MOSKWA SADOWA

Wpisy

  • sobota, 30 maja 2015
    • Teoria bezwzględności

       

      Mówi o tym, iż nikt nie wierzy, że mu się stanie krzywda, zanim nie dostanie w skórę – bezwzględnie. Weźmy takiego indyka, który myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścięli – można powiedzieć, że gość ma kłopoty z głowy, a inni jakiś z niego pożytek. Jeszcze wczoraj bulgotał na wolności, dziś w rosole.

       

       

      Gdy czytam niektóre teksty uznanych komentatorów mainstreamowych, powtarzających przy okazji elekcji na prezydenta tego pana, który rozdaje kawę na ulicy, że trzeba szanować demokrację i dać Andrzejowi Dudzie szansę, zmieniam się w zgrzytającego zębami jakobina, który ma ochotę robić kęsim, przynajmniej piórem.

      Co to są za zaklęcia z tym szanowaniem demokracji i woli wyborców? Czego taki Lis, Żakowski czy Wroński albo junior Meller się spodziewają? Że „lemingi” trzeba powstrzymywać przed zrobieniem zamachu majowego? Że chcą ruszyć na Belweder, żeby ustanowić wieczną dyktaturę Komorowskiego i nie dopuścić do złożenia przysięgi przez elekta? Może Sierakowski szykuje się do dopadnięcia Dudy na wernisażu w Zachęcie? Spokojnie, panowie, on nie z takich, poza tym tam akurat noga elekta w życiu nie postanie, czaić się trzeba najwyżej w muzeum Powstania Warszawskiego. Nijakich nastrojów morderczych wśród „lemingów” nie stwierdza się na razie, bo to są zwierzątka miłe i pokojowe, skończą z indykami w rosole.

       

      Mało apopleksji dzisiaj nie dostałem, kiedym w reżymowej telewizji w programie „Wszystko o kulturze” ujrzał młodego literata Łukasza Orbitowskiego, który, emablując skutecznie Beatę Tyszkiewicz (skomplementowała jego książkę, której, jak sama przyznała, nie zdążyła przeczytać), powiedział, że dla niego prezydent Duda jest tajemnicą, bo nie wie, czego się może po nim spodziewać. Dobić mnie chciał Maciej Nowak wygaszający z miną krytyka kulinarnego, który dostał na talerzu mysie bobki bez listka bobkowego, pogląd, iż w gruncie rzeczy Duda i Komorowski to samo, gdyż aktywność kulturalna pierwszego nie będzie różnić się specjalnie od drugiego, który fundował narodowi „wspólne czytanie Sienkiewicza” (Tu pani Tyszkiewicz zrobiła minę i uwagę „fuj, jakie to trujące”), a powinien, to już na głos nie padło, urządzić narodowe czytanie „Golgoty Picnic” - inaczej jest konserwa, zaścianek i obciach. Dyskusję gości cały czas szyderczo komentował element scenografii - napis: „Kultura, głupcze!”. To Sienkiewicz chichotał zza grobu.

       

      Myślę sobie: czy to ja oszalałem, czy oszaleli ludzie, których lubię, a jeśli nawet nie lubię, to przynajmniej szanuję? Czego wy, mili moi, jeszcze o prezydencie Dudzie nie wiecie i na co chcecie mu dawać szansę? Jakiej to niezgłębionej tajemnicy w nim chcecie dociekać i jak długo? No i pytanie podstawowe: po jaką cholerę?

       

      Elekt jaki jest, każdy widzi

       

      Pan prezydent, zaskoczony swoim zwycięstwem jak cała Polska, już zadeklarował, czym zajmie się w pierwszej kolejności, jeszcze nim dyskretnie zaczął wycofywać z nierealnych obietnic, dzięki którym wygrał wybory. Będzie to budowa pomnika smoleńskiego przed pałacem prezydenckim, wiążąca się z eksmisją księcia Józefa na koniu (zgodę na postawienie pomnika wyjednała u cara Potocka z Tyszkiewiczów – co na to wielce szanowna panie Beata T.? gdzie protesty choćby obrońców zwierząt?). Książę Pepi ostatni raz zmienił lokalizację z rozkazu generała SS Ericha von dem Bacha-Zelewskiego, który kazał go wysadzić w powietrze 16 grudnia 1944 roku. Ciekawe, czy śp. prezydent Lech Kaczyński byłby zachwycony tym, w czyje ślady idą jego „polityczne dzieci”.

      W sukurs panu prezydentowi-elektowi przyszedł od razu jego były szef z pisowskiego ministerstwa sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, proponując w sprawie pomnika złamanie Konstytucji przy pomocy specjalnej ustawy. Jak się Pepi będzie stawiać, to wkrótce uniewinniony lub ułaskawiony przez prezydenta Mariusz Kamiński, który powróci na stanowisko szefa CBA, przeprowadzi modelową prowokację i okaże się, że książę brał łapówki przy przetargu na śmigłowiec dla polskiej armii.

       

      Z wspomnianą Konstytucją pana prezydenta-elekta wydaje się łączyć wzajemna nieznajomość: ona go nie przewiduje, on jej nie zna. Taki wniosek płynie z tego, że elekt proponuje wstrzymanie działania sejmu, senatu, rządu i prezydenta RP do czasu objęcia przez siebie urzędu, bo to „okres przejściowy”. Myślę, że takie rzeczy mogą spowodować u Konstytucji pewne uprzedzenia wobec doktora prawa Andrzeja Dudy. Dlatego apeluję: Konstytucjo, miej serce, wybacz nowemu panu prezydentowi! To człowiek zajęty, a to pisze wnioski do TK w sprawie obrony SKOK-ów przed kontrolą ze strony KNF (serdecznie podziękowania od zarządu SKOK Wołomin), a to zasiada w Europarlamencie, a na robotę ma taki apetyt, że nawet na urlopie z UJ naucza prawa w Poznaniu i roznosi kawę w Warszawie. Jak tu znaleźć czas na czytanie, skoro trzeba kombinować, jak nie spotkać się prezydentem Ukrainy?

      Znacznie ważniejsze od tego jest zakomunikowanie społeczeństwu w wywiadzie dla „Rzepy”, że do pracy w pałacu będzie się przyjmować bez testu Hosera, czyli bez zaglądania w rozporek. Niezależność i suwerenność manifestowana w ten sposób przez prezydenta może rzucić niejednego na kolana, a jak się jeszcze okaże, że lista sprzątaczek nie będzie zatwierdzana przy Nowogrodzkiej, to Kennedy wysiada.

       

      Indyki pchają się na obiad

       

      Ktoś powie, że to są wszystko jedynie wpadki debiutanta. Jednak wpadki wiele mówiące, jeden pisze „bul”, czyli nie zna ortografii, drugi mówi do parlamentu i urzędującego prezydenta „nie zmieniajcie państwa”, czyli nie zna Konstytucji, co jest wersją dla niego łaskawą, gdyż tak naprawdę to jest wezwanie do jej złamania, które wcale nie wynika z niewiedzy, lecz lekceważącego stosunku do prawa, Rzeczpospolitej i jej obywateli. To jest gruba różnica na tym stanowisku. Ale o tym zaraz. Najpierw o nadziejach mainstreamowych indyków.

       

      Modne jest liczenie na to, że prezydent Duda usamodzielni się i powstanie ośrodek konkurencyjny dla dworu prezesa. Sam Kaczyński ochoczo gra w tej komedii, gnie się przed elektem w ukłonach, uzależnia od jego woli to, kto zostanie premierem (formalnie jest tak i bez podkreślania tego przez prezesa) i jeszcze setnie bawi się bon motami w rodzaju deponowania dymisji in blanco potencjalnego premiera u prezydenta (Konstytucja znowu nic o tym nie wie). Tymczasem rzeczywistość zakulisową opisał były premier Marcinkiewicz, który opowiadał, jak to po nominacji usłyszał, że „teraz mój Błaszczak będzie twoim szefem”.

       

      Stratedzy” mainstreamu liczą pewnie na to, że Duda może w razie katastrofy populistycznej (jakiegoś super zwycięstwa Kukiza), jako były udek i potencjalny chadek (!), stanowić most, na którym powstanie jakiś nowy „POPiS”, który będzie ratował Polskę przed jeszcze większym nieszczęściem. Po pierwsze: to samo w sobie byłoby nieszczęście, po drugie: żadnego „POPiS-u” nie będzie. Taki numer to dla PO śmierć.

       

      Andrzej Duda, mimo pozbycia się legitymacji PiS, jest od tej partii całkowicie zależny. Nie będzie próbował wybijać się niepodległość z wielu powodów, między innymi i takiego, że wie, co go by w takim wypadku czekało. Jarosław Kaczyński już wiele razy pokazał, jak traktuje „zdrajców”, począwszy od Wałęsy, którego kukłę palono po zerwaniu przez niego z braćmi, poprzez pisowskiego szefa MSWiA Janusza Kaczmarka, który mało co nie trafił do więzienia, a okrzyknięty został przestępcą i agentem, po Zbigniewa Ziobrę, najwierniejszego z wiernych, wspólnika w zarządzaniu IV RP, któremu do dziś nie wybaczył zdrady.

       

      W razie jakiejkolwiek nielojalności wobec prezesa, Andrzej Duda zostanie sam, sam wobec fali nienawiści, jaką wobec niego się rozpęta, okaże się oszustem, mężem Żydówki, wspólnikiem Geremka i Michnika, zarządcą kondominium i człowiekiem, który z niewiadomych przyczyn wykręcił się z lotu do Smoleńska. Będzie skończony. Dobije go były mainstream, apelując o szacunek dla głowy państwa i rzetelną ocenę jego prezydentury, czym udowodni, że prezes ma jak zwykle rację.

       

      Kra, kra, kra

       

      To jednak nie będzie potrzebne. Prezydent Duda będzie lojalnym funkcjonariuszem RP – IV RP. Z godnością będzie pełnił obowiązki notariusza, czyli podpisywał ustawy, podesłane mu przez parlament, w którym być może już jesienią konstytucyjną większość będzie miał PiS, wraz z rozłamowcami „chrześcijańskimi” z PO i Kukizem, którego ludzie nie oprą się udziałowi we władzy, dołączy do tego PSL, w którym nadejdzie czas Jarubasów.

       

      Taka jest z grubsza wizja prezesa i prezydenta, dlatego też nie bardzo certolą się z obecną Konstytucją – mają ją za mocno tymczasową, a w dodatku mają pewność, że skoro nikt nigdy nie próbował pierwszej IV RP rozliczyć z jej łamania, to tym bardziej drugiej IV RP to nie grozi. Urządzą ją wzorem Węgier Orbana, gdzie demokracja to jest napis na szyldzie, w środku zaś panuje stosunkowo łagodna tyrania. Mniejszość związana z partią rządzącą ma pełnię władzy zapewnioną konstytucyjnie. W razie czego są jeszcze wzory suwerennej demokracji tureckiej i rosyjskiej.

       

      Polska, zgodnie z zapowiedziami ideologów w typie poseł-zaraz minister prezydencki Szczerski, stanie się już oficjalnie i ustrojowo katolickim państwem wyznaniowym, w którym nikt nie będzie więziony za przekonania sprzeczne z oficjalną ideologią, dopóki nie będzie ich manifestował, bo takie manifestacje obrażają religijne i patriotyczne uczucia większości obywateli. Powstanie wyczekiwana Polska Rzeczpospolita Chrześcijańsko-Ludowa, kraj białych ludzi o czarnych sercach.

       

      Nadchodzą znowu epoki, w których przeżyje tylko to, co umie pełzać – krakał już wiele lat temu Nicolás Gómez Dávila, stary mądry reakcjonista, nb. wróg demokracji.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (32) Pokaż komentarze do wpisu „Teoria bezwzględności”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      sobota, 30 maja 2015 21:36
  • piątek, 29 maja 2015
    • Perły przed wieprze

       

      Polacy coraz mniej czytają, a już zupełnie nie czytają Dmowskiego, tak wynika z badań. Podobno to tragedia, wstyd i katastrofa gorsza od smoleńskiej. Chodzą słuchy, że zajadli i agresywni fanatycy czytania spiskują, żeby przed pałacem prezydenckim bezprawnie postawić pomnik Polaka czytającego mistrza Romana, który niewątpliwie obrażałby analfabetyczne uczucia większości narodu. Powiedzieć, że to zamach na demokrację, to nic nie powiedzieć. Sytuacja robi się gramatyczna. Profesor Pawłowicz tak chce pomnika, że oświadczyła, iż wycofa się z życia publicznego, jeśli go nie będzie. Chcę wreszcie spokojnie poczytać w domu - powiedziała w wywiadzie dla Onet.pl.

       

      Dlatego biję na alarm: Nie zmuszajcie narodu do lektury Dmowskiego! Ręce precz od funkcjonalnych i wtórnych analfabetów! Dajcie żyć i nie czytać! Człowiek, który nie czyta Dmowskiego, jest mniej awanturujący się, zdrowszy, szczęśliwszy oraz z większą ochotą się rozmnaża (ma na to więcej czasu), co w dobie kryzysu demograficznego ma kolosalne znaczenie dla Ojczyzny.

      Czytanie zaś - w ogóle, a Dmowskiego szczególnie - może być przyczyną wielu groźnych chorób, takich jak: korwinka krwawa, marksica, gmyziec, endekoza, maoica, polpotia i kukizia, że o imposybilii i kołtunie nie wspomnę, a e-depresję (dopada czytających wSieci) przemilczę.

       

      Ratujmy maluchy!

       

      W tym tygodniu szereg powodów, dla których czytać bez opamiętania nie należy, przytoczyli już Daniel Passent w „Polityce” i Janusz Anderman w „Wyborczej”, cytując obszernie produkty przemysłu miłości mediów niepokornych. Jednak na nic zdały się ich ostrzeżenia i zaklinania, ludzie dalej czytają, w dodatku czytają co popadnie, a nie Dmowskiego - autor widzi to choćby po swoim blogu. Dlatego postanowił, zdając sobie sprawę z tego, że siły ma mizerne, a autorytet jeszcze mniejszy, wesprzeć Wielkich w ich zbożnym dziele i pomóc im w krucjacie przeciwko nieodpowiedzialnemu czytaniu.

       

      Autorowi chodzi przede wszystkim o los dzieci (starzy są nie do uratowania). O nasze pociechy, z których wyrośnie jakiś elektorat, co może mieć zgubne skutki także i dla nas, jeśli nadal będziemy pozwalać tuczyć je śmieciowymi lekturami. Najzdrowsze dziecko, karmione przez rodziców bajkami Andersena, dostające na obiad w szkole Sienkiewicza wraz ze światłymi objaśnieniami i Nowy Testament wraz z komentarzem Terlikowskiego, a na przerwach wsuwające Harry'ego Pottera, czasem pozbawione jest opieki i wtedy w sieci może wleźć do na przykład wPolityce.pl - nieszczęście gotowe. Dlaczego w tym kraju alkohol sprzedawany jest od 18. roku życia, a każde dziecko może czytać rzeczy, które walą w dekiel gorzej od dopalaczy?

       

      Oto słowo niepokorne:

       

      Komorowski brodzi w bagnie własnej pychy, zanurzony w niej po uszy. Facet, który po pijaku przejechał ciężarną zakonnicę na pasach, chce nas prowadzić na drodze polskiej wolności. Michnik powinien się pochlastać.

       

      Stanisław Januszewski (wPolityce.pl)

       

       

      Karolak gra bydlaka”

       

      Obejrzałem pana Karolaka (Tomasza Karolaka, aktora, który poparł Komorowskiego – aut.) w „Ojcu Mateuszu”. Ot, taka sobie rólka paskudnika. Ale jakoś mu to pasowało. Był rzeczywiście świetny. Może był po prostu sobą.

       

      Stefan Truszczyński (ibid.)

       

       Wajdowie czy Olbrychscy swoim politycznym zaślepieniem produkują całe tabuny bezmyślnych celebrytów w służbie władzy.

      Te osobistości dają się żałośnie wykorzystywać przez politycznych nieudaczników (…)

       

      Stanisław Janecki (ibid.)

       

       

      To (wygrana A. Dudy – aut.) nie byłoby możliwe bez pomocy „z góry”. W końcu Polacy głosowali w dzień Zesłania Ducha Świętego.

      Oto przegrał obóz, który z nikczemności uczynił polityczną metodę. Najpierw konstruując i rozpędzając przemysł pogardy, a potem depcząc pamięć i dobre imię poległych w Smoleńsku.

       

      Jacek Karnowski (ibid.)

       

       

      #Uczciwe media”

       

      Z rasistowskim i wykluczającym charakterem przekazu w mediach mainstreamu w Polsce trzeba skończyć! - apeluje m.in. Marcin Wolski (ibid.), aby w Niezależnej.pl napisać:

      Zadarliście z wartościami, które wypisywaliście kiedyś na waszych biało-czerwonych sztandarach (Bóg Honor Ojczyzna), a które zamieniliście na różowe, wybierając na chorążych lewaków i zaprzańców.

       

      Wewnętrzni Moskale”

       

      Jak pisze Rymkiewicz, wewnętrzni Moskale nie znikną z dnia na dzień. Raczej zewrą szeregi. Będą szli trzymając się pod ręce. Parami. Jak do odtańczenia kozaka. Dalej bratcy w prysiudy (w oryginale „prisiudy” - aut.)! Wajda z generałem Izydorczykiem. Olbrychski z generałem Czempińskim. Olejnik – jak to już bywało – z Urbanem. Kwaśniewski z Millerem idą w ślinę. Jest i młodzież. Sędzia Tuleja ( zdaję się, że on nazywa się Tuleya – aut.) z Kiszczakiem. Będą nieśli transparent: W jedności siła. Nie będzie wśród nich już zamordowanego – wiele na to wskazuje – generała Petelickiego. Ale będzie ich wielu. Tysiące. Tysiące wewnętrznych Moskali, którzy zrobią wszystko, aby Polska nie stała się Polską. Żeby Polska była krajem z definicji chorym, zdegenerowanym i pełnym poczucia winy.

       

      Henryk Skwarczyński (wPolityce.pl)

       

       

      Kochani! Sami widzicie – z lekturami nie ma żartów. Jak nie będziecie pilnować przynajmniej własnych dzieci, żeby nie czytały byle czego, w następnych wyborach może nie wygrać lider społecznego zaufania w Polsce Paweł Kukiz, ale jakiś artysta Popek, poddany skaryfikacji lider zespołu muzycznego „Gang Albanii”, który niczego wprawdzie nikomu nie obiecuje (na razie), ale pokazuje młodym, jak żyć, choćby w utworach takich jak „Kokainowy Baron”, „Królowie życia” czy „Napad na bank”.

       

      P.S. Sorry, trzepłem się w tytule, jest: „Perły przed wieprze”, a miało być odwrotnie;)

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (159) Pokaż komentarze do wpisu „Perły przed wieprze”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      piątek, 29 maja 2015 12:33
  • środa, 27 maja 2015
    • Zmiana

       

      Jeszcze wczoraj Ziemia była nieortodoksyjnie okrągła, a już jutro będzie płaska. Dziś znajduje się w przejściowej fazie deptanego pączka, ale idealna płaskość jest nieuchronna. Pora zacząć się przyzwyczajać.

       

      Pozwólcie, że powiem coś od siebie, może to Was ciut zaskoczyć: świat się zmienia. To tylko początek szokującej hipotezy, bowiem dalej idzie ona tak: bywa, że nie są to zmiany na lepsze.

      Powie ktoś: ludzkość przetrwała wcześniej kilka zlodowaceń i potopów, powinna zatem jakoś przeżyć i nowe średniowiecze. Ja mu na to: czasem znękany człek może zatęsknić za niebanalnym odwróceniem biegunów, że o banalnej planetoidzie „Melancholia” nie wspomnę. Choć może nie od razu „Melancholia”, w sumie wystarczyłoby punktowe uderzenie meteorytu „Smuteczek”. W razie czego pokażę, gdzie i w co. Niestety – nie ma komu. Jak zwykle końca świata nie będzie. Trzeba przywyknąć. Przecież wszystko już było (to moje kolejne odkrycie).

       

      Czy czytelnika „Króla Maciusia Pierwszego” może czymś zaskoczyć Paweł Kukiz i jego elektorat? Wolne żarty. Nawiasem: Korczaka należy natychmiast dołączyć do szacownego grona starotestamentowych proroków za wizję dziecięcego sejmu, który rozpirza cały kraj. Sam opis przyjaźni między Maciusiem a prezesem, tfu, królem ludożerców Bum-Drumem wart jest więcej niż cały Nostradamus.

       

      Analogicznie: czy w kraju, gdzie tysiące ludzi wpłacają oszczędności całego życia do firmy, która obiecuje, że za rok dostaną dwa razy tyle, może dziwić demokratyczny wybór św. Mikołaja na prezydenta? Maciusie po prostu kochają św. Mikołaja - czy on nazywa się gwiazdor, czy dziadek Mróz.

      Ale tymczasem wracajmy, jak to mówią ludzie na poziomie, do naszego ad remu.

       

      Apostołowie płaskiej Ziemi

       

      Współcześnie wiara w to, że (za Wikipedią) „Ziemia jest dyskiem z centrum w biegunie północnym, otoczonym ścianą lodu, a okrążające ją Słońce i Księżyc mają po 52 km średnicy”, głoszona jest przez stworzone w 1956 roku przez Samuela Shentona Towarzystwo Płaskiej Ziemi. Dalej: „Shenton uważał, że zdjęcia Ziemi z kosmosu są mistyfikacją. Po jego śmierci w 1971 roku prezesem towarzystwa został Charles K. Johnson. W ciągu trzech dekad, w których przewodził organizacji, osiągnęła ona liczebność 3000 członków. Po śmierci Johnsona w 2001 roku w organizacji nastąpiła stagnacja, jednak trzy lata później została ożywiona przez nowego prezesa (! - wykrzyknik autora), Daniela Shentona."

       

      Nim przejdziemy do opisu polskiego odłamu Towarzystwa, musimy zdać sobie sprawę z tego, że teoria płaskiej Ziemi jest właściwie nie do obalenia. Skoro zdjęcia z kosmosu są mistyfikacją, to logicznym jest, że nawet gdyby wysłać samego prezesa (! - wykrzyknik autora) Shentona w kosmos, żeby mu pewne rzeczy unaocznić, rzeczony prezes (dobra, już nie będę!) uznałby swą podróż za kolejną mistyfikację. Nawet wysłanie w kosmos całej ludzkości nic by w tej sprawie nie pomogło, ponieważ, jak twierdziłoby z pewnością Towarzystwo, podróż ta odbyłaby się jedynie w Matriksie.

       

      Polacy, naród zdolny prawie do wszystkiego, twórczo rozwinęli teorię płaskoziemia. Już w latach 90. XX wieku powstały pierwsze hipotezy, w których zakładano, że Ziemia może mieć kształt  placka wałkowanego na okrągłym stole, powstałym w Magdalence i wpisanym w trójkąt o wierzchołkach Kiszczak-Bolek-Michnik, przypominający nieco, jeśli spojrzeć pod odpowiednim kątem, gwiazdę Dawida/sierp i młot.

       

      Kościół przychylnie przyglądał się tym próbom redefinicji kształtu Ziemi i lustracji między innymi Pitagorasa oraz Kopernika (istniały domysły, że był kobietą), co do których moralności miał szereg zastrzeżeń od dawna. Bliscy mu naukowcy z uniwersytetu we Frondborku wysunęli więc tezę, że Ziemia jest płaska, ale nie jest plackiem stworzonym na okrągłym stole szatana, lecz ma prawowierny kształt krzyża. To ortodoksyjne stanowisko nie tłumaczyło jednak jasno obecności zła na Ziemi (tej Ziemi).

       

      I wtedy pojawił się zbawca polskiej kosmologii, który pogodził krzyżowych fundamentalistów ze zwolennikami diabelskiego plackizmu – prezes polskiego oddziału Towarzystwa Płaskiej Ziemi. Oparłszy się na kosmologii historycznej, sformułował teorię, w której kształt Ziemi zmieniał się dynamicznie: na początku był krzyż (chrzest Polski, złoty wiek), potem placek pełen zgliszcz (PRL, III RP – hańba domowa), a w teraźniejszości dążymy do odzyskania doskonałego kształtu, czyli idylli piastowskiego krzyża. Byli tacy, którzy może i sprzeczaliby się z wizją prezesa, ale zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich dowodnie wykazało, że jeśli nawet prezes nie ma jeszcze racji, to może ją mieć wkrótce i lepiej mu się nie narażać.

       

      Cholerni kopernikanie

       

      Stanowią obecnie ogromny problem społeczny. Do tej mniejszości niedowiarków należy 48% narodu. Należy się obawiać, że w tej patologicznej grupie już jesienią pojawią się pierwsi terroryści, którzy mogą zacząć na murach wypisywać wywrotowe hasła typu „Ziemia jest kulą” czy też „Kopernik na prezydenta”. Towarzystwo Płaskiej Ziemi głowi się nad tym, jak i co z nimi zrobić. Ani tego wysłać w kosmos, ani umieścić w Matriksie. Obowiązkowa katecheza wszystkiego nie załatwi, nie wszyscy wyemigrują, nie wszystkich można zamknąć. Na razie przeważa koncepcja, żeby zastosować wobec nich raczej więcej marchewki niż kija, ale większość szeregowych członków Towarzystwa jest tym szalenie zdegustowana. Chcieliby, żeby tę bandę spotkała zasłużona kara.

      I trzeba to zrozumieć, bo ci cholerni „kopernikanie” już bezczelnie kpią z teorii płaskiej Ziemi, rysując palcem kółko na czole na widok jej apostołów.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (201) Pokaż komentarze do wpisu „Zmiana”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      środa, 27 maja 2015 12:42
  • wtorek, 26 maja 2015
    • Globalne ocipienie

       

       

      Długie lata bezkarnej emisji trujących gazów do atmosfery przez PiS zmieniło klimat polityczny w Polsce. Stężenie kwasów halucynogennych w powietrzu spowodowało, że sympatyczny pan rozdający kawę na promocji partii prezesa bez prezesa został prezydentem-elektem.

       

      Z kolei urzędujący prezydent został odwołany przez naród, gdyż okazał się agresywnym potworem stworzonym przez doktora Wuesisteina w laboratorium na zamku rycerzy okrągłego układu przy Czerskiej-Straße. Gender był mu ojcomatką chrzestną, a czarnoksiężnik Michnik wraz wilkołakiem Lisem piekli z tej okazji czekoladowego orła z macy. Cała Polska o tym słyszała: z ambon i niepokornych mediów.

       

      Zauważcie państwo, że pierwszy akapit tego tekstu jest typowym produktem mainstreamowego przemysłu pogardy, drugi zaś świętą prawdą. Już chwytacie? Może prościej? Proszę bardzo: Polska to suwerenny i demokratyczny kraj w UE – plugawe łgarstwo; Polska to kondominium rosyjsko-niemieckie pod zarządem żydowskim – fakt naukowy i kościelny dogmat. Błogosławieni ci, którzy wierzą w naukę i kościół, oni zaraz dostaną prezenty za circa 300 mld złotych (jesienią dorzuci się jeszcze bilion, o którym wspominał prezes). Dla każdego coś miłego, św. Mikołaj przy PiS to detalista bez wyobraźni.

       

      Raj uchwalony

       

      Niektórzy, to nie ludzie, to wilki, skrupulatnie wyliczają wszystkie obietnice PiS i twierdzą, że tego wszystkiego nie da się zrobić. Ci podli szydercy powinni bardziej martwić się tym, że PiS dotrzyma słowa i spełni choćby tę część ekonomicznych obietnic, którą da się uchwalić w parlamencie, czyli na przykład przywróci niższy wiek emerytalny, da po 5 stów na dziecko, wrzuci miliardy do szybów kopalń itd. Już te sztandarowe pomysły puszczą nas z torbami, a następne pokolenia czeka los dziadowski.

      Repolonizacja banków (przejdą pod zarząd SKOK-ów) i domiary dla supermarketów przyniosą z kolei środki na reindustrializację i mieszkania dla młodych. Poza tym lustracja majątków biznesmenów wywodzących się z układu przyniesie środki na budowę polskiej bomby atomowej. Iran Europy to brzmi dumnie, spytajcie Szczerskiego czy tej młodej asystentki Dudy. (Niech mi ktoś powie, że gadam jak potłuczony! To nie są moje pomysły...) Resztę dorzuci się z funduszy europejskich, gdyż premier Kaczyński podczas twardych negocjacji w Brukseli postawi Merkel i Tuskowi ultimatum: Albo dajecie nam 200 mld euro, albo zostajemy w Unii. Merkel zapłaci z ulgą, jeszcze w rękę pocałuje i da krzyżyk na drogę, a amerykańskie sankcje jakoś przeżyjemy z pomocą bratnich Węgier, Chin i Rosji.

       

      O tym wszystkim uszczęśliwieni i zrepolonizowani Polacy dowiedzą się z obiektywnych mediów, czyli zrepolonizowanej „Gazety Wyborczej” pod światłą redakcją braci Karnowskich i TVN24 pod komisarycznym zarządem fundacji Lux Veritatis.

       

      To zresztą didaskalia, liczy się tak naprawdę to, że wreszcie odzyskamy Polskę i będziemy jedną wielką wspólnotą. Jak mawiał pewien wicepremier z ZChN: Nie jest ważne, czy w Polsce będzie kapitalizm, wolność słowa, czy będzie dobrobyt – najważniejsze, aby Polska była katolicka. Wiadomo – wartości przede wszystkim.

       

      Last minute

       

      Komentując wygraną Dudy, "Niezawisimaja Gazieta" pisze, że PiS jest jak putinowska Jedna Rosja (i że gdyby Putin z prezesem po duszam pogadali, przypadliby sobie do gustu). W zachodnich szmatławcach jest jeszcze gorzej, bredzą, że wygrał jakiś nacjonalista i ultrakatolik, kandydat zacofanej i ciemnej Polski, złośliwie wypominając, że wybrała go wiocha i elektorat z wykształceniem podstawowym. Jeden Die Welt potrafił się znaleźć i napisać o Dudzie, że trzeba mu dać szansę (plotkuje się, że autor tego tekstu po prostu przeczytał na fejsie oświadczenie Marcina Mellera i doznał pomroczności jasnej).

       

      Zagranica może sobie na razie pyszczyć - do czasu uchwalenia ustawy o obrazie godności Polaka, Polki, Dziecka Polskiego, Poczętego Dziecka Polskiego, Zarodka Polskiego, Seniorów Polskich i Polski jako takiej, która pozwoli nam ścigać międzynarodowymi listami gończymi antypolskich opluwaczy z Masonii i Judei. Gorzej ma nasza żydokomuna liberalna – biedny mainstream szanuje demokrację do tego stopnia, że da ją sobie odebrać w procedurze wyborczej.

       

      Na razie dyskretnie milczy na temat propozycji wypierdalania z kraju, składanych przez życzliwych prawicowych patriotów w internecie i wizji wywieszania na latarniach zdrajców Polski w razie gdyby nie skorzystali z oferty first minute. Chcą doczekać okazji last, taki naród, zawsze szukają okazji do zarobku. Tymczasem gratulują elektowi z kwaśną miną królika wpatrzonego w oczy węża. Wierzący optymiści pukają się nawet w głowę, gdy słyszą paniczne pierniczenie w moim typie i pokazują filosemitów oraz Żydów zaangażowanych po drugiej stronie. Kochani moi, tam są Żydzi, to prawda, ale to są Żydzi figowi.

      Z kolei typowy polski antysemita w życiu nie poczuwa się do bycia antysemitą, gdy mu to zakomunikować, jest zdziwiony jak pan Jourdain, który dowiedział się, że mówi prozą.

       

      Wspólnota krwi

       

       Czy Duda jest antysemitą? Boże broń. Prezes też nie jest. Problem w tym, że żeby zdobyć władzę zaciągnęli u antysemitów polityczny kredyt na lichwiarski procent. Zdobywszy ją, będą musieli ten kredyt spłacić. Wsłuchajcie się w Młodą Polskę. Poczytajcie komentarze w internecie, pogadajcie z dołami PiS i młodą polską inteligencją, której drogę do karier w administracji blokują Żydzi. Posłuchajcie patriotycznych kibiców, którzy walczą z żydokomuną na stadionach, pogadajcie z polskim ludem, któremu Żydzi szczają do mleka i wykupują ziemię, zrozumcie oburzonych tym, że muszą spłacać kredyty zaciągnięte u chazarskich banksterów. To wszystko Żydzi, bo Polak Polakowi takich rzeczy by nie zrobił. Mityczny Żyd włada mityczną Polską. Myśmy ich ratowali z getta, a oni nas szkalują Jedwabnem. Trudno o większą podłość i niesprawiedliwość.

       

      Żydzi, imigranci, lewaki, lesby i pedały oraz plutokracja wywodząca się ze służb specjalnych PRL – zagrabili nam Polskę i piją naszą krew. Dlatego żądamy zmiany. Żądamy Polski dla Polaków. Żeby Polska była Polską, muszą rządzić w niej Polacy. Logiczne.

       

      Czy nienawiść i rasizm muszą przybierać formę ustaw lub przepisów? Nie, nie muszą. Wystarczy, że są powszechnie tolerowanym obyczajem, normą. Władza może po prostu dyskretnie odwracać głowę, a czasem nawet potępiać (Hitler bywał wściekły w latach 30. na ekscesy SA), jednak władza opierająca się takim elektoracie i z rozmysłem umacniająca przez lata całe tego typu stereotypy nie może zrobić jednego: nie może z tym walczyć. W tym sensie sama staje się zakładnikiem demonów, które obudziła. Musi je karmić, przynajmniej pod stołem.

       

      Wspólnota krwi i wiary istnieje tylko w opozycji do krwi i wiary obcej. Inaczej nie ma sensu. Cyganie kradną, muzułmanie ścinają głowy i wysadzają co popadnie, o żydach już było, banderowcy przyjeżdżają wbijać nasze dzieci na pale, Niemcy są głupi, Czesi śmieszni, Słowacja to wiocha, Białorusy to sowieci, Litwini to naziści, a Rosjanie nie trzeźwieją. W oblężonych okopach św. Trójcy my – obrońcy cywilizacji na śmieciówkach. To nie jest sprawiedliwe, że mamy gorzej od nich wszystkich. Nie mamy Putina ani nawet Pragi czeskiej, można się pochlastać z frustracji. Polska nowoczesność i tolerancja polegają na tym, że bilet na spotkanie z wskrzeszającym zmarłych czarnoskórym ojcem Bashoborą można kupić przez internet i dojechać do Warszawy autostradą, gdzie stoi piękny stadion narodowy, na którym możemy się wspólnie pomodlić.

       

      Usypiaczom do sztambucha

       

      Powyższy model wspólnoty, tolerancji i nowoczesności osobiście mi nie odpowiada. Za śliskimi frazesami akwizytorów kryje się bowiem ideowy manifest Krzysztofa Szczerskiego z PiS (szykowanego kiedyś przez partię na szefa MSZ), w którym proklamuje on wyznaniowe państwo autorytarne, szeroko komentowany na chwilę przed drugą II wyborów.

      Zapewne nie zdążył go do tej pory przeczytać młody Meller, apelujący o to, aby nie histeryzować i dać prezydentowi Dudzie dwa lata kredytu zaufania. Ja panu prezydentowi nie dałbym nawet chwilówki, bo za pięć miesięcy możemy mieć parlament, który zniesie nam demokrację w demokratycznym głosowaniu i jestem głęboko przekonany, że nie będzie w tej sprawie żadnego prezydenckiego veta.

       

      Moją niewiarę w PiS i prezydenta-elekta umacnia i podtrzymuje inna deklaracja posła Szczerskiego, który po ratyfikowaniu przez sejm konwencji o przeciwdziałaniu przemocy raczył oświadczyć: PiS uznaje tę decyzję za „niezaistniałą”.

       

      Wobec takiej szczerości trochę się obawiam, że cała masa innych praw może zostać uznana przez PiS za „niezaistniałe” i wtedy Mellera żaden Duda nie uratuje, bo jako prezydent stoi jedynie na straży prawa, które istnieje.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (65) Pokaż komentarze do wpisu „Globalne ocipienie ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 maja 2015 16:47
  • poniedziałek, 25 maja 2015
    • Stłuczony żyrandol

       

      Darujmy sobie frazesy o werdykcie narodu i słodycz płynącą z ust prezydenta-elekta o budowaniu wspólnoty, którą opisał w swym tekście pan Szczerski. Zgoda nie polega na wykrzykiwaniu chórem: Andrzej Duda!; wspólnota zaś to nie tylko parafia i parafiańszczyzna.

      Czy do narodu można mieć pretensje? Nawet należy. Ale nie należy się nań obrażać, bo to sensu nijakiego nie ma. Naród zachował się zgodnie z regułami bajki o Czerwonym Kapturku: chętnie uwierzył wilkowi przebranemu za babcię, olał „gajowego”.

       

      To jest jedna, pocieszająca interpretacja. Pocieszająca, bo zakłada, że naród może jeszcze zobaczyć, że go robią w balona. Jest i gorsza, wedle której naród doskonale wie, co robi, a wilk jest jego ulubionym zwierzątkiem. Dali przykład Madziarzy – tak chcieli zmiany, że nikt w Europie nie może poznać ich kraju. Na przykład Juncker w Rydze pomylił Orbana z Hitlerem, a przecież Orban nie ma wąsów.

       

      Obawiam się, że ci, którzy liczą, że do wyborów parlamentarnych trend się odwróci, mogą się przeliczyć. Duda na początku nie obsadzi kancelarii czekistami z PiS, Macierewicza nikt z domu nie wypuści, a prezes będzie samym dobrem – gra o wielką stawkę: o większość konstytucyjną i możliwość uczynienia z Polski drugich Węgier, co najmniej. To jego ostatnia szansa, sam sobie buzię w razie czego zaklei plastrem, żeby czego nie chlapnąć.

      Nie da się oczywiście uniknąć tryumfalizmu „niepokornych”, którzy krzyczeć będą: kęsim! Ale co z tego? Kogo oni niby mają zrazić, skoro tzw. młodzi chcą zrobić „systemowi” to samo? Naród nie wybaczy PO, że musi stać przed bramkami na autostradach.

       

       Ten wybór zachwieje pozycją Polski jako wiarygodnego, stabilnego i przewidywalnego członka UE i NATO. Z kolei wewnętrzne piekiełko, do urządzenia jakiego palą się już prawdziwi pretorianie prezesa i „antysystemowcy”, których starzy wyjadacze załatwią szybciej niż Leppera, osłabi nas wewnętrznie.

       

      Nie istnieje ani jeden pozytywny skutek wyboru Andrzeja Dudy na prezydenta RP, drogi elektoracie. Elektoracie, który stłukłeś pilnowany przez Komorowskiego żyrandol. Zaraz się przekonasz, jak to jest chodzić boso po szkle. Boso, ale w ostrogach. W dodatku po ciemku. Jak to w ciemnogrodzie. 

      IV RP - ósmy cud, siódme niebo, trzeci świat.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (252) Pokaż komentarze do wpisu „Stłuczony żyrandol”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 25 maja 2015 00:02
  • czwartek, 21 maja 2015
    • Po debacie

      Debaty słuchałem przez telefon:)))

       

       

      Jak cię mogę, daj mi nogę: mama mi mówiła, że będę dobrym prezydentem!

      My w warsztacie, szwagier i ja, patryjota zrobim z blachy, polskiej stali,

      Nic w nim nigdy nie nawali. Na Zachodzie biją baby, Polak jest w tym słaby.

      Ja nie będę tu pracować aż do śmierci! Praca? Praca śmierdzi!

      Etat mam w Poznaniu, chamie, ty bydlaku, ja mam dzieci, jestem z UJ, co nam świeci!

      Ukraina? Niech nam zwrócą pół Wołynia! Furda Putin, Ameryka, ważny pokój, zegar tyka!

      Tyka zegar nam emerytalny, Polak młody, Polak stary, Straszny Dwór, straszne mary! ZUS nam zmienię w OFE, albo coś w podobie, ale na pewno coś zrobię!

      Ja śmigłowcem ze Świdnika wezmę i nasikam. Zgaszę pożar, Katyń pomszczę, Putinowi dam obrączkę. Ja dla kraju wszystko mogę, mam w Obamie przyjaciela,

      Wizę dadzą mi do Izraela, ja meleksy wyślę na Cypr i podbiję Antarktydę – wcale się tego nie wstydzę!

      Sam zaorzę i zasieję, niech się ze mnie nikt nie śmieje!

      Polskę zrobię jak marzenie! Dla każdego coś dziś zmienię,

      Za ile? Nie pytaj, bo ja nie Komorowski, to nie moje są te troski!

       

       

      Ktoś ty, zuchu? - klękają narody.

      Duda jestem, mówcie mi wuju!

      Roch Kowalski mi świadkiem, że

      nie bujam!

      Nie bójcie się wuja!

       

       

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (227) Pokaż komentarze do wpisu „Po debacie ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 maja 2015 21:01
    • Tolerancja


      Polska slynie z tolerancji. Mozna powiedziec, ze to nasz znak firmowy. Tolerancyjny jak Polak – mówia z podziwem w Niemczech, Rosji i Izraelu. Murzyni i Cyganie tak sobie wzieli to do serca, ze az emigruja do nas z krajów III swiata, Rumuni i Bulgarki tak sie Polska zachwycaja, ze z tego zachwytu siadaja na chodnikach albo wystaja przy drogach, porazeni polska goscinnoscia. Takze Syryjczycy i Erytrejczycy, którzy masowo topia sie w Morzu Sródziemnym, zeby tylko dostac sie z ziemi wloskiej do polskiej.

      Wychodzac naprzeciw ich nadziejom na zycie w tolerancyjnej Polsce, polski rzad sprzeciwia sie przyjeciu 1000 emigrantów, gdyz jest to jego zdaniem stanowczo za malo.

       

      - Mozemy nie przyjac ich znacznie wiecej – slychac w kuluarach MSZ i MSW. - Skoro nie przyjelismy ani jednego uchodzcy z Ukrainy, to nieprzyjecie tysiaca Arabów nie powinno nam sprawic zadnego klopotu. Oczekujemy od UE wiekszych wyzwan.

       

      W sondazach znakomita wiekszosc Polaków manifestuje swoja tolerancje dla imigrantów, gdyz nie ma nic przeciwko temu, zeby zyli u siebie. Pewne obiekcje budzi jedynie to topienie sie w morzu, bo jest to nie tylko niehigieniczne, ale i w oczach Polaka nieudolne, taki Czarniecki tez  wprawdzie rzucal sie do Baltyku, ale w nim nie zostal i nikomu urlopu nie popsul widokiem zwlok na plazy.

       

      Polacy w ogóle maja do ludzi stosunek zyczliwy, na przyklad nie maja nic przeciwko temu, zeby w polskim Londynie mieszkali Anglicy.

       

      - Mnie to nie przeszkadza, choc Angole sa nieco nietolerancyjni i mówia po angielsku, polskiego w ogóle nie chca sie uczyc – mówi pan Czeslaw, który ma tam dom i wielkodusznie ze swoich podatków finansuje pomoc dla bezrobotnych Anglików. - Ale ja znam hindi i zawsze sie z nimi dogadam.

       

      Polska to takze raj dla ludzi obciazonych literkami LGTB. Taki Biedron na przyklad zostal u nas prezydentem Slupska, a przedtem na ulicy dostal po ryju jedynie dwa razy, w tym raz od listonoszy, co sie nie powinno liczyc, bo u nas listonosz nie jest prawdziwym Polakiem. Prawdziwy Polak Polakowi nie donosilby pism od komornika ani wezwan do zaplaty za abonament TVP.

       

      Transseksualisci u nas kochani sa powszechnie, do tego stopnia, ze w sejmie o niczym innym sie nie gada, jesli o poslance Grodzkiej nie mówi poslanka Pawlowicz, to ksiadz Oko. Podobno oboje pracuja na projektem ustawy o zwiazkach partnerskich na Madagaskarze.

       

      - Tam beda mieli lepszy klimat – tlumaczy posel Pieta. - Nie spoczniemy, póki nie zrobimy wszystkiego dla ich dobra.

       

      Wtóruje mu profesor Chazan: Klauzula sumienia nakazuje mi leczenie kazdego transseksualisty. Niepotrzebnie sie opieraja.

       

      Polska stoi na czele nowoczesnej Europy i kroczy w awangardzie postepu. Przykladem pierwszym z brzegu jest rezyser Braun, który apeluje o to, zeby nie rozstrzeliwac wszystkich Zydów i banderowców.

      Wystarczy co drugiego – mówi niezlomny szermierz tolerancji. - Albo tylko tych z TVN i Wyborczej.

       

      O polskim konsekwentnym otwieraniu sie na swiat swiadczy chociazby efekt rozpisanego ostatnio konkursu na graffiti witajace gosci z zagranicy na lotnisku w Modlinie, w którym zwyciezyla praca skromnego prokuratora z Bialegostoku, przedstawiajaca hinduski symbol szczescia.

      - Multikulti – to nasza przyszlosc – mówil wzruszony laureat podczas wreczania mu "Bejsbola roku".

       

      Pozostaje miec nadzieje, ze nic nie zlamie pozytywnych trendów polskiej tolerancji i bedziemy sie nia cieszyc wszyscy: Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina, gej z PiS-u, z PO dziewczyna...

       

       

      P.S. Brak polskich znakow zawdzieczamy portalowi, nie autorowi, ktory i tak bardzo za to przeprasza i jest wsciekly.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (144) Pokaż komentarze do wpisu „Tolerancja”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 maja 2015 11:45
  • środa, 20 maja 2015
    • Superduda

       

      Andrzej Duda, Andrzej Duda, to się ni ch... nie uda! - krzyczą sługusy mainstreamu, Lisy i Michniki, a nawet ksiądz Sowa, skompromitowany nie tylko tym, że u niego Sienkiewicza podsłuchiwali.

       

      Prus, Sienkiewicz, Olbrychski oraz – przepraszam za wulgaryzm – Holland, cała ta hołota kosmopolityczna idzie na dno. Zwyciężymy! Najwięcej witaminy – jak śpiewał wieszcz Rosiewicz- mają polskie ekstremy!

      Po naszej stronie stoi w trójcy jedyny prezes, wspomagany przez Terlikowskiego i dwóch Karnowskich oraz nawrócony celnik – wcielony w Grzegorza Biereckiego. Duda natomiast jest naszą gołębicą, zwiastuje, że nasza arka zaraz pieprznie w Ararat. Alleluja (nie chodzi mi o wraży utwór braci Leonard Cohen)! Góra Przeznaczenia, okazuje się, jest w Toruniu. Ze szczytu macha do nas przyjaźnie drugi polski papież in spe – Jan Paweł Tadeusz I.

      Zaznaczam od razu, że nie jest moją intencją obrażanie żadnej Religi, szanuję profesora i nie w głowie mi jakieś kpiny, po prostu mam chrześcijańskie korzenie i się do nich odwołuję, aby wszyscy mnie zrozumieli.

       

      Gdy wygramy, nie będzie pluć nam w twarz Maryla Rodowicz, uwikłana w romans z synem komunistycznego premiera Jaroszewicza i związek partnerski z Azją Tuhajbejowiczem, która leży sobie pod gruszą na dowolnie wybranym boku! My jej te boczki przypalimy, wzorem naszego bohatera narodowego pułkownika Kuklinowskiego. Choćby za Osiecką.

       

      Na naszą litość nie zasłużył również Patryk Vega, Wajda naszych czasów, kręcący jakieś porypane filmy w typie „Człowiek ze służb”, które w gruncie rzeczy są kolejną apologią Psów i Psów II. Nie z nami te numery, Vega. Już my ci nakręcimy „Kanał”, w którym nie czeka cię żadne „Wesele”. Twój kumpel Koterski zaś przypomni sobie, że to „Nic śmiesznego”. Może i wszyscy jesteśmy Chrystusami, ale na pewno z wyłączeniem Miauczyńskiego.

      Teatr też odbijemy, zamiast Klaty będzie Kalata, zamiast Trelińskiego - Terlikowski! Stuhrów obu przybije się zaś do drzwi stodoły, żeby na własnej skórze odczuli pokłosie swych bezeceństw.

      W ogóle z artystami zrobi się porządek, nie darmo taki Staszewski śpiewa, że „wszyscy artyści to prostytutki” - ten przynajmniej chce się leczyć. Pomożemy mu niezawodnie.

       

      W kraju wprowadzimy JOW-y, czyli jednomandatowe okręgi wyborcze, w których można będzie wybrać tylko jednego posła z PiS (sorry, Kukiz). Katecheza będzie refundowana, ale po okazaniu dowodu, że jest już opłacona i z potrąceniem 27% VAT.

       

      Pomoc prawna będzie bezpłatna dla wszystkich – wszystkich osadzonych w aresztach do czasu prawomocnego skazania. Dudapomoc obejmie także wszystkie rodziny (zrzeszone w związku zawodowym rodzin służby więziennej).

       

      Gospodarkę oprzemy na kopalinach. Będziemy kopać każdego, kto jest przeciwko węglowi, zwolenników zielonego zboczenia ekologicznie utopi się w Rospudzie lub przymocuje do wiatraków i zakręci, żeby się im odkręciło.

       

      Wiek emerytalny obniżymy do 25. roku życia, żeby zlikwidować bezrobocie wśród młodych, bezrobotnych seniorów zaś przyjmie się na pomostowy etat na UJ, zwolniony przez kandydata Dudę po elekcji.

       

      W polityce zagranicznej pofatygujemy się o sojusz z Monako i Lesotho, dzięki czemu nie zaatakuje nas Uganda, z którą potem zawrzemy strategiczny sojusz, kiedy tylko prezydentem zostanie tam ojciec Bashobora.

      Po przytoczeniu przeze mnie powyższych korzyści tylko skrajny niedowiarek i Żyd nie zagłosuje na Dudę.

      Duda ma plany ambitniejsze od mizeroty Tuska, z kranów zamiast ciepłej wody popłyną wreszcie mleko i miód.

      Kąpać będziemy się u sąsiadów.

       

      Nie bądź głupi, głosuj na Dudę! Bronek nie umie tyle obiecać! 

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (178) Pokaż komentarze do wpisu „Superduda”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      środa, 20 maja 2015 17:12
  • wtorek, 19 maja 2015
    • Krwawy Bronek

       

      Dzięki kampanii wyborczej doktora Dudy wreszcie poznajemy prawdę o tym, że prezydentem RP jest postać podobna do największych lewackich zbrodniarzy w historii, czyli demonicznego Kubusia Puchatka, podstępnej Hello Kitty oraz terrorysty Józefa Piłsudskiego.

       

      Komorowski jest jak zły sen dla wielu porządnych patriotów, ludzi myślących i przewidujących. Wiedzą, że mają do czynienia z osobą wyjątkowo perfidną, która nie cofnie się przed niczym, żeby poniżyć Polskę i Polaków w osobach Dudy i Dudaków.

       

      Eksperci zespołu Macierewicza do spraw katastrofy PO dawno alarmowali, że Komorowski samym swoim istnieniem budzi gniew i agresję. Jak tylko został prezydentem, od razu pod pałacem pojawili się demonstranci z transparentami „Komoruski zdrajca i morderca”. Przypadek? Przyzwoity człowiek na taki widok od razu ustąpiłby ze stanowiska, zszedł z oczu ludziom, żeby ich nie prowokować i uciekł do Ruskiej Budy, a nie ostentacyjnie okupował miejsce uświęcone pobytem Marii i Lecha K., skoro i tak wiadomo, zauważył to J. Kaczyński, że został tym całym prezydentem przez przypadek. Pan prezes jest zresztą wstrzemięźliwy w ocenach, nie mówi nam całej prawdy z wrodzonej delikatności, bowiem tajemnicą „poliszynszyla” jest to, że to nie był żaden przypadek, lecz spisek WSI, oszustwo wyborcze i efekt tego, że po tragedii smoleńskiej cały naród był na prochach.

       

      Bierna agresja Komorowskiego wkrótce miała przekształcić się w czynną, czego dowodem są zdjęcia, gdzie z szyderczym uśmiechem PBK karmi niszczarkę podpisami obywateli pod wnioskiem o referendum, w którym Polacy mieli odpowiedzieć na kluczowe dla kraju pytania: „Czy jest sens posyłać dzieci do szkoły?” oraz „Czy każdy musi umieć czytać i rachować, a jeśli już, to dlaczego nie od 18. roku życia?”.

       

      Następnie prezydent stracił już wszelkie hamulce i demonstrował narodowi pogardę bez krzty wstydu, na przykład nie raczył nawet odpowiedzieć na zarzuty, że był słupem, za którym ukrywała się zorganizowana grupa przestępcza z Wołomina, znana pod nazwą „SKOK”, ma nieślubne dziecko, którego świadkiem poczęcia był prawicowy bloger i jako szef MON nie wydał armii rozkazu odbicia własnego wiceministra Szeremietiewa z aresztu, do którego ten prawie trafił przez wredną prokuraturę.

       

      Opinię publiczną wzburzył szczególnie sposób postępowania PBK z produktami rodzimego przemysłu meblarskiego, a konkretnie krzesłami.

       - Nie może być tak, że prezydent za granicą wchodzi na niepolskie krzesła, to rujnuje eksport produktów naszej branży – alarmowali patriotyczni meblarze. - Krzeseł ci u nas dostatek, zapraszamy PBK do nas!

       

      Ponieważ PBK do polskich krzeseł nie chciał przyjść, podczas kampanii wyborczej krzesło przyszło do niego. Ściśle: przyniósł je na spotkanie z prezydentem jeden z patriotów, który pokojowo chciał nim rzucić w kierunku Komorowskiego, ale ten, jak zwykle tchórzliwie, uchylił się przed podjęciem tematu.

       

      - Gdyby miał jaja, chwyciłby to krzesło i komuś by nim je... - skomentował tę wpadkę zniesmaczony brakiem męskości PBK były agent CBA, znany z tego, że doskonale radzi sobie z krzesłami, kobietami i wytworną męską bielizną od Armaniego (zauważmy: prawie druga tura, a my nie wiemy, jakie gacie nosi PBK! - czy nie kryje się za tym Gender???).

       

      Z kolei ze sztabu kandydata Dudy natychmiast poszły przecieki, że Duda w takiej sytuacji spokojnie dałby sobie tym krzesłem je... w imię budowania zgody narodowej i wspierania kulturalnej dyskusji.

       

      Nic sobie z tego nie robiąc, Komorowski agresję eskalował, przekraczał kolejne granice, burzył społeczny pokój i wykazywał wrodzony brak dobrego wychowania. Posunął się do tego, że kandydatowi na prezydenta Dudzie cytował słowa kandydata Dudy do Parlamentu Europejskiego i żądał, żeby Duda odniósł się do Dudy. Perfidia, chamstwo, dno i mułu metr lub dwa. Szkoda gadać.

       

      Okazuje się jednak, że można upaść jeszcze niżej (w tym jednym PBK jest mistrzem), gdyż prezydent zażądał od kandydata Dudy, żeby ten odpowiadał z sensem na zadane pytania, nie posługiwał się statystykami z sufitu i nie mieszał w głowach wyborcom. O klasie doktora Dudy świadczy fakt, że ten atak przetrzymał, ustał na nogach i nie stracił przytomności (podobno za to zemdlał na to dictum Jacek Kurski, wyjątkowo wrażliwy na podłość, nieprawość i niesprawiedliwość).

       

      Ten pokaz arogancji PBK wywołał żywiołową reakcję społeczeństwa, przeciwko dyskryminacji olbrzymiej części Polaków zaprotestowało choćby Stowarzyszenie Gimnazjalistów Polskich „Gimbaza”, w którego oświadczeniu czytamy m.in. : Żądanie, żeby odpowiadać z sensem na pytania, może doprowadzić do zwiększenia skali emigracji młodych przy jednoczesnym zwiększeniu bezrobocia w kraju. Prezydencie, opanuj się, nie niszcz naszych młodych organizmów, nie blokuj nam drogi do kariery! Weź przykład z Kukiza i JKM, oni wiedzą, czego nam trzeba i że to nie jest żaden pieprzony sens. W dodatku są zabawni, nie to co lekcje w szkole.

      Gimnazjalistów wsparli oburzeni artyści, na przykład muzyk Staszewski i aktorka Chodakowska, która chce bronić lasów przed PBK, bo ten planuje je sprzedać za grosze Putinowi i koszernym Chińczykom z Izraela.

       

      Trzeba jeszcze powiedzieć o rzeczy najstraszniejszej i najboleśniejszej: PBK jest terrorystą, prawie jak Józef Piłsudski, który strzelał do Rosjan. Kandydat Duda słusznie wypomniał mu zbrodnię z młodości, kiedy to - jako działacz rzekomo antykomunistycznego podziemia – obecny „prezydent” chciał zabić milicjanta. Tu są dwa aspekty: raz, że chciał, co świadczy o morderczych instynktach, dwa – nie zabił, co dowodzi chwiejności emocjonalnej, braku konsekwencji i tchórzostwa.

       

      Miał nosa sędzia Kryże, były wiceminister sprawiedliwości w rządzie PiS, który poznał się na Komorowskim już w PRL-u i skazał go na więzienie za bluźniercze obchody Święta Niepodległości w dniu 11 listopada, podczas gdy cały naród jak Pan Bóg przykazał świętował wcześniej 22 lipca. Za te między innymi zasługi Kryże już w wolnej Polsce został mianowany przez ministra Ziobrę prokuratorem krajowym, bo stalinowcy z Krajowej Rady Sądownictwa nie chcieli się zgodzić, żeby ten patriota został sędzią sądu apelacyjnego.

       

      Gdyby nie upadek rządu Jarosława Kaczyńskiego i zamach w Smoleńsku, Polacy mogliby pewnie odetchnąć od Komorowskiego, który być może znalazłby się wreszcie na dłużej w więzieniu, gdzie miejsce takich kreatur. Zamiast tego mamy same nieszczęścia: reżymowi aktorzy czytają publicznie ludziom Pana Tadeusza (sadyzm), wściekłe Lisy kąsają z ekranu telewizora niewinnych telewidzów (pokąsana córka kandydata Dudy musi otrzymać serię bolesnych zastrzyków), a podpisana przez antychrysta konwencja przeciw przemocy w rodzinie zatruwa życie wszystkim tym, którzy chcieliby komuś je... krzesłem, ale nie mogą, bo Komorowski zniszczył i tę piękną polską tradycję ludową na polecenie międzynarodowego Żydostwa (umówili się co do tego w Jedwabnem).

      Obóz patriotyczny jasno widzi sytuację i wie, że ewentualna reelekcja tak agresywnego i jadowitego PBK może być dla Polski tragiczna. Dlatego nie cofnie się przed niczym, żeby Polskę przed PBK obronić. Prawdziwi patrioci w obronie ojczyzny zdolni są do wszystkiego.

      Przekonamy się o tym z pewnością jeszcze przed drugą turą.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (155) Pokaż komentarze do wpisu „Krwawy Bronek”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 maja 2015 10:25
  • niedziela, 17 maja 2015
    • Uff!

       

      Prawie sobie dałem wmówić, że Komorowski to bezradna ciapa bez woli walki, a Duda to przynajmniej zdolny do zapamiętania swojej roli polityk, który jest żwawy i młody. Pewnie nie ja jeden.

       

      Tymczasem podczas debaty prezydenckiej okazało się, że Komorowski to wyluzowany fighter wagi ciężkiej, a jego konkurent to młodzik z okręgówki.

       

      To było stracie męża stanu z byłym sekretarzem stanu. Pewność siebie, wyznaczenie pozycji konkurentowi poprzez „panie pośle”, lepsze przygotowanie, wyraźna przewaga merytoryczna, umiejętność skupiania się na rzeczach ważnych, a nie skakanie po wątkach. Wreszcie: autentyczność. To w skrócie powody, dla których pan Duda dostał lanie.

      Może był dobry na wiecach, gdzie mu wszyscy klaskali, jednak w starciu z Prezydentem, który wreszcie bronił swoich racji umiejętnie i dynamicznie, plastik stopniał.

       

      Nie będę się rozwodził, zaraz pojawi się tysiąc komentarzy, ale muszę wspomnieć o kilku sprawach.

       

      Pewnie jest w tym kraju trochę ludzi, którzy uwierzą w to, że Duda chce być prezydentem zgody narodowej, przecież są tacy, którzy wierzą, że Kaczyński to „samo dobro”. Nie można jednak z tą swoją nieszczerością ewidentną osuwać się w śmieszność, bo to kosztuje. Nawet dzieci w szkole podstawowej wiedzą, że Polska po zaborach to nie tylko Gdynia, biało-czerwona i COP, ale i zabójstwo Narutowicza, zamach majowy i Bereza, a także getta ławkowe dla Żydów. Zaś sięganie do Jedwabnego Dudę jako kandydata  kompromituje absolutnie.

      Nie można zaborów wymieniać na jednym oddechu z supermarketami i czynić Komorowskiemu zarzutu z tego, że kiedyś „chciał zabić milicjanta”. Panie Duda, żołnierze wyklęci, których używacie na co dzień do polityki, nic innego nie robili, nie gadali, tylko zabijali komunistycznych milicjantów. O co więc panu chodzi? Jakieś minimum konsekwencji. Albo Komorowski jest ciapa, albo agresywny frustrat. Dwa grzyby w barszcz to przesada.

      Komorowski potrafił się obronić przed stałym zestawem pisowskich propagandowych zarzutów, nie musiał się nawet tłumaczyć ze swoich rzeczywistych zaniechań, bo tych konkurent nie umiał mu wypomnieć.

       Sam zaś Duda wzywał na świadków papieża i Lecha Kaczyńskiego, jakby oni poparli go w kampanii, podobnie jak jego żona i córka. Żenujące.

       

      W dodatku kłamanie w żywe oczy, że się czegoś nie mówiło, jak się mówiło – internet nie zapomina – jest wyjątkowo nieudolnym sposobem na bycie wiarygodnym. Duda, który nie chce wziąć od prezydenta kartki ze swoimi własnymi słowami – to dość symboliczne.

      W tych okolicznościach przyrody etat na uczelni, który blokowany jest podobno przez Dudę oraz to, że z poparcia SKOK-ów nie umiał się wytłumaczyć, to już wisienki na torcie zwycięstwa Bronisława Komorowskiego.

       

      Mam tylko nadzieję, że szanowni obywatele widzieli to, co się w tym studio działo, a nie dadzą sobie wmówić, że widzieli to, co napiszą „niepokorne media”.

       

      Poranne P.S.

       

      Zgodnie z przewidywaniami, niepokorne media i politycy PiS traktują rzeczywistość niepokornie, czyli się z nią nie zgadzają i przedstawiają swoją wersję debaty. Wszytko można, ale czasem wstyd - chciałoby się powiedzieć, ale po co? Przecież oni tak zawsze.

      O ile "reżymowy" Wroński widzi trzeźwo plusy i minusy Komorowskiego, o tyle "niepodległy" Karnowski wilcza "pięć powodów, dla których wygrał Duda". Problem w tym, że żaden z tych powodów nie istnieje. O bezradności Dudy, mowie niewyraźnej i abstrahującej od logiki, o rączkach fruwających w panice - ani słowa. Taki gatunek, nic nie poradzisz.

      Podobnie osobowości o wyporności intelektualnej i moralnej kieszonkowych pancerników piarowych Czarnecki czy Szydło. To wszystko było jednak do przewidzenia, bo tworzenie alternatywnej rzeczywistości jest bardzo uzależniające, żeby z tego wyjść, trzeba albo zostać wykopanym przez prezesa (wtedy niektórym wraca obiektywizm), albo mieć charakter, ale żadna z tych okoliczności tymczasem nie zachodzi.

       

      Osobną kategorią są komentatorzy "obiektywni", którzy tak chcą zaznaczyć swoją niezależność, że też muszą coś stworzyć, żeby następnie się do tego odnieść, bo bez tego ich uwagi nie miałyby sensu. W tej kategorii moim osobistym zwycięzcą został Michał Krzymowski z "Newsweeka", który w Komorowskim podczas debaty widział... proboszcza. Są rzeczy trafne, umiarkowanie trafne, kulą w płot trafne oraz skojarzenie Krzymowskiego.


       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (104) Pokaż komentarze do wpisu „Uff!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      moskwasadowa
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 maja 2015 22:32