MOSKWA SADOWA

Wpisy

  • poniedziałek, 15 września 2014
    • Pan Piotruś, cd.

       

      Rozdział II

       

      w którym najpierw Autor rozprawia się błyskawicznie z blondynką i rudą, żeby uratować intrygę przed erotyzacją w tak młodym wieku i przy okazji zrobić na złość tym, którzy w komentarzach liczyli na owocny rozwój sytuacji męsko-damskiej , a Pan Piotruś usiłuje uratować siebie samego, żeby jakoś dociągnąć przynajmniej do rozdziału III. No i dobrze: niech się chłop pomęczy. Jeszcze będzie prosił o koniec...

       

      1

       

      Osiadłszy miękko stopami na podłodze, Pan Piotruś poczuł, że jego mimowolny, między nami: całkowicie nikomu do niczego nieprzydatny i, co tu dużo kryć, po prostu chamski wzlot przy ekspresie do kawy może w konsekwencji zmienić „wylatać” na „wylecieć”, szczególnie kiedy wieść o nim dotrze do masowego odbiorcy z ust spanikowanej blondynki.

       

      - Takiej popularności mi nie trzeba, brr! - wzdrygnął się z lękiem - Lewitacja to jednak nie to samo, co latanie na paralotni!

       

      Ta konstatacja skłoniła go do natychmiastowego porzucenia rojeń o romansach w pracy i wprawiła w szybki, całkowicie naziemny kłus w kierunku sekretariatu pana prezesa, dokąd blondynka zapewne udała się w judaszowych zamiarach.

       

      - Nawet jeśli wezmą larwę za wariatkę, smród zostanie i mam pozamiatane – przenikliwie przewidywał weteran biurowych wojen, od niedawna i na wieki wieków amen kierownik – Nie dam się tak łatwo, już ja ci pokażę, że u nas tak lekko nie przeskakuje się hierarchii służbowej!

       

      Prawdę powiedziawszy, pan kierownik nie miał żadnego planu na wypadek, gdyby rzeczywiście śmietankowolica piękność postanowiła wypaplać o lewitacji, ale miał nadzieję, że zaimprowizuje coś na miejscu, zanim histeryczka stanie przed obliczem prezesa. Przy czym w głowie migotały mu na razie pomysły złe lub jeszcze głupsze, na przykład wzniecenie pożaru albo dyskretne wyrzucenie baby przez okno, siłą rzeczy Autor musiał więc interweniować przy pomocy kota, żeby mu się główny bohater do reszty nie skompromitował na samym początku, jak jaki, cholera, nie przymierzając chorąży orszański Andrzej Kmicic.

      Posłany na miejsce akcji migiem Behemot na trasie blondynki podłożył skórkę banana (sorry, rzecz działa się tak prędko, że nie można było sobie pozwolić na nic bardziej oryginalnego), dzięki której dziewczynina wywinęła orła jeszcze przed dotarciem do sekretariatu, skręciła nogę i trafiła na pogotowie, gdzie poznała przystojnego pana doktora, tym samym znikając z tej opowieści (jej dalsze losy zainteresowani mogą prześledzić w dowolnym polskim serialu).

       

      Dowiedziawszy się o szczęśliwym wypadku, Pan Piotruś podziękował Bogu i postanowił iść za ciosem. Żeby uniknąć w przyszłości podobnych zagrożeń, załatwił, że ruda została wysłana w trzymiesięczną delegację do Gorlic, gdzie przy sprzyjających okolicznościach mogła paść ofiarą zamieszkującego w pobliskich górach Andrzeja Stasiuka, o czym jednak milczą znane nam kroniki. Po tych wyczerpujących zajęciach przez kwadrans oddał się zwiększaniu sprzedaży oraz motywowaniu personelu, który nie wzbudzał w nim już na szczęście żadnych erotycznych emocji.

       

      2

       

      Po wyjściu z pracy nasz bohater natknął się na swego poprzednika na stanowisku kierownika, który siedział na chodniku z czapką na datki, dla niepoznaki ucharakteryzowany na ślepe bałkańskie dziecko z dysfunkcyjnej rodziny pasterskiej (po serii demaskatorskich publikacji, w których dziennikarze wytykali, że ludzie więcej dają żebrakom w garniturach niż autentycznie potrzebującym, krawaciarze nie dostawali ani grosza i zamieniali najlepsze garnitury na baranice z Dobrudży). Tu należy wyjaśnić, że Pan Piotruś nie miał nic wspólnego z wywaleniem na bruk swojego poprzednika, więc nie cierpiał na wyrzuty sumienia. Traktował jego obecną sytuację jako odległe, lecz groźne memento i widomy znak tego, że fortuna i trotuarem się toczy.

       

      - Wspomogę dziada – westchnął w myślach i wrzucił do czapki złotówkę (złotówkę, a nie dwa złote, bo słyszał, że w dyskontach sprzedają piwo za dwa złote, a nie chciał, żeby były przełożony stoczył się w alkoholizm) – Masz, kolego!

       

      - Dziękuję, stary! - odpowiedziało niewidome „dziecko” w łamanej albańszczyźnie i zapytało, czy nie słyszał może o jakiejś robocie do wzięcia.

       

      - Nie, kochany, ale nie siedź tu całymi dniami, weź się za siebie, schudnij, pobiegaj trochę, od tego zwiększa się poziom endorfin! - poradził pan Piotruś i czmychnął do auta, ścigany przez radosny jak fale Dunaju w delcie śmiech.

       

      - Masz rację, przyjacielu! Wezmę udział w maratonie i wygram tydzień w spa! - rechotał podrabiany Kosowar.

       

      - Niewdzięcznik! Powinien najpierw pójść na terapię i do psychologa! - orzekł w duchu poruszony niewdzięcznością obdarowanego p. Piotruś.

       

      Po drodze do domu wpadł do Biedronki i kupił doskonałe, jak wyczytał, winko na wieczór i sojowe krewetki z kurczaka, które wprost uwielbiała jego żona.

       

      - Należy nam się! - stwierdził nie bez kozery – Jak psu buda!

       

      Następnie zadzwonił do małżonki (słusznie słowo „małżonka” wyśmiewa we wspomnieniach Czesław Miłosz, bo jest pretensjonalne i idiotyczne, co mieszkańcy Litwy słyszeli już przed wojną, śmiejąc się z „małej żonki”) i powiedział, żeby wskoczyła w „ten komplet bielizny, który ci kupiłem na urodziny”, bo „będziemy świętować”.

       

      Małżonka rozłączyła się jakoś prędko, tak że nie usłyszał dokładnie, co mówiła. W każdym razie w mieszkaniu jej nie było, a wspomniany wyżej komplet bielizny smętnie zwisał z lampy stojącej w salonie. W obscenicznie wypiętym na kloszu staniku tkwiła karteczka z napisem: „Mam nocny dyżur, będę pojutrze”.

       

      - No tak – smętnie pogodził się z lampą, bielizną oraz treścią instalacji artystycznej pan Piotruś, choć nie bardzo rozumiał, jak nauczycielka możne mieć nocny dyżur w szkole języków obcych dla dzieci. Mniejsza o to, bo przecież przypomniał sobie, że umie latać. Hurra.

       

      3

       

      Hm, Szanowni, tu miał być ustęp trzeci, który wcięło w trakcie umieszczania tekstu na blogu - już wczoraj wieczorem, kiedy Autor nie mógł się dostać do bloga. Ale nic, w ciągu dnia, mać, odtworzymy. Diabelstwo jakieś, powiadam Wam, dywersja i sabotaż, no i skandal!

      Sam sobie pewnie skasowałem, choć odciski palców bez wątpienia są ruskie!;)))

      Procedura przywracania trwa...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (79) Pokaż komentarze do wpisu „Pan Piotruś, cd.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 września 2014 09:39
  • piątek, 08 sierpnia 2014
    • Pan Piotruś

       

      Rozdział I

       

      w którym do Pana Piotrusia dociera, że całkowicie wbrew swojej woli może zostać bohaterem jakiejś opowieści. Bohater in spe przeczuwa, że może wyjść mu to bokiem, na co natychmiast uzyskuje pierwszy dowód. Początkowi tragedii z podłym uśmiechem przygląda się jej brutalny autor-sadysta, który ma kota (czarnego).

       

      1

       

      Nie znacie dnia ani godziny – powiada ewangelista Mateusz, ale co on tam wie? Był piątek, trzynastego, a godzina dokładnie 5.30 rano, kiedy na niespokojnie śpiącym mężczyźnie spoczęło spojrzenie dwóch par zielonych ślepiów. Zużyty kolor pierwszych niebezpiecznie osuwał się w ubłocony feldgrau, a drugich przypominał jadeitowe ostrze.

       

      - Dlaczego on? - zapytał Behemot.

       

      - A dlaczego nie? - zapytał Autor.

       

      Za chwilę miał zadzwonić budzik. Panu Piotrusiowi śnił się wyjątkowy koszmar, którego nie miał na razie w ogóle pamiętać (przypomniane zostanie mu to w stosownej chwili), ale to, co czekało go na jawie, wcale nie nie zapowiadało się lepiej. Szczęśliwie nieświadomy niczego bohater, jak to zwykle bywa, nie ruszając się z własnego łóżka, właził w paszczę katastrofy. A raczej całego szeregu katastrof.

       

      - Sorry, takie masz feng shui geopolityczne... – westchnął z pewną dozą współczucia kot i rozwiał się jak sen jaki złoty wraz z nieczułym Autorem. Tymczasem na Pana Piotrusia zwalał się właśnie nowy dzień.

       

      Od dobrego miesiąca Pan Piotruś budził się z rozkoszą, jakiej nie znał od lat, bowiem dostał w pracy awans i po 25 latach ludzie przestali zwracać się doń per „panie Piotrusiu”, a zaczęli mówić „panie kierowniku”.

       

      - Jest na tym świecie sprawiedliwość, a prawdziwa cnota prędzej czy później będzie nagrodzona – majaczył niedobudzony Pan Piotruś, komentując zaistniałą, jakże przyjemną sytuację i marząc o tym, aby „panie kierowniku” choć raz powiedziała do niego jego własna żona albo choćby któraś z córek. Ponieważ był jednak człowiekiem roztropnym i rozsądnym, zamiast fantazjować, przetarł oczy i poszedł się wysikać.

       

      Pijąc kawę, starał się myśleć o sprawach przyjemniejszych niż rodzina, W końcu ile można zadręczać się tym, że żona zareagowała na zostanie przez niego kierownikiem wyjazdem na miesięczny kurs nurkowania parami na Synaju, a obie córki, ucałowawszy go serdecznie w policzki, podsunęły mu kredyty do podżyrowania.

       

      Przecież tego typu niedogodności rekompensowało choćby jedno zdanie jego 20-letniej blond podwładnej, która wyznała mu szczerze na boku, że awans mu się od dawna należał, a jego pomysły rozwiązań organizacyjnych są wprost genialne.

      - A miałem ją za idiotkę – kręcił z niedowierzaniem głową, nie mogąc sobie wybaczyć swojego pochopnego, seksistowskiego i niesprawiedliwego sądu na temat tej bystrej i życzliwej dziewczyny - Koniecznie muszę ją wreszcie docenić i bliżej poznać!

       

      Podjąwszy to postanowienie, pojechał do pracy.

       

      2

       

      Po odprawie kierownictwa sam prezes poprosił Pana Piotrusia do siebie.

       

      - Panie Piotrusiu, zajdzie pan do mnie na moment – powiedział poważnym acz przyjaznym głosem. Właśnie ta powaga i przyjazność pomogły Panu Piotrusiowi przełknąć „pana Piotrusia”, ponieważ reszta kierowników spojrzała na niego z zastanowieniem: No, no, panie kierowniku, sam prezes mówi do pana „panie Piotrusiu”, a gdyby się czepiał, powiedziałby kpiąco „panie kierowniku”.

       

      - Mniam, mniam – rozanielił się Pan Piotruś, życzliwe uśmiechając się do całego świata.

       

      Prezes znany był z tego, że nigdy nie owijał w bawełnę, więc zwrócił się do Pana Piotrusia wprost:

       

      - Panie Piotrusiu, nie będę owijał w bawełnę. W panu cała nadzieja. Wokół naszych produktów same, proszę pana, medialne kontrowersje, a nasza reklama, między nami, to, jak pisał noblista Sienkiewicz: Chuj, dupa i kamieni kupa. Przesadzili, cwele cholerne z agencji „Prawda i katolicyzm”, nie możemy fundować każdemu klientowi renty dożywotniej, sąd nie poznał się na żartach. Emeryci to wyjątkowo podłe i pieniacze towarzystwo. Dobiło nas zobowiązanie do wypełniania każdego garnka proszkiem do prania. Nie udźwignęliśmy, panie Piotrusiu, finansowo i logistycznie. Mówię to w zaufaniu: sprzedaż się załamała, nie mamy środków. Chłonność rynku wymaga pańskiej osobistej stymulacji. Od pana zależy nasza przyszłość. Musi pan wzbić się na wyżyny. Wylatać nad poziomy. To, między nami, obecnie nie tak wysoko. Inaczej leżymy i kwiczymy. Pan jest świeżą, doświadczoną krwią w organizmie naszej firmy! Rozumiemy się? Niech pan się wzbije! Inaczej konsekwencje będą straszne. Ja pana nie straszę. Jedziemy na tym samym wózku... - tu w oku prezesa zalśniła autentyczna łza – Sam mam kredyt hipoteczny!

       

      Słuchając szczerej i pasjonującej mowy prezesa, Pan Piotruś uświadamiał sobie ciężar odpowiedzialności i poczuł wdzięczność za zaufanie, jakim obdarzył go sam pan prezes.

       

      - Zrobię wszystko, kochany panie prezesie! Przysięgam, że będę nad poziomy wylatać! Osobiście uczynię rynek chłonnym, może pan na mnie liczyć! - ręka Pana Piotrusia spoczęła odruchowo na sercu, zupełnie jak dłonie piłkarzy brazylijskich przed meczem z Niemcami – Ale niech mi pan coś podpowie, skieruje na właściwą drogę... - w oczach Pana Piotrusia również zabłysły łzy wzruszenia.

       

      - Na początek, panie kierowniku, niech pan wyrzuci tą blond idiotkę, która całe dnie przesiaduje przy ekspresie do kawy dla średniego personelu i dupę wypina do kurierów w recepcji – doradził prezes, smarkając w chusteczkę, którą podał następnie Panu Piotrusiowi, bo ten miał bliżej do kosza na śmieci.

       

      3

       

      - Wszystkiego mieć nie można – ubolewał Pan Piotruś, żałując niedoszłego romansu z bystrą i życzliwą blondynką oraz formułując w myślach doskonałe referencje dla biednej dziewczyny. - Jest jeszcze ta ruda stażystka, której zwalniać nie trzeba – skonstatował z męską, szowinistyczną rezygnacją i polazł do socjalnego pomieszczenia dla średniego personelu, żeby strzelić sobie pocieszające espresso.

       

      Akurat nikogo nie było w środku, więc przymknął drzwi i żaluzje, żeby ponapawać się przez chwilę samotnie tryumfem woli i życzliwością Bogów.

       

      Ekspres syczał i bulgotał, a Pan Piotruś stanął i zamknął oczy. Ręce opuścił wzdłuż tułowia, wyprężył się i głęboko wciągnął powietrze.

       

      - Mój Boże, dożyłem, dożyłem swojej wielkiej okazji! - twarz Pana Piotrusia wypogodziła się i odmłodniała o dobre 40 lat. Poczuł się jak przedszkolak, który wygrał konkurs na najbardziej lubianego chłopca w grupie „Muchomorków” - Wreszcie mnie docenili!

       

      Endorfiny w Panu Piotrusiu wydzielały się z prędkością TGV (Pendolino to pikuś), a on z tego szczęścia poczuł, że, zgodnie z życzeniem prezesa, może wylatać nad poziomy. Dla żartu machnął kilka razy dłońmi i poczuł, że... rzeczywiście uniósł się kilka centymetrów nad podłogę.

       

      Uśmiechnął się i rozmarzył do reszty. Wtem drzwi do kuchenki otworzyły się i stanęła w nich blondynka, którą musiał zwolnić, aby być szczęśliwym.

       

      - Ja... ja bardzo cię lubię – wystękał nieporadnie na jej widok. Dziewczyna wyglądała jak wyjęta z amerykańskiego komiksu z lat 30.: krótko ścięta jasnowłosa piękność w czarnej sukience, której szaro-niebieskie oczy zrobiły się ze strachu i zdziwienia wielkie jak spodki, a dziecinna buzia pobladła niczym śmietankowe lody. Karmin ust przykryty dłonią (kawałek wystaje, więc karmin jest widoczny).

       

      - Pan lata! Pan lata! - wyszeptała zszokowana i uciekła.

       

      Pan Piotruś popatrzył w dół i dostrzegł, że jest dobre pół metra nad ziemią, a kiedy popatrzył w górę, zobaczył, że mało mu brakuje do czujnika przeciwpożarowego na suficie.

       

      - O kurwa, ja naprawdę latam! - pomyślał i wpadł w panikę, która szczęśliwie natychmiast ściągnęła go na podłogę – To jakaś pierdolona paranoja!

       

      Z otchłani podobno pierdolonej podobno paranoi na Pana Piotrusia spoglądały dwie pary zielonych ślepiów.

       

      Bratku, to dopiero początek – mówiły bez emocji.

        

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1377) Pokaż komentarze do wpisu „Pan Piotruś”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      piątek, 08 sierpnia 2014 01:43
  • wtorek, 15 lipca 2014
    • Janusz Osama bin Laden-Mikke

       

      Nie ma żadnego „Zderzenia cywilizacji”, o którym gaworzył staruszek Huntington. Zresztą: spośród książek, które wyrządziły największe szkody ludzkości, a jest ich sporo, w ostatnich latach jego wypociny wysuwają się na czoło. Mało jest tak nietrafnych i głupich diagnoz, które wywarłyby aż tak potężne skutki.

       

      Obecne konflikty, na pewnym poziomie ogólności, powodowane są zderzeniem dwóch systemów politycznych: cesarstwa i kalifatu. Przy czym kalifat nie jest spadkiem po muzułmanach jedynie, gdyż miał swoje odbicie na Zachodzie w postaci papiestwa i jego uzurpacji. W istocie więc mamy do czynienia z wojną, w której po jednej stronie są „talibowie” wszystkich religii świata (przy czym „religia” może równie oznaczać jej zaprzeczenia – coś w guście nazistów czy bolszewików, chodzi bardziej o wierność doktrynie i dogmatyzm), a po drugiej tradycja humanistyczna.

       

      Rządy „korwinisto-kaczystów” (oni różnią się jedynie formą, cel jest ten sam – depersonalizacja człowieka, albo poprzez zamienienie go w „masę”, albo w jednostkę abstrahowaną od reszty) są w istocie tożsame z tym, co obecnie wciela się w życie w „kalifacie” na terenie Syrii i Iraku oraz w Rosji, gdzie Putin flirtuje co najmniej z tego typu pomysłami.

       

      Dlatego „obrońców życia”, frondowców protestujących przeciwko jodze oraz łysoli drących się pod teatrami przeciwko „Golgota Picnic” traktować trzeba jak „chrześcijańskie” skrzydło Al-Kaidy. Gdyby Janusz Korwin-Mikke urodził się w Arabii Saudyjskiej, byłby kimś w guście Osamy. „Konserwatywnym rewolucjonistą”.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1319) Pokaż komentarze do wpisu „Janusz Osama bin Laden-Mikke”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 lipca 2014 22:53
  • poniedziałek, 14 lipca 2014
    • Aborcja

       

      z notatek byłego reportera:

       

      Miejsce akcji: klasa średnia

      Czas: zbliża się nowy wiek

       

       

      On –biznesmen początkujący

       

      Ona – zawód i funkcja nieprzetłumaczalne na język polski, zacięcie artystyczne

       

      On – ateusz

       

      Ona – ateuszka

       

      On: Wpadliśmy na początku kariery, pracujemy tyle, że nawet posiadanie akwarium byłoby nieodpowiedzialne...

       

      Ona (według niego) : Czy mam przerwać ciążę? To nasze dziecko! (płód nie ma więcej niż 3 tygodnie)

       

      On: Nie jesteśmy się w stanie zająć sobą, a co dopiero dzieckiem!

       

      Ona: Jestem z katolickiej rodziny!

       

      On: Od kiedy???

       

      Ona: Aborcja jest przestępstwem!

       

      On: Obiecuję ci, że za dwa-trzy lata będziemy mieć dziecko...

       

      Ona: Serio?

       

      On: Przysięgam!

       

      Ona: No dobrze, mój tata już opłacił zabieg!

       

      On (po): Teść poprosił, żebym poczekał w samochodzie...

       

       

      Skąd ta sprawa u dziennikarza? Bo po paru latach się to małżeństwo rozwodziło i pani oskarżała pana o to, że pan zmuszał ją do aborcji. Rzecz nawet nie w płci, lecz w temacie...

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (47) Pokaż komentarze do wpisu „Aborcja”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 14 lipca 2014 22:30
  • niedziela, 13 lipca 2014
    • Mata Hari

      Żeby nie było, że autor nic nie robi:

       

      Autor odniósł dziś pierwsze materialne korzyści z pisania bloga. Mianowicie podczas spotkania z naszą wiedeńską znajomą @Ju-li1, oprócz bezcennej przyjemności płynącej z jej towarzystwa i konwersacji, został obdarowany dwiema płytami Wiener Philharmoniker oraz butelką absyntu "Mata Hari" original 1881. Autor czuje się rozklejony i doceniony do tego stopnia, że nie trzeba żadnej Maty Hari, aby przyznał się do szczerego wzruszenia i zadeklarował pełną gotowość do dalszej współpracy. Z Czytelnikami;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (59) Pokaż komentarze do wpisu „Mata Hari”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      niedziela, 13 lipca 2014 22:26
  • sobota, 12 lipca 2014
    • Melancholia

       

      Poniedziałek, 7 dni do końca świata:

       

      W związku z wykryciem przez NASA planetoidy „Melancholia”, która za tydzień unicestwi życie na Ziemi, PiS zapowiada wniosek o wotum nieufności wobec rządu koalicji PO-PSL.

       

      - Moralna i polityczna odpowiedzialność za zagładę spoczywa na Tusku, Polacy zasługują na to, żeby w ostatnich dniach rządził nimi ktoś taki jak profesor Gliński – oświadczył prezes Kaczyński.

       

      Poseł Antoni Macierewicz zapowiada utworzenie parlamentarnego zespołu do spraw Armagedonu i postawienie winnych przed Trybunałem Stanu.

       

      Tygodnik „Wprost” publikuje „taśmy Wolszczana”, z których wynika, że słynny astronom 12 lat temu podczas obiadu z Romanem Giertychem oferował mu sprzedaż książki o końcu świata:

       

      - Mówię ci, stary koniu, prędzej czy później coś w nas jebnie na amen – mówi między innymi Wolszczan.

       

      - Spierdalaj, za to Kulczyk mi nie zapłaci – odpowiada mecenas Giertych.

       

      Wtorek, 6 dni do końca świata:

       

      Marek Beylin z „Gazety Wyborczej” deklaruje w komentarzu: Nie obawiam się zwycięstwa PiS w przyszłorocznych wyborach, a kościół katolicki przegrywa bitwę o sumienia Polaków. Apeluję o chwilę cierpliwości.

       

      Janusz Korwin-Mikke wrócił niespodziewanie z Brukseli do Polski:

       

      - Wróciłem, bo nie chcę spędzać ostatnich dni w burdelu i żeby zdążyć spełnić wszystkie przedwyborcze obietnice, wszyscy, którym obiecałem dać po mordzie, mogą być pewni, że słowa dotrzymam – zapowiada eurodeputowany.

       

      Marszałek sejmu Ewa Kopacz informuje, że głosowanie nad wnioskiem PiS w sprawie odwołania rządu odbędzie się: „W najbliższym możliwym terminie, czyli jakoś w przyszłym tygodniu”.

       

      „Provident” ogłasza, że do odwołania wstrzymuje udzielanie pożyczek.

       

      - Z całą stanowczością dementuję pogłoski, że zaprzestajemy także ściągania rat – podkreślił rzecznik firmy.

       

      Środa, 5 dni do końca świata:

       

      Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin poinformowali na wspólnej konferencji prasowej, że od zjednoczenia prawicy dzieli nas już tylko krok.

       

      Profesor Magdalena Środa ubolewa na łamach „Gazety Wyborczej”: Niesmakiem napawa mnie fakt, że zbliżający się do Ziemi planetoid nazwany została przez męskich szowinistów „Melancholią”, gdy ewidentnie powinien nosić imię „Patriarchat”.

       

      Giełda Papierów Wartościowych:

       

      „Puls Biznesu” odnotowuje zaskakujący wzrost kursu akcji firm oferujących turystyczne wypady w kosmos.

       

      TVP robi bokami:

       

      Rzecznik TVP ogłosił, że w piątek wyemitowany zostanie ostatni odcinek serialu „Klan”.

       

      - Nasza decyzja ma podłoże ekonomiczne, ostatnio dramatycznie spadły wpływy z abonamentu – tłumaczy Jacek Rakowiecki.

       

      Czwartek, 4 dni do końca świata:

       

      Napad stulecia w Warszawie:

       

      Grupa zamaskowanych i uzbrojonych bandytów napadła na konwój przewożący 100 milinów złotych.

       

      - Jesteśmy bezradni, gdyż motywy sprawców są dla nas kompletnie niezrozumiałe. Gdyby policja łapała każdego idiotę, nie mielibyśmy czasu na kontrole prędkości – przyznał szczerze rzecznik Komendy Głównej Policji Jarosław Sokołowski.

       

      A jednak można:

       

      W Warszawie dzieją się również rzeczy pozytywne.

       

      - Od jutra wprowadzamy wreszcie segregację śmieci na terenie całego miasta – oświadczyła z dumą prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz, informując przy okazji o kolejnej podwyżce cen biletów komunikacji miejskiej.

       

      Show biznes:

       

      Szok – Kuba Wojewódzki poinformował, że przechodzi do Polsatu.

       

      Piątek, 3 dni do końca świata:

       

      Adam Michnik w poruszającym wstępniaku w „Gazecie Wyborczej” przeprasza czytelników za brak dodatku „Gazeta Telewizyjna”.

       

      Arcybiskup Hoser w radiu Maryja:

       

      Jak chcecie sobie wieczorkiem tłusto pogrillować, spadajcie na drugą stronę Wisły do Nycza!

       

      Promocje:

       

      Lidl ogłasza obniżkę ceny mrożonek. Biedronka zachęca: kup pół litra, litr gratis! Media Markt przeprasza i zaprasza wszystkich idiotów.

       

      Sobota, 2 dni do końca świata:

       

      Tomasz Terlikowski na Fronda.pl:

       

      Wygraliśmy, ośrodek badania opinii publicznej Homo Homini podaje, iż z sondaży Exit poll wynika, że tego dnia nie sprzedano w Polsce ani jednej prezerwatywy!

       

      Strefa kibica:

       

      Kibice Wisły Kraków zapraszają kibiców Cracovii na pożegnalną ustawkę

       

      Poseł Pawłowicz na twitterze do Grodzkiej:

       

      Aniu, nigdy ci nie wybaczę, że zostałaś kobietą! Mogliśmy być razem!

       

      Ogłoszenia drobne:

       

      AAAA historyczny zegarek tanio!

      S. Nowak, Gdańsk

       

      Prezydent Komorowski w wieczornym orędziu do narodu:

       

      Polacy, nie dajmy się, zamiast żałoby ogłaszam jednodobowy karnawał narodowy!

       

      Niedziela, koniec świata:

       

      Jurek Owsiak:

       

      Kolejny finał za rok i o jeden dzień dłużej!!!

       

      Planetoida „Melancholia”:

       

      Grosza nie dam, omijam te lewackie planety!!!

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (61) Pokaż komentarze do wpisu „Melancholia”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      sobota, 12 lipca 2014 17:29
  • piątek, 11 lipca 2014
    • Korwin na salonach

       

       

      Rzecznik pałacu Buckingham:

       

      Szef ochrony Jej Królewskiej Mości zasugerował, żeby do pałacu nie wpuszczać Polaków w muszkach. Królowa podpisała stosowne zarządzenie.

       

      Były prezydent USA Bill Clinton:

       

      Cieszę się, że Monika Lewinsky nie słyszała o Korwinie, mój Boże, Radek, USA nie chcą już od Polaków żadnej „łaski”!

       

      Martin Schulz, przewodniczący PE:

       

      W związku z licznymi zapytaniami eurodeputowanych pragnę oświadczyć, że pan JKM był szczepiony na wściekliznę.

       

      Prezydent FR Władymir Putin:

       

      Janusz, priwiet, ty prosto kak Wowa Żyrik, tiomaju!

       

      Marine Le Pen, szefowa Front National:

       

      Trochę boję się zasiadać w europarlamencie. Przy JKM czuję się jak arabska Żydówka. Rozważam operację zmiany płci.

       

      Mike Tyson, były mistrz świata w boksie:

       

      JKM? Cienias, nawet nie próbował odgryźć ucha temu Boniemu!

       

      Sylvester Stallone, aktor i reżyser:

       

      Mogę odejść w spokoju, w Rocky VII Janusz godnie mnie zastąpi. Gołota przy JKM to baba!

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (138) Pokaż komentarze do wpisu „Korwin na salonach”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      piątek, 11 lipca 2014 21:39
  • czwartek, 10 lipca 2014
  • środa, 09 lipca 2014
    • Diabeł

       

      Diabeł nie ma rogów, ogona ani kopyt, wygląda jak poczciwy i dobrze ułożony profesor medycyny rocznik 1944. Nie czuć zapachu siarki, gdy cichym i spokojnym głosem wyjaśnia w telewizji, dlaczego skazał na tortury fizyczne i psychiczne matkę i rodzinę potwornie zdeformowanego dziecka, którego cierpienie łagodzi jedynie morfina. Dziecko to, da dobry Bóg, wkrótce umrze, ale zmuszona do jego urodzenia kobieta zapewne już nigdy nie dojdzie do siebie. Po kres jej życia dzięki Diabłu będzie prześladował ją widok wyłaniającego się z niej ciałka z mózgiem na wierzchu, rozszczepem twarzy i wiszącą gałką oczną.

       

      Diabeł ma czyste sumienie i jest obrońcą życia, mówi o Bogu i wartościach, a jego wielbiciele i dziennikarze spijają słowa z jego ust. Wyjącej z bólu, strachu i rozpaczy kobiety nie słychać, podobnie jak jej „uratowanego” przez Diabła dziecka – może wycisza je końska dawka narkotyku, a może po prostu ma niewykształcony aparat mowy.

       

      Diabeł, mimo wstawiennictwa kardynałów, biskupów i swoich czcicieli, został wyrzucony z pracy i stanie przed sądem za złamanie ludzkiego prawa. Mimo to nie traci spokoju i pewności siebie – wie, że nic tak naprawdę mu nie grozi, a za podłość i sadyzm, które w diabelskim narzeczu brzmią jak „sumienie" i "miłość”, kiedyś będą może chcieli wynieść go na ołtarze. Jemu, niezłomnemu apostołowi piekła, schlebiają takie myśli, które podsuwają mu oczadziali wyznawcy kościoła potępienia i nieczłowieczeństwa.

       

      Przyparty do muru i obnażony przez ludzkie prawo i jego funkcjonariuszy Diabeł nie ma w sobie krzty wstydu ni miłosierdzia. W programie telewizyjnym, którego, da dobry Bóg, nie oglądała jego umęczona ofiara, oświadcza, że kobieta jest sama sobie winna, bo dziecko poczęła w sprzecznej z prawem boskim procedurze in vitro.

       

      Wystąpienia telewizyjnego Diabła nikt nie komentuje, jego obrońcy porównują go do męczenników chrześcijańskich. Tymczasem na oczach milionów odbywa się bluźniercza parodia męki Chrystusa, podczas której wygodnie ukrzyżowany w fotelu Diabeł spluwa jadem w twarz swej ofiary, świata i Boga.

       

      P.S.

      Okazuje się, że dziecko, o którym mowa, umarło dziś o 20.35, czyli w trakcie pisania przeze mnie tego tekstu. Dzięki Bogu, przynajmniej jego cierpienia się skończyły.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (184) Pokaż komentarze do wpisu „Diabeł”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      środa, 09 lipca 2014 21:28
  • wtorek, 08 lipca 2014
    • Prawicowe zachęty

      Seks w internecie

       

      W moim wieku i przy mojej kondycji w upały nie chce mi się nawet ręką ruszyć, żeby muchę zabić, tymczasem na forum Wyborcza.pl niejaka @Anna Oa zachęca mnie do... masturbacji:

       

      Anna Oa

      Oceniono 12 razy -10

      @moskwasadowa
      hej MOskwa, tak na poczatek, opowiedz nam tutaj o Twojej radosci z masturbacji przed o przeczytaniu GW. jak metode preferujesz i dlaczego?



      Anna Oa

      Oceniono 2 razy -2

      @moskwasadowa
      moskwo, od dzieci wymaga sie, by publicznie opowiadaly o radosci masturbacji.
      daj wiec przyklad i opowiedz o TWOJEJ radosci z masturbacji. Oczywiscie - nie omieszkaj wspomniec o preferowanych metodach. Dokumentacja foto TWOJA OSOBISTA - rowniez nie zaszkodzi.



      Anna Oa

      Oceniono 2 razy -2

      @Anna Oa
      moskwo, bynajmniej niczego Ci nie proponuje. Ale skoro tak entuzjastycznie sie odnosisz do owych materialow- to daj nam tu przyklad. No moskwo, to onanizujesze sie przed, w trakcie czy po czytaniu GW? sluchamy!


      Cały tekst:
      http://wyborcza.pl/1,75478,16290348,Poslowie_o_pomysle_karania_wiezieniem_za__genderowa.html?v=1&pId=28515512&send-a=1#opinion28515512#ixzz36uKPSLcg


      Poczytałem i myślę sobie: wreszcie jakaś konstruktywna propozycja, na ogół hejterzy sugerują mi zupełnie inne, mniej przyjemne rzeczy. Od razu kliknąłem na @Anna Oa, żeby sprawdzić, czy oferta poważna i czy pochodzi od jakiegoś dziewczęcia, którego widok ewentualnie przezwyciężyłby moje wynikające z upału lenistwo, a nie na przykład od Janusza Korwin-Mikkego, który kompletnie nie jest w moim typie. Niestety – konto na fejsie jest bez zdjęcia, ale jego powierzchowna analiza wskazuje na to, że należy do osoby młodej, mającej poglądy właśnie w typie KNP – dowodzą tego umieszczone tam treści, w tym wiele dotyczących Marysi Sokołowskiej z Gorzowa Wielkopolskiego. W samczą dumę wbiło mnie, przyznaję, to, że Ania pisze „Marysia na premiera”, a mnie chce oglądać w trakcie masturbacji. W moim wieku bowiem znacznie częściej faceci otrzymują propozycję zostania premierem niż tą drugą.

       

      Ale po chwili, po początkowym upojeniu wybuchem testosteronu, przyszły wątpliwości: ja się namęczę, ale co z tego będę miał? dlaczego niby mam się publicznie „dzielić tą radością” bez jakiegokolwiek, hm, wsparcia? no i dlaczego dziewczę sugeruje, że potrzebuję do tego „Gazety Wyborczej”? O wątpliwościach związanych z wiernością małżeńską nie napomykam, bo w końcu „czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”;-)

       

      Wnioski nasuwają się ponure:

      1.spragnione ekscytujących doznań dziewczęta z prawicy nie znajdują wsparcia u kolegów-prawicowców albo owi koledzy robią to tak nieciekawie, że koleżanki muszą chodzić po prośbie do starych lewaków

      2.prawicówki chcą oglądać, ale bez żadnych konsekwencji – w dodatku nawet ręki do niczego nie chcą przyłożyć, więc nie ma mowy o jakimkolwiek seksie partnerskim – to jakiś rodzaj socjalistycznej postawy roszczeniowej – wstyd, prawico!

      3.Skoro Ania podejrzewa, że w stan napięcia seksualnego lewaka wprawia lektura „Wyborczej”, to do czego w tym środowisku używa się „Najwyższego Czasu” czy też „Do Rzeczy”, hę?

       

      Zważywszy powyższe fakty oraz zaawansowany wiek, kiepską kondycję, lekką nadwagę i to, że jestem żonaty, zmuszony jestem odrzucić pochlebną propozycję Ani Oa.

       

      Droga Aniu, czuję zaszczycony, ale powinnaś jednak chyba zwrócić się do swoich przyjaciół z prawej strony sceny politycznej – nie można wszystkiego zawsze zwalać na lewicę!

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (37) Pokaż komentarze do wpisu „Prawicowe zachęty”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 lipca 2014 22:47