nawet przeczyta i się wzruszy. I będzie Wam wdzięczny, że go z góry zapewniacie, że żadnej rewolucji nie będzie.

      Patrząc na ten list, na jego miejscu bym Wam uwierzył.

       

      P.S. Piszę „Wam”, bo nawet nie wiem, czy moja deklaracja wstąpienia dotarła, a pod listem KOD-u do prezydenta nie podpiszę się w żadnym razie. Natomiast do pomocy nadal jestem gotów, o ile KODś jej sobie życzy. 

      P.P.S.

      Pointę do tego tekstu przyniosła mi w sobotnie przedpołudnie wypowiedź pana Mateusza Kijowskiego dla "GW", z której dowiedziałem się, że spotkanie mazowieckiego KOD-u już się odbyło. Fajnie, ale z normalnej strony internetowej, tej poza FB, nie mogłem się nawet dowiedzieć, że w ogóle ma do niego dojść.

      Na koniec muszę dodać wyjaśnienie: podstawowym obowiązkiem autora wobec rzeczywistości nie jest dawanie złudnej nadziei, lecz rozwiewanie złudzeń, także swoich. Nawet jeśli jest mi osobiście przykro, to wymigiwać się od tego obowiązku nie mogę.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (360) Pokaż komentarze do wpisu „Ale o co „kodzi”? ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      piątek, 27 listopada 2015 13:07
  • środa, 25 listopada 2015
    • Kocia alternatywa

       

      Na Sadowej autor z Behemotem dyskutowali od jakiegoś czasu nad stawieniem czynnego oporu Narodowoparafialnosocjalistycznej Partii Dobrej Zmiany, ale postanowili przejść od gadania do działania, dopiero gdy nowa władza w osobie swojego zwolennika-agitatora przejawiła się w najbliższej okolicy.

       

      W osiedlowym sklepiku pan Kazik na widok autora kupującego „Wyborczą” i „Politykę” zachęcił go do zmiany upodobań czytelniczych:

       

      Phi, to jeszcze ktoś czyta tą pornografię? Zaraz padną, to sobie pan nie poczyta.

       

      Autor bez słowa szarmanckim gestem przepuścił wytrawnego znawcę rynku prasowego, bo chciał jeszcze pogrzebać na półce z konserwami w celu odnalezienia skumbrii w tomacie na wszelki wypadek, czyli czarną godzinę odzyskania przez Polskę całkowitej suwerenności, co musiałoby się wiązać z wystrzeleniem jej w kosmos.

       

      Pan Kaziu, mieszkaniec bloku obok, do tej pory raczej nie zabierał głosu w spawach politycznych ani też nie kupował gazet, więc brwi stojącej za ladą pani Lusi ciut uniosły się w górę.

       

      Co ma być, panie Kazimierzu?

       

      Setka gorzkiej i dwa harnasie, jeszcze pani da jakąś czekoladkę, dla dzieci wezmę – zaordynował klient nasz pan. - Słyszała pani, że tego zbója Tuska będą sądzić w tym Trybunale Konstytucyjnym? - pan Kaziu usiłował zagaić.

       

      Nie, panie Kazimierzu, od rana w pracy siedzę – pani Lusia zatrzepotała rzęsami.

       

      Zaopatrzony, ale niezbyt spełniony konwersacyjnie pan Kaziu pobiegł z czekoladą do dzieci, a autor, wymieniwszy westchnienia z panią Lusią, zapłacił, wziął swoje i wrócił do kota.

       

      W domu Behemot powitał go przerażonym miaukiem:

       

      Autorze, do diabła, zmieniam kolor! Robię się biało-czerwony! Ratuj!

       

      Rzeczywiście, ogon jakby mu zbielał, a tylna lewa łapka robiła się czerwonawa.

       

      Tknięty chwilową błyskawicą geniuszu autor piorunem poleciał wyłączyć telewizor, gdzie pani Eureka Zwitek, rzeczniczka rządu, wygłaszała swoją - jak się okazało potem, zupełnie prywatną - opinię w obecności wszystkich mediów, że trzeba Tuska postawić przed Trybunałem Stanu za Smoleńsk. Podchwycił to natychmiast pan Ciasteczkowy Potwór z ulicy Wiejskiej, ale zaproponował, żeby Tuska rozstrzelać za reprezentowanie interesów niemieckich. Dopadłszy pilota, autor krzyknął do kocura: Nigdy nie oglądaj sam telewizji, telewizja truje! Możesz ją oglądać jedynie po konsultacji z lekarzem, farmaceutą lub ze mną!

       

      Wystraszony sierściuch obiecał być grzeczny i po chwili odetchnął z ulgą, gdy zobaczył, że z powrotem robi się czarny, jak diabeł przykazał.

       

      Uff, przechodzi – przytulił się do autora. - Ale tak się nie da żyć na dłuższą metę. Musimy coś z tym zrobić. Stawić opór w realu.

       

      Może założymy fanpejdża? - rzucił autor, uspokajająco głaszcząc drżącego kota. - Dla ciebie zarejestruję się nawet na fejsie!

       

      W realu, autorze, w realu. Poza tym twórców takich stron, o ile oczywiście są znanymi aktywistami i cenionymi blogerami, ostatnimi czasy od razu wciągają do telewizji i oni potem nie mają czasu na nic innego, a ja cię wolę w domu - dmucham na zimne, mimo że praktycznie tobie to nie grozi z powodów oczywistych! Tu masz wiele do zrobienia. Zgłodniałem na przykład – dało się wyczuć, że Behemot już krzynkę wyluzował, żeby zaś nie wyjść na samoluba, dodał: No i musisz dbać o naszego „uchodźcę”, pozbawiony obiadów może się zradykalizować i zostać prawosławnym fundamentalistą. Nieszczęście gotowe: zacznie kościoły przerabiać na cerkwie i każe babom chodzić do nich w chustkach!

       

      Ty mi tu nie gadaj o pierdołach, kiedy cały świat może się stać biało-czerwony, znikną wszystkie inne kolory! Już na konferencji prasowej pani premier wcięło niebieski i żółty, znaczy ktoś unijne flagi zaiwanił! To nie przelewki! Potrzebna jest jakaś, hm, kolorowa – nie tylko pomarańczowa - alternatywa!

       

      Niech cię szatańska ręka broni, tylko żadnych tęczowych alternatyw! Może pani profesor Pawłowicz sprzątnęła te, jak mówiła, unijne szmaty? - jedzeniem Behemot dzielił się niechętnie, ale hipotezami entuzjastycznie.

       

      Niewykluczone, że masz rację, kocie, dlatego musimy zaprotestować. Może wywiesimy taką jedną unijną szmatę, jak za komuny na 3 maja wywieszało się właśnie biało-czerwoną?

       

      Lepiej nie, bo jeszcze ucierpią inni mieszkańcy bloku, mogą nas pomidorami lub jajkami obrzucić, we Wrocławiu już obrzucają domy nieprawomyślnym i ich rodzinom... - kot pokręcił łebkiem przecząco.

       

      To co nam zostaje? Jak stawić opór? Jak? Znikają nie tylko kolory, ale nawet rządowe strony internetowe z ustaleniami przyczyn katastrofy smoleńskiej, a w ich miejsce ukazują się reklamy parówek oraz napojów puszkowanych – autor nie dawał za wygraną.

       

      W tej sprawie akurat mam konstruktywny, a właściwie nawet par excellence konstrukcyjny pomysł na protest, taką protestacyjną kocią alternatywę – Behemot uśmiechnął się z tryumfem.

       

      No to gadaj, a nie rób za tajemniczego kota z krainy dachowców! - niecierpliwił się autor,

       

      Kot zaczął szeptać mu do ucha...

       

      Kiedy zrobiło się ciemno, w mieszkaniu na Sadowej autor naciągnął na głowę czarną kominiarkę, a Behemot, czarny na razie z natury, założył ciemne okulary, żeby nie zdradził go blask ślepiów. Pierwszy otworzył okno, a drugi wyskoczył na parapet, żeby stanąć na czujce. Gdy kot upewnił się, że pobliżu nie ma nikogo, a szczególnie patrolu policji lub straży miejskiej, człowiek puścił prosto w ciemność papierowy samolocik z napisem : Tu-154, „Raport Laska pomścimy! Obaj spiskowcy natychmiast skryli się w mieszkaniu i starali się cicho oddychać.

       

      Po chwili kot cichutko miauknął do autora: Jak za 10 minut nas nie aresztują, to zapal światło i daj mi wreszcie jeść, bo po walce zgłodniałem jeszcze bardziej.

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (177) Pokaż komentarze do wpisu „Kocia alternatywa”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      środa, 25 listopada 2015 20:13
  • poniedziałek, 23 listopada 2015
    • Demokocioracja

       

      Kot, proszę Szanownych, jest bydlę złośliwe, konwenanse ma za nic. Czy ktoś widział kota-członka czegokolwiek? W życiu never. Taki nawet do Komitetu Obrony Kotów nie wstąpi, szmaciarz jeden. Pytałem Behemota, potwierdza, ale deklaruje przy okazji, że on do kotów, a nawet kanarków, rybek i ratlerków, odnosi się z sympatią, ale nie zrzeszoną.

      Kiedyś się zrzeszył, ale okazało się, że musi miauczeć w chórze, no to zwiał. Kocie chóry tylko w kreskówkach i komiksach.

      Po tym wszystkim, ciężko chory, długie lata na fotelu spędziwszy, z wieloma myszami dyskutując w ramach terapii mającej leczyć go z agresji przyrodzonej, taką mi, Pani Matko, dał naukę:

       

      Łoskot w pokoiku to nie symfonia.

       

      Symfonie pisze się z uwagą i planem.

       

      Nawet przebój pop powinien z uwagą pisać każdy chłop.

       

      Chciałem do niego wezwać doktora (pan kotek był przecież chory), ale władczy ruch łapy mnie powstrzymał.

       

      Autorze, Święty Boże nie pomoże, nie żal Ci, durniu, stopindziesiąt zyli na weteryniarza?

       

      Ale ja Cię kocham – odparłem, bo jako autorowi kota szkoda było mi nie tyle kasy, ile inwencji.

       

      Kochać każdy może, panie Autorze – miauknął sardonicznie koci Nigger. - Ale kochać trza mądrze!

       

      Czyli oszczędzać na lekarzach? - chciałem się upewnić.

       

      Nie o to chodzi, pożałowania godny supernianiu, twoim horyzontem nie może być kocia kołyska!

       

      Niczego nie będę robił za miliony! - wtrąciłem czujnie – Nikt mi nie da żadnych milionów – to po pierwsze, po drugie – nie odczuwam za żadne miliony.

       

      Czemu ja mam takiego idiotę za autora? - zadumał się na sekundę Behemot. - Słuchaj, kochany mój żwirkonośco, wiecznie uwiązany do kuwety: chodzi o równość.

       

      Czyli Ty też idziesz zarabiać, gotujesz, pierzesz, odkurzasz i znowu gotujesz?

       

      Co to, to nie, prymitywie! Prawdziwa równość polega na tym, że nie wymagamy od siebie rzeczy niemożliwych. To szacunek i współpraca, znamy swoje gatunkowe uwarunkowania, więc na przykład nie mam do ciebie żalu, że nie masz ogona, którym wiele da się wyrazić, choć bak ogona jest dla mnie osobiście trudny do zrozumienia!

       

      Chyba „brak” ogona, a nie „bak”?

       

      Skąd wiesz, że ja ogona nie tankuję?

       

      A to przepraszam.

       

      No. Chwytasz już?

       

      Nic a nic.

       

      Na Bastet, basta! Instynktownie wiesz o co chodzi, ale nie umiesz tego wypowiedzieć! Czy masz do mnie pretensje, że chodzę przeważnie na czterech łapach?

       

      Skądże, chyba że wcześniej wlazłeś w farbę.

       

       Czy ja często włażę często w farbę?

       

      Nie, raz ci się zdarzyło.

       

      No i jaki z tego wniosek?

       

      Pojęcia nie mam.

       

      Nie czepiaj się KOD-a!

       

      Kota?

       

      To też.

       

      Ale czemu właściwie? Mam prawo do opinii!

       

      No i co z tego? Coś z tej twojej opinii wynika?

       

      Za dużo nie wynika, fakt.

       

      To po co ją masz?

       

      Z nawyku.

       

      Palisz też z nawyku?

       

      No tak.

       

      To zły nawyk.

       

      Wkurzasz mnie, kocie.

       

      A ty mnie bardziej, człowieku – rzekł kot.

       

      Ale ja jestem niezależna – zdążyła wtrącić wywołana z lasu Opinia, nim dostała w dziób od autora i kota, bo wcięła się bez zaproszenia.

      I tak zbudowaliśmy międzygatunkową solidarność.

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (281) Pokaż komentarze do wpisu „Demokocioracja ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 listopada 2015 14:16
  • piątek, 20 listopada 2015
    • KOD do jutra...

       

      ...trzeba opracować już dziś.

       

      Niszowcy” wszystkich nisz – łączcie się :-)

       

       

      Szanowni Państwo, Krzysztof Łoziński, człowiek, którego darzę olbrzymim szacunkiem i wielką sympatią, w „Studiu Opinii” Stefana Bratkowskiego opublikował moim zdaniem tekst bardzo ważny - zawierający ideę wartą kolportażu i wcielenia w życie – pod tytułem „Trzeba założyć Komitet Obrony Demokracji”.

       

      http://studioopinii.pl/krzysztof-lozinski-trzeba-zalozyc-kod/

       

      Po lekturze i rozmowie z autorem tekstu postanowiłem wtrącić trzy gorsze w powyższej sprawie. Od publikacji Ł. upłynęły ledwo dwie doby, w czasie których polska demokracja została znokautowana:

      W parlamencie siłami PiS i posłów Kukiza przyjęto nową ustawę o Trybunale Konstytucyjnym, nie czekając na opinie konstytucjonalistów i nie dokonując nawet gramatycznych poprawek, a całość błyskawicznie poręczył swoim podpisem dyżurujący całą dobę pisowski notariusz Andrzej Duda, prezydent RP.

      W trakcie nocnej zmiany w sejmie PiS przejął służby specjalne, których zwierzchnikiem jest ułaskawiony w tempie stachanowskim przez prezydenta Mariusz Kamiński. Wiceministrem kultury został Jacek Kurski, a pełnomocnikiem do spraw oczyszczenia mediów publicznych z wrogów PiS (to chyba nie jest oficjalna nazwa tego stanowiska) niesławnej pamięci Krzysztof Czabański, do kompletu sejmową komisją praw człowieka kieruje prokurator, który, jak donoszą media, brał w obronę księdza pedofila, a transportem drogowym zajmie się jakiś gość, któremu dwa razy odbierano prawo jazdy za notoryczne łamanie przepisów drogowych.

      Przyznam, że nawet w latach 70. i 80. komusza władza nie zachowywała się z tak butną arogancją. A to dopiero początek. Dlatego nie ulega dla mnie kwestii, że „Komitet Obrony Demokracji” trzeba tworzyć jak najprędzej, bo za pół roku nie będzie czego bronić.

       

      Najpierw zastrzeżenia

       

      Nieliczne głosy wzywające do obrony demokracji, takie jak tekst Łozińskiego czy słowa Waldemara Kuczyńskiego, natychmiast dezawuowane i wyśmiewane są przez nowo panujący „mainstream”, czyli media propagandowe PiS et consortes, a pamiętajmy, że za kilka dni agitatorzy w nich zatrudnieni do tej pory opanują media publiczne, a rząd zacznie się mścić na znienawidzonych mediach prywatnych, tak że wszystkich przeciwników rządów autorytarnych w Polsce czekają ciężkie czasy. Mowa nienawiści, absurdalne oskarżenia, ignoranckie wygłupy, oszczerstwa, prymitywny rechot i totalne wykluczenie – to wszystko popłynie zaraz nie tylko z „prawicowych” szczujni, ale stanie się też oficjalną linią mediów publicznych, do których dostęp jest bezpłatny, w przeciwieństwie do wielu mediów liberalno-demokratycznych. Do czynnej obrony demokratycznych wartości trzeba będzie nie tylko mocnych nerwów i odporności na pomyje, ale i niezależności finansowej, o którą będzie coraz trudniej. W dodatku nikt nie będzie mógł za bardzo liczyć na to, że państwo będzie wypełniało wobec niego swoje obowiązki w zakresie ochrony jego praw, bowiem aparat państwowy nie będzie skory do wspierania wartości, o których mówimy, czego dawał liczne dowody jeszcze przed nastaniem obecnego reżimu.

       

      W obliczu nadciągających czystek w wielu środowiskach, naturalną koleją rzeczy, i nie ma się za to co na ludzi obrażać, powszechne staną się znowu „dwójmyślenie” i hipokryzja, a przede wszystkim niechęć do narażania się oprycznikom narodowoparafialnosocjalistycznej partii „dobrej zmiany”. Te postawy są ludzkie do bólu i powinny być dla nas zrozumiałe, należy ludziom dodawać odwagi, kształtować ich gusty, informować, ale nie wystawiać na nadmierne ryzyko. Daj Boże, będę mieli jeszcze okazję wykazać się hartem ducha przy urnach wyborczych, o ile ordynacja da im tę możliwość, a my wybór.

       

      W pewnym sensie za komuny opozycji demokratycznej było łatwiej, ponieważ do pewnego stopnia ówczesna władza ją szanowała i bała się nieco międzynarodowej opinii publicznej, obecna zaś nie kryje pogardy, wręcz „rasowej” nienawiści, nie uznaje żadnych międzynarodowych autorytetów (nawet papież jest heretykiem i lewakiem) i nie liczy się z niczym.

       

      W dodatku podejmowanie działań w warunkach postępującej od 26 lat społecznej atomizacji (jedyne zorganizowane i liczące się siły społeczne są antydemokratyczne) i liberalnego „kultu jednostki” (własnego nosa) niesie ze sobą ryzyko alienacji i „obciachu”.

       

      Te spisane na gorąco obawy nie wyczerpują ich listy, mimo to uważam, że powołanie KOD-u, do którego zgłaszam radośnie akces, staje się koniecznością. Pora więc na kilka słów za:

       

      KOD na dziś

       

      Atomizacja wprawdzie jest faktem, ale to nie znaczy, że nie ma w Polsce wspaniałych „atomów”, począwszy od środowisk takich jak Kultura Liberalna czy Krytyka Polityczna, poprzez ruchy miejskie, organizacje pozarządowe, po choćby Studio Opinii, gdzie „stare dziady” piszą mądre rzeczy, co jednak rzadko dociera niestety do młodych. Każdy sobie rzepkę skrobie. W tym sensie KOD widzę na przykład jako platformę do spotkań tych wszystkich wymienionych i tysiąca nie wymienionych grup, grupek, kanap i pojedynczych foteli, aby wreszcie mogły znaleźć miejsce i katalizator pożytecznych kontaktów, pozwalające inicjować wspólne działania na rzecz wartości nas wszystkich jednoczących, czyli tego, co nazwałem niedawno przy okazji zamachów w Paryżu Duchem Republiki: Wolności, Równości i Braterstwa.

       

      Współcześnie dysponujemy internetem, więc działania są potencjalnie ułatwione, nie należy jednak zapominać o tym, że nic nie zastąpi więzi, jakie wynikają z realnych znajomości, ze zwykłej rozmowy człowieka z człowiekiem.

       

      W moim rozumieniu ewentualny KOD powinien więc stać się też zaczynem zdrowo rozumianego „elitaryzmu”, polegającego na opozycji wobec niewątpliwej ignorancji i bezdyskusyjnego prymitywizmu pisowskiej oferty dla „ciemnego ludu” (który w wielu przypadkach nie jest „ciemny”, ale zwyczajnie oszukany), propagując modę na wiedzę, odpowiedzialność i krytyczne myślenie, chociażby poprzez rzeczową krytykę polskiej rzeczywistości i historii, która za moment zostanie przez PiS użyta jako broń masowego ogłupiania młodzieży i narodu w ogóle.

       

      Przyglądając się dotychczasowemu postępowaniu opozycyjnych parlamentarnych partii politycznych, widzę, że nie potrafią one ani stworzyć wspólnego frontu w obronie demokracji, ani też nie mają nawet takich ambicji (inna rzecz, do sprawdzenia, to stosunek partii pozaparlamentarnych, zresztą i z parlamentarnymi trzeba współpracować), poza tym polityka w ujęciu partii politycznych to nie wszystko, a KOD specjalnie polityczny być nie powinien: ma działać w sferze wartości bardziej, niż młócek międzypartyjnych. Ma pomagać w porozumieniu, łączyć, promować standardy i odkłamywać – tak to widzę na szybko. Wykorzystując do tego media społecznościowe i te broniące liberalnej demokracji.

       

      Myślę, że musi być ruchem jak najbardziej oddolnym, ale – jak każdy ruch – musi rozpocząć się wokół jakichś autorytetów, które wspólnie uznajemy i które będą pełniły rolę co najmniej arbitrów i mistrzów w procesie powstawania takiego środowiska. Patrząc na listę osób związanych ze Studiem Opinii Stefana Bratkowskiego, gdzie Krzysztof Łoziński rzucił pomysł KOD-u, nie mam żadnych wątpliwości, że znalezienie ich nie będzie trudne. Mam nadzieję, że to nam się uda i nie skończy się jedynie na gęganiu.

       

      Skądinąd gęganie od czasu gęsi kapitolińskich jest czynnością wielce szlachetną i pożyteczną, czego dowodem jest znany pewnie wielu Czytelnikom Sadowej - linkowany tu już wcześniej kilka razy - „Raport Gęgaczy” autorstwa właśnie Krzysztofa Łozińskiego i Piotra Rachtana, która to publikacja demaskowała pisowskie oszustwa i prawdziwe cele.

      Trudno nie przypomnieć, że właśnie w tej publikacji jej autorzy przewidzieli dokładnie scenariusz, z którym mamy do czynienia po dojściu PiS do władzy i który wypełnia się właśnie na naszych okrągłych ze zdumienia oczach.

       

      Nie popadajmy jednak w stupor, nie milknijmy w zdumieni i oburzeniu. Zagęgajmy razem, wszystkie nisze wspólnie. Może okaże się, że jest nas więcej, niż przeciwnikom demokracji się wydaje:)

       

       O Krzysztofie Łozińskim:

      http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=Krzysztof_%C5%81ozi%C5%84ski

       

      Raport Gęgaczy, czyli PiS zdemaskowany:

      http://studioopinii.pl/krzysztof-lozinski-piotr-rachtan-raport-gegaczy-calosc/

       

      P.S.

      KOD już od dziś się tworzy:

      https://www.facebook.com/KomitetObronyDemokracji/

      www.facebook.com/groups/KomitetObronyDemokracji/

       

      www.facebook.com/KomitetObronyDemokracji/


      Uwaga "niefejsowcy", na tej stronie jest już formularz kontaktowy do KOD-u

       

      http://www.komitetobronydemokracji.pl/

      

      adres KOD-u: admin@komitetobronydemokracji.pl

      ____________________________________________________________________________

      Autor nie ma nic wspólnego z linkowaną inicjatywą pod nazwą KOD

      A zaznaczam to między innymi z powodu takich informacji:

       

      http://blogpublika.com/2015/11/22/kod-ma-wiel-czlonkow-applebaum-nie-wiem-o-co-chodzi-lazarewicz-zostalem-dolaczony-bez-swojej-wiedzy/

       Mam nadzieję, że organizatorzy tej inicjatywy, w której wielu pokładało i pokłada nadzieje, ogarną sytuację.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (469) Pokaż komentarze do wpisu „KOD do jutra...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      piątek, 20 listopada 2015 21:00
  • środa, 18 listopada 2015
    • W imieniu Rzeczypospolitej?


      W internecie do dziś dostępny jest dokument świadczący o tym, że o bezprawności działań CBA w sprawie afery gruntowej mogli i powinni wiedzieć: premier Jarosław Kaczyński, szef CBA Mariusz Kamiński, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro oraz jego zastępca, prokurator krajowy Dariusz Barski.

      Jest to linkowane poniżej, znajdujące się na stronie sygnowanej jako należąca do Ministerstwa Sprawiedliwości, „Stanowisko w zakresie dotyczącym zainicjowania działań operacyjno- rozpoznawczych, o których mowa w art.19 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym, w tym w odniesieniu do przestępstwa płatnej protekcji” sporządzone w sierpniu 2007 roku przez Biuro do spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej. Dokument nie ma daty dziennej i podpisu, ale nadano mu numer ewidencyjny PRIV078/01/07. Pismo to odnalazł w sieci @anumlik, nasz blogowy komentator, który zamieścił je wraz opisem jego znaczenia już w marcu br. na blogu redaktor Janiny Paradowskiej w „Polityce”, wtedy jednak jeszcze nikt się nie spodziewał, że prezydentem zostanie Andrzej Duda i ułaskawi Mariusza Kamińskiego. Czy pismo jest autentyczne? To pytanie do ministerstwa sprawiedliwości. My zajmiemy się tym, co z niego może wynikać.

      O co chodzi:

      Afera gruntowa, która doprowadziła do upadku pierwszego rządu PiS w 2007 roku, miała udowodnić, że wicepremier Andrzej Lepper bierze łapówki, co się funkcjonariuszom CBA nie udało (podobnie fiaskiem zakończyły się wszystkie głośne prowokacje biura). Właśnie za łamanie prawa podczas tej afery Mariusz Kamiński i jego współpracownicy, wszyscy ułaskawieni wczoraj przez prezydenta Dudę, stanęli przed sądem i zostali nieprawomocnie skazani. Klarowne uzasadnienie wyroku sądu znajduje się w - również linkowanym - tekście „Gazety Wyborczej”.

      Clou całej sprawy polega na tym, czy działania CBA, które doprowadziły w ogóle do powstania najsłynniejszej afery IV RP, były legalne. Sąd ocenił je jednoznacznie (za „GW”):

      Mariusz Kamiński twierdził, że motywacją działania była walka z korupcją, której obiektywnie w Ministerstwie Rolnictwa nie było, a na pewno nie było na to poszlak czy dowodów. Czyn zabroniony (...) został »wyprodukowany « przez aparat państwa. (...) Poddanie prowokacji osoby pozbawionej uprzednio predylekcji do popełnienia czynu zabronionego jest niedopuszczalne w demokratycznym państwie”.

      Natomiast dokument znaleziony w sieci przez @anumlika stanowi mocną poszlakę, że rząd PiS już sierpniu 2007 roku, czyli w miesiąc po hucznym medialnym finale afery gruntowej, mógł i powinien wiedzieć, że działania CBA były w opinii zarządzanej przez Zbigniewa Ziobrę prokuratury nielegalne i w ogóle nie powinny być podjęte, a już z pewnością nie mogły stanowić materiału do sporządzenia aktu oskarżenia.

      Co czytamy w opinii:

      CBA podjęła i prowadziła działania mimo tego, że nie było do tego żadnych podstaw, gdyż prokuratura twierdzi, że:

      Artykuł 19 ust. 1 Ustawy o Centralnym Antykorupcyjnym reguluje zakres działań organu ścigania – CBA w zakresie podjęcia czynności operacyjno-rozpoznawczych zmierzających do sprawdzenia „uzyskanych wcześniej wiarygodnych informacji o przestępstwie oraz wykrycia sprawców i uzyskania dowodów”. Sprawdzenie, o którym mowa może polegać na dokonaniu czynności wymienionych taksatywnie w treści powoływanego przepisu:
      – w sposób niejawny nabycia lub przejęcia przedmiotów pochodzących z przestępstwa, ulegających przepadkowi (…),
      – przyjęcia lub wręczenia korzyści majątkowej.
      Warunkiem koniecznym do podjęcia takich działań jest uzyskanie wiarygodnej informacji o przestępstwie. Wiarygodnej, to znaczy takiej, o której można sądzić, że
      jest prawdziwa. Odnosząc tę sytuację do uregulowań Kodeksu postępowania karnego, należy uznać, że uzyskana informacja winna wskazywać na prawdopodobieństwo zaistnienia czynu zabronionego, z katalogu wskazanego w treści 17 ust. 1 Ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. Teza, że prawdopodobieństwo to musi być uzasadnione, czyli odpowiadać warunkom wskazanym w treści art. 303 kpk wydaje się zbyt daleko idąca, albowiem w tej sytuacji przepisy obligują organ procesowy do wszczęcia postępowania karnego.
      Czynności operacyjno – rozpoznawcze mają dopiero sprawdzić informację o przestępstwie, doprowadzić do wykrycia sprawców i uzyskania dowodów. Zatem konieczna jest informacja o dokonanym przestępstwie w każdej jego formie stadialnej, przestępstwie już popełnionym. Samo podejrzenie, czy też informacja o prawdopodobieństwie dokonania takiego czynu zabronionego jest niewystarczająca do podjęcia działań operacyjno – rozpoznawczych, o których mowa w art. 19 Ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. Ocena tych informacji następuje wyłącznie przez organ, który ma podjąć takie czynności.
      Powyższe stanowisko jest zgodne z opiniami w tym zakresie wyrażonymi przez Biura: Prezydialne, do Spraw Konstytucyjnych, Postępowania Przygotowawczego
      Prokuratury Krajowej oraz Departament Legislacyjno – Prawny Ministerstwa Sprawiedliwości.

      Przy rozważaniach na temat płatnej protekcji należy pamiętać, że przestępstwo to jest przestępstwem dwufazowym.
      Na pierwszą fazę składają się czynności alternatywne – powoływanie się na wpływy w instytucji, wywołanie przekonania u innej osoby o istnieniu takich wpływów, bądź też utwierdzenie przekonania o istnieniu wpływów umożliwiających załatwienie sprawy wywołane u osoby, która takim przekonaniem dysponuje.
      Drugim aktem przestępstwa z art. 230 kk jest podjęcie się pośrednictwa w załatwieniu konkretnej sprawy, w zamian za określoną korzyść lub jej obietnicę.
      Jeżeli przedmiotem rozpracowania operacyjnego jest przestępstwo przewidziane w art. 230 kk (płatna protekcja), do podjęcia czynności operacyjno –
      rozpoznawczych, o których mowa w art. 19 ust. 1 ustawy o CBA, koniecznym jest uzyskanie wiarygodnej informacji o działalności osoby, która:
      – powołuje się na wpływy w konkretnej instytucji państwowej lub samorządowej (…), albo wywołuje przekonanie o ich istnieniu, bądź też utwierdza inną osobę w przekonaniu o istnieniu takich wpływów,
      – podejmuje się pośrednictwa w załatwieniu konkretnej sprawy.
      – w zamian za korzyść majątkową lub osobistą, bądź też jej obietnicę.
      Zatem warunkiem sine qua non do uznania, iż informacja jest wiarygodna konieczne jest złożenie konkretnej oferty w zindywidualizowanej sprawie.
      Nie można zatem mówić o przestępstwie wyczerpującym dyspozycję art. 230 kk, nawet w jego formach stadialnych, kiedy zachowanie sprawcy w pierwszej fazie
      przestępstwa nie jest skonkretyzowane, a polega na rozpowszechnianiu informacji o bliżej niesprecyzowanych wpływach w instytucji państwowej czy samorządowej i
      w związku potencjalnej możliwości załatwienia każdej sprawy.
      Sprawca zachowuje się w sposób przestępny od momentu kiedy precyzuje wobec konkretnej osoby możliwość załatwienia określonej sprawy, bądź też z inicjatywy innej osoby przyjmuje jej propozycję podjęcia się pośrednictwa w określonej sprawie. Wówczas możemy mówić, bez żadnych wątpliwości o wyczerpaniu dyspozycji przepisów z art. 13 § 1 kk w zw. z art. 230 kk, a w takiej sytuacji zarządzenie czynności określonych w art. 19 ust. 1 nie winno budzić zastrzeżeń
      . (...)

       Tymczasem zachowanie podejrzanych, a potem oskarżonych w aferze gruntowej absolutnie nie wyczerpywało tego, co zawarła prokuratura w swoim „Stanowisku”.

      Co z tego wynika:

      Ano to, co napisaliśmy na wstępie, czyli rząd PiS mógł i powinien mieć świadomość, że cały materiał w sprawie afery gruntowej został zebrany bezprawnie, bo nie było podstaw do prowokacji, więc nie tylko nie ostanie się w sądzie, ale wręcz może i powinien stanowić podstawę do sporządzenia aktu oskarżenia wobec tych osób ze służb, które aferę rozpętały i tych, które im na to zezwoliły.

      Piszemy „mógł mieć świadomość”, bo nie możemy w tej chwili z całą pewnością stwierdzić, kto się z powyższą opinią zapoznał i dlaczego w ogóle powstała. Na pewno stwierdzić można, że skoro powstała w Prokuraturze Krajowej, powinien o niej wiedzieć jej szef, czyli ówczesny prokurator krajowy Dariusz Barski, zastępca ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. Jeśli tak, to wytrawny prokurator powinien natychmiast po powstaniu tego dokumentu, zważywszy na okoliczności i to, że afera gruntowa właśnie trzęsła Polską, poinformować o jego treści swego przełożonego, czyli ministra sprawiedliwości. Ten z kolei, w ramach swoich obowiązków, winien zaalarmować premiera Jarosława Kaczyńskiego. On zaś, tuszymy, winien wydać odpowiednie dyspozycje szefowi CBA, aby zapobiec dalszemu bezprawiu.

      Tak to wyglądać powinno teoretycznie. Jak było – nie wiemy. Wiem za to dobrze, jak jest. Wszyscy wymienieni politycy PiS twierdzą, że Kamiński jest niewinny, wyrok skandaliczny, a ułaskawienie to właściwie formalność - zadośćuczynienie. Czyżby jednak nie znali opinii własnej prokuratury sprzed lat? A może zapomnieli o niej? Jedno jest pewne: w Rzeczpospolitej Czwartej i Pół mamy marne szanse, aby na te pytania poznać prawdziwe odpowiedzi.

      Dodajmy na koniec, że pan Dariusz Barski cieszy się do tej pory zaufaniem PiS i Andrzeja Dudy, czego dowodzi to, że prezydent uczynił go swym przedstawicielem w Krajowej Radzie Prokuratury.


      Moskwasadowa & Anumlik

       

      Opinia prokuratury, według której działania CBA w aferze gruntowej były nielegalne: http://ms.gov.pl/Data/Files/_infoImport/aktual/071108_opinia1.pdf

      Zbigniew Ziobro oświadczający, że Mariusz Kamiński jest niewinny: http://wpolityce.pl/polityka/272197-zbigniew-ziobro-mariusz-kaminski-jest-niewinny-polityczny-wyrok-skazujacy-w-pierwszej-instancji-uniemozliwial-mu-dostep-do-informacji-tajnych

      Kim jest Dariusz Barski https://pl.wikipedia.org/wiki/Dariusz_Barski

      Wpis @anumlika na blogu Janiny Paradowskiej: http://paradowska.blog.polityka.pl/2015/02/06/widoki-na-starcie/#comment-192268

      Uzasadnienie wyroku na Mariusza Kamińskiego: http://wyborcza.pl/1,75478,19013671,sad-szef-cba-mariusz-kaminski-nie-tropil-korupcji.html

      O aferze gruntowej zwięźle: https://pl.wikipedia.org/wiki/Afera_gruntowa

      ____________________________________________________________________________

      Tu można złożyć podpis pod protestem przeciwko ułaskawieniu Mariusza Kamińskiego

      przez prezydenta Andrzeja Dudę:

      https://www.akcjademokracja.pl/kampanie/


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (198) Pokaż komentarze do wpisu „W imieniu Rzeczypospolitej?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      środa, 18 listopada 2015 21:27
  • wtorek, 17 listopada 2015
    • Stop polonizacji Europy!

      Kryminaliści u władzy, Europa drży ze strachu.

      Czy ułaskawienie Mariusza Kamińskiego przez prezydenta Andrzeja Dudę to koniec strefy Schengen? Co się dzieje w Polsce? Czy antypolska histeria jest usprawiedliwiona? Czy są podstawy do wyrzucenia Polski z UE?

      W odpowiedzi na te palące pytania może pomóc najświeższa:

      Korespondencja z Polski

      Niebezpieczni Polacy

      W tym prowincjonalnym kraju na Wisłą narasta z dnia na dzień histeryczny strach przed uchodźcami, podsycany przez miejscowych polityków, rząd i media. Choć żadnych uchodźców nie ma, tutejsi już się przed nimi aktywnie bronią. Oto w Poznaniu grupa wystraszonych polskich nastolatków pobiła prawie na śmierć 31-letniego syryjskiego kucharza agresywnie robiącego zakupy w centrum miasta.

      W każdej chwili mógł wejść do kościoła i nasikać do wody święconej. Musieliśmy reagować natychmiast w obronie wiary katolickiej – tłumaczył potem jeden ze sprawców, który nie został aresztowany, bo jego czyn wynikał z pobudek patriotycznych.

      W kilka dni później w miejscowości Września przerażony polski patriota napadł i pobił Hindusa, którego omyłkowo wziął za Syryjczyka. Podstępny Hindus został ukarany mandatem za wprowadzanie Polaków w błąd. Sprawca znajduje się pod opieką psychologa.

      To oszustwo wywołało u pacjenta traumę, wyjście z niej wymaga długotrwałej terapii. Trudno mu będzie znowu uwierzyć własnym oczom – tłumaczy dr Grunwald-Cedynia zajmujący się poszkodowanym.

      Wasz kot korespondent postanowił sprawdzić naocznie, czy przeciętny tubylec padł już ofiarą zagranicznej przestępczości, żeby ustalić stopień racjonalności nadwiślańskich lęków. W tym celu udał się na początek za miasto, gdzie przy drodze spotkał ładną panią, która, jak oświadczyła, właśnie szła na grzyby.

      Nie, Niemce i Ruskie ok, płacą bez targowania (za grzyby – aut.), ale Polaki się nie myjut i tarhujut, raz nawet jeden wziął, a potem nie zapłacił i tyle starego grzyba widziałam – powiedziała zbieraczka runa leśnego.

      W pobliskiej wsi Małe Ciche również o Polakach nie mieli najlepszej opinii. Pod sklepem  siedział miejscowy rolnik, degustując polskie wino wprost z butelki, jak się okazało, robił to z rozpaczy.

      Polak mi to zrobił, proszę pana, Polak-komornik. Panie, przyjechał z lawetą i zabrał mi traktor, kombajn, pralkę i nowiuśką plazmę! Że niby za długi! A ja nie mam żadnych długów! On się mnie pyta: Kowalski? Ja mu: w życiu, Nowak jestem! A on na to: może być! I zabrał! Bandyta! Teraz jestem bankrutem – opowiadał desperat.

      Napotkana nieopodal szlochająca rolniczka w zaawansowanej ciąży na pytanie, dlaczego płacze, wskazała swój brzuch.

      Polak mi to zrobił! Sąsiad! Od małego się znaliśmy. A jak co do czego, przepadł jak kamień w wodę. Teraz muszę szukać męża, ale ciężko mi chodzić – oświadczyła rolniczka-ofiara Polaka.

      Statystyki potwierdzają...

      ...wnioski z wizji lokalnej. Wielu to może zaskoczyć, ale okazuje się, że w Polsce 99.9% przestępstw popełniają Polacy. Jedynie w ubiegłym roku popełnili ich 873.245. Polacy zamordowali w tym okresie 526 Polaków, zgwałcili 1254 rodaczki i rodaków, dokonali 5951 pobić i 183362 kradzieży. Nic dziwnego, że w polskich więzieniach przebywa prawie 80 tysięcy osób, a w kolejce na miejsce do odsiadki czeka jakieś 40 tysięcy. Jak Polacy mogą się więc czuć bezpiecznie, skoro tylu Polaków to kryminaliści, w dodatku wielu to już skazańcy, ale ciągle na wolności?

      Staram się nie wychodzić z domu, zakupy robię przez internet – mówi 99-letnia pani Barbara, emerytka z Łowicza.

      Jeśli nie muszę wyjść, siedzę w domu, na przykład nie chodzę na wybory – wtóruje jej 40-letni Stefan z Radomia, którego postawa może tłumaczyć fakt, że frekwencja podczas polskich wyborów rzadko kiedy przekracza 50%.

      Raz poszliśmy całą rodziną na Marsz Niepodległości, ale tak się dzieci wystraszyły wulgarnego języka jakichś bandziorów w kominiarkach, że teraz tylko raz w roku chodzimy puszczać wianki – deklaruje Żaneta, młoda mama dwóch uroczych szkrabów, od jakiegoś czasu działaczka organizacji „Nigdy więcej”.

      Przerażona Europa

      Polska przestępczość nie bez powodu wzbudza lęk w innych krajach Unii Europejskiej. Polscy mordercy, złodzieje, oszuści i amatorzy mięsa łabędzi z angielskich parków to zagrożenie, którego nie można bagatelizować.

      Narzekają Czesi (cytaty ze źródeł linkowanych pod tekstem):

      W przygranicznych miejscowościach Polacy kradną złom i traktory. Poza tym awantury, pijaństwo, rozbijanie okien, niebezpieczny sposób jeżdżenia po wsi, próby malowania sprejem po murach – mówi wójt wsi Bila Voda Mirosláv Kocian. Starosta Hebertic Franciszek Kryspin skarży się na Polaków za włamania, podpalenia plastikowych kontenerów, niszczenie boisk i placów zabaw, łamanie ławek, zanieczyszczanie miejsc wypoczynku, kradzieże złomu, podrzucanie ton śmieci. W tej niewielkiej gminie w ciągu dwóch lat zanotowano 160 przestępstw popełnionych przez Polaków, w tym napad w biały dzień na sklepikarza i starsze kobiety.

      Niemcy z kolei twierdzą, że 44 polskie gangi dokonują 70% kradzieży samochodów na ich terytorium.

      W Belgii zaś:

      Polacy zakładają jednoosobowe firmy, po to tylko żeby po trzech miesiącach je zamknąć i wyłudzać minimum socjalne. Są też największą narodową grupą imigrantów przyłapanych na pracy na czarno. Wiceminister odpowiedzialny za walkę z oszustwami Carl Devlies zapowiada, że Belgia będzie wydalać oszustów. Skrajnie prawicowa flamandzka partia Vlaams Belang uruchomiła portal internetowy, na którym wzywa do przysyłania donosów na nielegalnych mieszkańców i pracowników w Belgii. Pierwszego dnia nadesłano ponad 200 donosów. 150 dotyczyło Polaków.

      W Irlandii:

      Władze potwierdzają, że Polacy są największą grupą imigrantów, która wyłudza zasiłki dla bezrobotnych i inne świadczenia socjalne.

      W Anglii:

      Dziś Polacy są najczęściej krytykowaną w mediach narodową grupą imigrancką. Anglicy nie lubią Polaków bardziej niż Pakistańczyków, Hindusów i przybyszów z Ghany. Niżej od nas stoją Rumuni, ale tylko pod warunkiem, że są Romami – alarmuje Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii.

      Trochę to nie dziwi, gdy wspomnieć o tym, że najbardziej znanym Polakiem w Zjednoczonym Królestwie jest 30-letni Damian Rz., który zadźgał nożem 6 osób (w tym troje dzieci), a nie lotnicy z dywizjonu 303 czy bramkarz Szczęsny.

      Nawet w dalekiej Islandii powstało „Stowarzyszenie Przeciw Polakom”. Jego 700 członków apeluje o pozbycie się Polaków „zanim będzie za późno”, gdyż 60% przestępstw popełnianych przez cudzoziemców popełniają właśnie Polacy.

      Pora na reakcję

      Do tej pory Europa znosiła inwazję 2.3 mln polskich imigrantów zarobkowych spokojnie i z godnością, w imię solidarności i dla spokoju sumienia, które nakazywało pomoc zapóźnionym cywilizacyjnie, kulturowo i obyczajowo sąsiadom zza Odry, jednak w obliczu kryzysu humanitarnego, grożącego śmiercią wielu pokojowym, dobrze wykształconym, tolerancyjnym i higienicznie zaawansowanym uchodźcom z krajów arabskich, pojawia się pokusa pozbycia się polskiej barbarii, dokuczającej ludziom Zachodu.

      Co zatem mamy zrobić z tą Polską?

      Na pewno Polacy nie pomagają sami sobie, demonstrując ksenofobię, bełkocząc jakieś histeryczne idiotyzmy o uchodźcach ustami szefa MSZ i wielu innych polityków partii rządzącej, a już zupełnie pogrążają się, gdy prezydent zatwierdza na stanowiska szefa służb specjalnych skazanego wyrokiem sądu Mariusza K., a potem ułaskawia go jeszcze przed ostatecznym wyrokiem. To są standardy azjatyckie, nie europejskie. Wstyd i żenada – powiedzą cni Europejczycy.

      Mimo to, jako wasz długoletni wierny korespondent z tej części świata, śmiem prosić Cię, Wysoka Opinio Publiczna cywilizowanych krajów, o wyrozumiałość i miłosierdzie. Pamiętajmy, że rząd polski to nie wszyscy Polacy. Dlatego: nie zamykajmy granic, dajmy im szansę przynajmniej na ucieczkę z kraju. Zgadzam się, że polonizację Europy trzeba natychmiast zatrzymać, ale nowa żelazna kurtyna to rozwiązanie ostateczne.

      Z Polski dla „Apocalypse now or next month

      Behemot, wasz kot



      Polscy mordercy terroryzują Europę: http://www.fakt.pl/wydarzenia/polacy-ktorzy-zabili-za-granica-galeria-zdjec,galeria,573952,1.html

      http://www.statystyka.policja.pl/st/ogolne-statystyki/47682,Postepowania-wszczete-przestepstwa-stwierdzone-i-wykrywalnosc-w-latach-1999-2014.html

      http://f7dobry.pl/jak-nas-widza-tak-nas-pisza-wizerunek-polaka-za-granica/



      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (84) Pokaż komentarze do wpisu „Stop polonizacji Europy!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 listopada 2015 20:09
  • sobota, 14 listopada 2015
    • Liberté, Égalité, Fraternité!

       

      Oddając cześć ofiarom zbrodniarzy z tak zwanego państwa islamskiego i wyrażając solidarność z Francją, nie zapominajmy, że zamachy w Paryżu zniszczyć mają przede wszystkim ducha Republiki, czyli Wolność, Równość i Braterstwo. Te trzy słowa dotyczą całej ludzkości, bez dzielenia jej wedle wyznania, koloru skóry czy płci. Dlatego sensu i siły tych słów najbardziej nienawidzą wszyscy ekstremiści religijni i polityczni na świecie.

      Terroryści chcieli uczynić zakładnikami wszystkich Europejczyków, nie tylko tych, którzy padli ofiarą ich bestialstwa w Paryżu. Mamy być zakładnikami strachu i nienawiści. O to toczy się gra: czy będziemy cywilizowanymi ludźmi, czy damy zrobić z siebie bestie podobne do tych zbrodniarzy. Bo nienawiść i strach z każdego mogą uczynić bestię. My, Europejczycy, doskonale o tym wiemy, pamiętamy Holokaust i Bośnię.

      Dzieje się to wszystko w sytuacji szczególnej, kiedy setki tysięcy muzułmanów i chrześcijan uciekają przed wojną i rządami fanatyków właśnie do Europy, ostoi wartości republikańskich, która chwieje się ostatnio nie pod naporem uchodźców, ale właśnie wrogów wolności, równości i braterstwa. To oni są co najmniej moralnymi wspólnikami terrorystów, jednak z ich działalności ciągną wymierne polityczne i materialne korzyści. Dzieje się tak choćby w samej Francji, na Węgrzech czy w Polsce, ale rzecz dotyczy w mniejszym lub większym stopniu całej Europy i całego Wolnego Świata.

      Z terroryzmem prędzej czy później sobie poradzimy, bandytów można zabić, można też wspólnymi siłami zlikwidować wreszcie przyczyny współczesnego terroryzmu islamskiego, tak jak udało się zlikwidować praktycznie przyczyny terroryzmu europejskiego, którego młodzi nie pamiętają wcale, ale starsi doskonale wiedzą o co chodzi. Oczywiście to proces długotrwały, trudny i kosztowny, a na razie jesteśmy dopiero na początku tej drogi. Jednak w tym momencie szczególnie musimy być świadomi tego, że każdy akt agresji i nienawiści wobec uchodźców i imigrantów to wyraz poparcia dla terrorystów, to zgoda na ich warunki gry i sposób pojmowania świata. Każdy wrzask „Je...ć islam!” skierowany pod adresem niewinnych ofiar terroru jest w istocie współuczestnictwem w terrorze. Każdy pobity w Polsce czy gdzie indziej Syryjczyk to prezent dla fanatyków z państwa islamskiego, wołających, że każdy uciekający do Europy uchodźca jest grzesznikiem, którego trzeba ukarać.

      Mieniący się „obrońcami chrześcijaństwa i Europy” mniej lub bardziej brunatni ignoranci, fanatycy i cynicy nie są żadną zaporą przed zbrodniarzami z drugiej strony, lecz ich lustrzanym odbiciem. Trzeba bronić się stanowczo przed jednymi i drugimi – militarnie, politycznie, edukacyjnie i ekonomicznie, ale przede wszystkim wcielając konsekwentnie w życie hasło: Liberté, Égalité, Fraternité!

      _______________________________________________________________________________________________

       

      P.S.

      Szanowni Państwo,

      powyższy wpis został wyróżniony przez gazetę.pl zalinkowaniem na głównej stronie portalu, co sprawiło mi przyjemność, która jednak zmieniła się w złość, gdy zobaczyłem, że został potraktowany jako przeciwwaga dla publikacji innego blogera, przedstawiającego w pigułce zestaw prawicowych mitów na temat islamu i sytuacji w Europie, posługującego się przy tym typowym dla tej formacji nieuctwem i kłamstwem.

      Samo to zestawienie jest obraźliwe dla mnie i dla Czytelników, ale to, że reklamowania tego zestawu podręcznego rasisty i ignoranta podjął się portal sam z własnej woli, niepokoi jeszcze bardziej.

      Nie powinno pomagać się w żaden sposób, przynajmniej w mediach uważających się za przyzwoite, w rozpowszechnianiu obrzydliwości w typie:

      Wezwań do „walki z mniejszościami islamskimi w Europie”, o których pochodzeniu zresztą autor pojęcia nie ma nijakiego, podobnie jak pan Kukiz, który dał popis chamstwa i ignorancji, gdy obarczył „winą” za sprowadzenie imigrantów „lewaków”, zapominając, że pierwsza znacząca fala imigracji arabskiej do Francji nastąpiła po zakończeniu wojny w Algierii, gdy de Gaulle, zdecydowany wróg „lewactwa”:-), ratował arabskich sojuszników, którym z rąk rodaków groziła śmierć za kolaborację. Adenauer według Kukiza też pewnie był „lewakiem”.

      Stereotypowych łgarstw o tym, że imigranci są leniwi, nie uczą się i nie pracują – ciekawy zresztą jest stan umysłu głoszących takie poglądy, bowiem według nich Europa ściągała ich właśnie do pracy w czasach, kiedy o pomocy socjalnej we współczesnym rozumieniu nikt nawet nie marzył, a w których dobrobyt Zachodu tworzony był przez migrantów z południa Europy i Turcji przede wszystkim.

      Wszelaka polemika z poglądami typu: „należy zlinczować (werbalnie, politycznie) kanclerz Merkel”, „lewackie debile”, „socjal jak Fundacja Helsińska” (co to, na Boga Ojca, znaczy???), negacją praw człowieka i tym podobnymi kuriozami - świadczącymi jedynie o tym, że autor tych wypocin nie ma pojęcia o niczym, ani o historii, ani o współczesności, nie zna żadnych danych i wszystko generalnie mu się miesza jak groch z kapustą - nie jest możliwa z mojego punktu widzenia, bo ja nie jestem nauczycielem w gimnazjum, gdzie autor nie opanował podstaw wiedzy. Te enuncjacje brzmią szczególnie zabawnie w ustach Polaka, czyli przedstawiciela narodu, który nie istniał w czasach, kiedy muzułmanie zamieszkiwali już Europę (oczywiście, islam dokonywał podbojów, jednak to chrześcijaństwo podbijało militarnie cały świat, nie islam).

      Nie można wreszcie promować tekstów, gdzie autor twierdzi, że w jego przekonaniu "prawdziwych uchodźców" jest niewielu, bo przekonanie autora bierze się jedynie z jego głowy, czyli z niczego, a nie choćby z danych UNHCR czy innych stosownych organizacji.

      Reasumując: promocja ciemnoty, która i tak pleni się na sryliardach portali prawicowych i nie tylko, mogła zostać Czytelnikom akurat portalu gazeta.pl oszczędzona. Amen, czyli: Liberté, Égalité, Fraternité :-)

      link do „zestawu rasisty i ignoranta” podaję z niechęcią, dla nauki, to znaczy – badań nad skutkami nieuctwa: http://lighter.blox.pl/2015/11/Europa-nie-ma-wyboru.html#FiBImg

      P.P.S.

      Właśnie ludzie o poziomie wiedzy jaki reprezentuje i rozpowszechnia na łamach gazety.pl autor powyżej opisanego tekstu dopuszczają się potem tego, co stało się w niedzielę we Wrześni, gdzie pijany polski "patriota" pobił Hindusa z wrzaskiem: "Ty Syryjczyku!".

      http://natemat.pl/161987,zostal-pobity-bo-sprawca-wzial-go-za-syryjczyka-w-rzeczywistosci-byl-hindusem

      Stop propagowaniu ignorancji, która jest źródłem nienawiści i przemocy.

      Vive la République! :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (373) Pokaż komentarze do wpisu „Liberté, Égalité, Fraternité!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      sobota, 14 listopada 2015 13:05
  • piątek, 13 listopada 2015
    • Biało-Czerwony Kapturek


      Prawdziwi patrioci odzyskali wprawdzie Polskę dla Polaków opowiadając bajki dorosłym (seria „Baśnie z 1001 Nocy Kryształowej”, między innymi: „Ali Baba parazyt zaraża 40 kebabów”, „Cudowna lampa Szydło, czyli 500 złotych na każde białe dziecko” oraz „Zatruta studnia, czyli o judejskich wyczynach w Jedwabnym”), ale dzieci państwa Elbanowskich i innych prawdziwych Polaków do tej pory narażone są na bajki lewackie, genderystyczne, satanistyczne i semickie w jednym. Tak dalej być nie może!

      Najwyższa pora z tym skończyć, bo Trybunał Konstytucyjny to sprawa dla polityków Polskiej Zjednoczonej Partii Narodowoparafialnosocjalistycznej, ale troska o najmłodszych to nasz wielki zbiorowy obowiązek. Dlatego musimy towarzyszom partyjnym pomóc, wszystkiego nie zrobią za nas. Okazją do bicia w dzwony na alarm w tym skandalicznie zaniedbanym przez nas temacie jest wczorajsza rocznica hańby narodowej, czyli premiery komunistycznego paszkwilu na braci Kaczyńskich pod tytułem „O dwóch takich co ukradli księżyc”, w którym główne role zagrali Lech Kaczyński (Jacek) i Jarosław Kaczyński (Placek).

      Tak, Szanowni Państwo, właśnie 12 listopada 1962 roku ten znieważający pamięć Największego Prezydenta W Historii Polski i jego brata-Prezesa film wszedł na ekrany, żeby kalać polskie symbole, kłamać i par excellence judzić. Żeby nie być gołosłownym, podaję streszczenie fabuły, które do tej pory nie wiedzieć czemu znajduje się na stronie rzekomo polskiej Wikipedii:

      We wsi Zapiecek na świat przychodzą bliźniacy – Jacek i Placek. Okazują się być niesamowicie żarłoczni, okrutni i leniwi. Wiadomo, że nic z nich nie wyrośnie. Ponieważ nie chcą pracować – teraz ani w przyszłości, postanawiają ukraść złoty księżyc i go sprzedać. Na drogę wykradają matce ostatni bochenek chleba (który później zamienia się w kamień). Wkrótce wpadają w ręce złoczyńców. Gdy wyprawiają się do złotego miasta, poznają pozorną wartość wszystkich skarbów. Wracają do Zapiecka i pragną pomagać rodzicom w pracy.

      Scenariusz tego karczemnego pseudo dzieła współtworzył nie bez kozery niejaki Brzechwa Jan, prawdziwe nazwisko Lesman, żydobanderowiec delegowany przez żydokomunę na stanowisko „polskiego” poety, wyjątkowo nienawidzący rodziny państwa Kaczyńskich, o czym świadczy choćby tytuł jednego z jego „utworów”: „Kaczka dziwaczka”.

      Wikipedia podle milczy o tym, że bracia K. chcieli odebrać księżyc komunistom i zwrócić go Polsce, lecz film został tak przemontowany, żeby ich zohydzić w oczach rodaków. Najlepszym dowodem, że szlachetnym dzieciaczkom udało się w rzeczywistości oszukać SB jest to, że nad naszym krajem możemy oglądać do tej pory pełnię księżyca, która teraz zwiastuje wreszcie pełnię szczęścia.

      Jak długo mamy znosić te komunistyczne oszustwa? Każda sekunda dłużej pluje nam i naszym dzieciom w twarz.

      Odkłamania domaga się zresztą o wiele więcej kominternowskich bajek, choćby obrzydliwe „Brzydkie kaczątko” niejakiego duńskiego geja Andersena, które w Polsce powinniśmy przerobić na podnoszące na duchu „Piękne orlątko”. Homolobby lansuje zresztą naszym dzieciom jeszcze gorsze świństwa, na przykład obrzydlistwo francuskiego komunisty Perraulta pod tytułem „Czerwony Kapturek”.

      Polskie dzieci tymczasem wołają o polskiego Biało-Czerwonego Kapturka, uwalnianego z brzucha wilka Tuska przez żołnierzy wyklętych, a nie, obraza Boska, jakiegoś gajowego z Ruskiej Budy!

      Osobiście zaś nie mogę się już doczekać prawdziwie polskiej i patriotycznej adaptacji słynnej książki Ferenca  Molnára „Chłopcy z Placu Broni”, która u nas powinna nosić tytuł: „Chłopcy z Placu Zbawiciela”. Losy małych prawdziwych Polaków, podpalających tęczę i budkę z antypolskim kebabem pod sowiecką ambasadą, a następnie niszczących kamieniami skłot anarchistycznych feministek, domagają się upamiętnienia w literaturze, która słusznie opiewałaby piękno naszych czasów. Polen, erwache! Pisarze-patrioci do piór!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (102) Pokaż komentarze do wpisu „Biało-Czerwony Kapturek”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      piątek, 13 listopada 2015 18:40
  • środa, 11 listopada 2015
    • Rocznica nieodzyskania niepodległości

       

      Mija właśnie okrągła jak trójkąt weimarski 97. rocznica nieodzyskania niepodległości przez Polskę. Dobrze w ten pochmurny dzień przypomnieć, dlaczego do tej pory Polacy są największym europejskim narodem, który nie ma własnego państwa i ciągle żyją pod zaborami. Nie żebym miał jakieś pretensje do Jaśnie Oświeconego Cara Białorusi, Nadprezydenta Prus czy Arcybiskupa Słowacji ks. Tiso V, ale jednak troszku żal.

      Prawie sto latte temu była szansa, że dołączymy do tych europejskich narodów, które wybiły się wtedy na niepodległość. Mogli Huculi, mogli Karaimi, mogli Cyganie, Polacy też mogli, ale nie zmogli.

      Dlaczego tak się stało? W odpowiedzi na to pytanie może nam pomóc lektura pracy znanego histeryka Polski nagradzanego tam i owam pana K. Behemota, z której obszernie przytaczam:

      Pora z wora wyciąc (wycięgnąć?) ten tajemicem, którą skrywajom archiwa Ludowego Instytutu Niepamięci Narodowej, za którego finansowanie wielkie sapsiba należy się diasporze wkurdyjskiej, która niezmięnnie popiera nasze donżuania niepotległościowe , chodżby poprzes wydanie analafabetu Falzkego, kturen niejako uposzondkował naszo ortografiję, dzieki czemu morzemy siem jakoś porozumiewać napiśmie via kon dijos komornik.

      Ale wracajonc do ad remu: czyli do tych days listopadowych sprzet lat bez mała łan hundered (łahet wiek), kture zadecydowali o tem, rze jezd jak jezd. O ile wią Czytelnicy obsenani z polska mowa i ciut kumate w historyji, polski peh zaczoł się jusz wtedy, kiedy słynny drzezowy pijanista Paderseki spóśnił się na Pendolino do Poznania i nie dojechał 11 listopada na Dworzec Pekiński do Warszawy, gdzie nie spotkał się z brygadierem Piłsuckim, poniefasz i sam brygadjer do naszej stolycy nie raczył dojehać na czas.

      Okoliczności spośniena Padereskiego som poszwehnie snane, gdysz kaszdy Polak mały wie, rze ciul jeden nie umił kupofać biletóf w internecie i do tego miał akurat debet na kocie, ale publicznom tajemnicom poliszynszyla jezd to, dlaczego do Warszawy nie dotarł komentant Piłsucki. Pora na te wydaszenie spuścić reflektor najnofszyh badań, popartyh śrudłami i biplografią, a taksze wykopalizkami.

      Pszetszonsajonc arhiwa wpadli mi w rence wierny stenogram sposzondzony przez niemieckie CBA w magdeburskiej twiercy, gdzie jusz od usmego XI trfali negocjacyje Teutonuf z panem Piłsuckim i Sosnkowskim, które z ramienia ushłego cesaża Niemcóf prowadził hrabia Harry Kessler:

      Hrabia Harry: Godziembo moja (herb Sosnkowskiego – aut.) kochana, Kazik, kurde w mordę, dupen do kwadraten!

      Kazimierz Sosnkowski, herbu Godziemba (szef sztabu I Brygady Legionów, również uwięziony w Magdeburgu – aut.): Ale o co chodzi!?

      Hrabia Harry: Piłsudski nie chce wyjść z celi!

      K. Sosnkowski: A po co miałby wychodzić?

      Hrabia Harry: Żeby Polska była niepodległa, żeby była przyjaźń polsko-niemiecka, żeby Hitler napadł na Polskę i żeby Polska weszła do Unii Europejskiej!

      K. Sosnkowski: No mnie to przekonuje, ale kto to jest Hitler?

      Hrabia Harry: Hitler jest absolutnie nieistotny, umrze w w 1945, ale Unia Europejska!

      K. Sosnkowski: To ważne?

      Hrabia Harry: Jak cholera, uwierz mi, Kazik!

      K. Sosnkowski: No i co Ziuk na to?

      Hrabia Harry: Żadnego NATO przez niego nie będzie. W tym rzecz!

      K. Sosnkowski: Nic nie rozumiem!

      Hrabia Harry: Ty nie masz rozumieć, masz Ziuka namówić, żeby wylazł z celi i pojechał do Warszawy, bo Polska ma być niepodległa!

      K. Sosnkowski: Polska jest najważniejsza! Co z tym Józefem???

      Hrabia Harry: Oszalał. Każe nam kury szczać prowadzać, a nie realpolitykę robić! Gada, że nie wyjdzie, bo podobno PiS za sto lat wygra wybory, więc jego zdaniem lepsze już zabory!

      K. Sosnkowski: Harry, chłopie, jak znam Ziuka, to on nie mówi tego bez powodu.



      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (91) Pokaż komentarze do wpisu „Rocznica nieodzyskania niepodległości”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      środa, 11 listopada 2015 18:36